Z Krakowa do Głubczyc, czyli śląskie losy polskiej królewny, co nie chciała Niemca

31 stycznia 2026, 17:54 Historia 6

Ścieżkami literatury

Legenda o Wandzie, królewnie z Krakowa, która „nie chciała Niemca”, należy do najbardziej rozpoznawalnych polskich mitów narodowych. Jej historię zna pewnie każde polskie dziecko: piękna władczyni odrzuca rękę niemieckiego księcia, a gdy ten grozi jej wojną, Wanda rzuca się do Wisły, by ocalić honor i kraj.

Ten obraz — silnie nacechowany narodowo, raczej jednoznaczny w swojej symbolice — przez lata kształtował polską wyobraźnię. Mało kto jednak wie, że w XIX wieku pojawiła się śląska wersja tej opowieści, która znacząco odbiega od znanego schematu. Co więcej, jej autor, głubczycki nauczyciel Ferdinand Minsberg, osadził akcję opowieści nie nad Wisłą, lecz w przestrzeni średniowiecznego Górnego Śląska.

Leobschütz, Ansichtskarte
Quelle: Wikipedia

W opowieści Die Vennfrau bei Füllstein Wanda nie jest już tylko polską królewną, która ginie w nurtach rzeki. Choć przyznać trzeba, że polsko-niemiecki antagonizm ma się w tej historii dobrze. Za odrzucenie ręki szlachetnego księcia Rhitogara Wandę spotyka bowiem dodatkowa kara – nie może zaznać spokoju nawet po śmierci i musi krążyć po świecie jako istota przeklęta, tytułowa Vennfrau. To określenie odsyła do słowa Venn, oznaczającego mokradło, torfowisko, teren podmokły. Nie ma tu mowy o przypadku: w śląskiej tradycji takie miejsca często wiązano z istotami nadnaturalnymi, czy to wodnikami, czy pannami wodnymi. Staje się więc Wanda Bagiennicą – Kobietą z Bagien – tajemniczą istotą o nadnaturalnych właściwościach.

Mało kto jednak wie, że w XIX wieku pojawiła się śląska wersja legendy o Wandzie, która znacząco odbiega od znanego schematu. Co więcej, jej autor, głubczycki nauczyciel Ferdinand Minsberg, osadził akcję opowieści nie nad Wisłą, lecz w przestrzeni średniowiecznego Górnego Śląska.

prof. UŚ dr hab. Nina Nowara-Matusik
Foto: privat

Co nie mniej ciekawe, Minsberg łączy Wandę z inną ważną figurą śląskiej demonologii — Meluzyną, zagadkową, wodno-wietrzną kobietą znaną w całym regionie. W wielu śląskich opowieściach Meluzyna pojawia się jako istota zawodząca na wietrze, poszukująca swoich dzieci. Wanda w wersji Minsberga ma podobne cechy: wzbija się w powietrze i unosi w przestworzach, a zbawienie – uwolnienie od przekleństwa – przynieść może jej właśnie dziecko.

O śląskości Wandy świadczy także jej związek z miejscem. Akcja opowieści rozgrywa się w okolicach dawnego Füllstein, obecnego Włodzienina, w pobliżu Głubczyc. To region, w którym przez wieki przenikały się wpływy polskie, niemieckie i czeskie. Wanda staje się tu symbolem tożsamości pogranicznej: niejednoznacznej i wielowarstwowej. Jest postacią złożoną i różnorodną, jak złożony jest historyczny Górny Śląsk. Wędruje po okolicy, przybierając różne postacie — raz pięknej kobiety, raz żebraczki, innym razem karlicy, a nawet wiedźmy.

Minsberg przesuwa akcenty także w innym zakresie. W śląskiej wersji Wanda nie działa w imię narodu, lecz postępuje zgodnie ze swoim wewnętrznym imperatywem, a zarazem porządkiem moralnym. Nagradza tych, którzy okazują dobroć, a karze tych, którzy odwracają się od potrzebujących. Nie kieruje nią wrogość do innego narodu, lecz kompas etyczny. To nie konflikt polsko-niemiecki jest tu osią opowieści, lecz odwieczna walka dobra ze złem. To z kolei sprawia, że śląska Wanda staje się figurą archetypiczną, a nie narodową — kimś, kto należy do świata mitów, nie do świata polityki czy narodowej historii.

Quelle: Wikipedia

Choć to tekst dziewiętnastowieczny, głubczycki nauczyciel kreuje postać Wandy w sposób bardzo nowoczesny, pokazując, że mity mogą być reinterpretowane i opowiadane na nowo. Że legenda, która w jednym miejscu podtrzymuje i cementuje narodowe narracje, w innym może wychodzić poza utarte schematy i otwierać przestrzeń dla nowych znaczeń. Że krakowska królewna może być także demonem, cierpiącą kobietą, karzącą ręką sprawiedliwości i dostojną władczynią. Oraz że regionalne opowieści nie muszą oznaczać zamknięcia w prowincjonalności. Tyle że to wszystko stać się może tylko pod jednym, ale za to zasadniczym warunkiem: narodowa narracja musi otworzyć się na lokalność, a lokalność na narodową narrację. Bo lokalność nie jest zagrożeniem dla narodu. Ani naród zagrożeniem dla lokalności. Historia śląskiej Wandy pokazuje bowiem, że obie te wartości mogą współistnieć i wzajemnie się naświetlać. Niczego sobie nie zabierając ani sobie nie zagrażając. To jest możliwe – a już na pewno na polu literatury.

Potknięcia już były
Poprzedni artykuł

Potknięcia już były

Słowo na niedzielę Biskupa Ewangelickiego Wojciecha Prackiego
Następny artykuł

Słowo na niedzielę Biskupa Ewangelickiego Wojciecha Prackiego