Glosa

Porządek rzeczy

17 października 2026, 17:00 Historia , Kultura

Tęsknię za fartuchem. I za chustą na głowę. Renesans przeżywa co prawda jakla, ale szumnie i z angielska nazywa się ją dziś kardiganem. Chustka na głowę musiała zrobić miejsce eleganckiej kuzynce – apaszce. Do lamusa odeszły też nieodżałowane kapelusze.

Moja Oma nie lubiła nosić chustek. Miała kilka roboczych – na pole czy do ogrodu. Ale każde większe wyjście zasługiwało na Hut. Miała tych Hutów zresztą całkiem sporo. Lubiłam je przymierzać jako dziecko. Najpiękniejszy był taki błękitny, z szerokim rondem. Czułam się w nim co najmniej jak księżniczka.

Mantel i Hut – to był Ołminy mundur do kościoła i na imprezy. Chustka i fartuch – strój domowy. I tych dwóch strojów się nie mieszało. Oczywiście były jeszcze stroje pośrednie. Fartuch niedzielny, który w odróżnieniu od fartucha codziennego był nieskazitelnie czysty. Chustka na głowę z gatunku tych lepszych, jeśli pogoda wyjątkowo była niekapeluszowa.

Nigdy też nie widziałam Omy w spodniach. Myślę, że w głowie jej się zupełnie nie mieściło, że mogłaby coś takiego posiąść, o zakładaniu już nawet nie wspomnę. W związku z czym spała też wyłącznie w dramatycznie długiej i obszernej koszuli nocnej, przypominającej edwardiańskie suknie z epoki. Była Oma posiadaczką rozlicznych halek. Transparentność konfekcji uważała za cechę absolutnie nieakceptowalną.

„Kiedyś każde ubranie miało swoje przeznaczenie, czas i miejsce. Taki był porządek rzeczy.”

Nie była też fanką obuwia sportowego. Ale mój ojciec twierdził, że każda para domowych laci ma u niej niską przeżywalność ze względu na niefrasobliwe używanie ich w celach sportowych, właśnie np. podczas intensywnych spacerów po ogrodzie. Często te spacery owocowały nieplanowaną pracą ogrodniczą, a ta – nieplanowaną destrukcją domowych, w zamyśle, laci. Było więc podejście Omy do jej garderoby z jednej strony niekonsekwentne, z drugiej zaś wysoce przewidywalne.

Źródło: Unsplash

Oma była elegantką i modnisią, ale nie kierowała się żadnym modowym autorytetem poza swoim własnym. Materiał musi być dobrej jakości, rajstopy należy nosić nawet w największy upał, dekolty są dla panien lekkich obyczajów, a torebka musi pasować do butów. I szluss! Gust to nie jest coś, czego można się nauczyć – mówiła Oma. I wcale nie musiała łypać okiem na sąsiadki w kościele. Wiedziałam i widziałam, co ma na myśli.

Może stąd ta tęsknota za fartuchem i Hutem? Kiedyś każde ubranie miało swoje przeznaczenie, czas i miejsce. Taki był porządek rzeczy. A jednocześnie nawet najbardziej porządna ze znanych mi śląskich Ołm rujnowała kolejne pokolenia laci, pochłonięta ogrodniczą pasją.

Udostępnij:
Koła DFK w Lędzinach i Sławięcicach żegnają swoich przewodniczących
Poprzedni artykuł

Koła DFK w Lędzinach i Sławięcicach żegnają swoich przewodniczących

Słowo na niedzielę ks. dr hab. Petera Tarlinskiego
Następny artykuł

Słowo na niedzielę ks. dr hab. Petera Tarlinskiego

Reklama

Punkt Widzenia

Neues Wochenblatt - Gazeta Niemców w Rzeczypospolitej Polskiej
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.