Z Marcinem Gambcem, dyrektorem Departamentu Edukacji i Rynku Pracy Urzędu Marszałkowskiego Województwa Opolskiego, rozmawia Krzysztof Świerc.
Miniony rok w kwestii nauczania języka niemieckiego jako języka mniejszości był bardzo ważny. Proszę powiedzieć dlaczego i co się zmieniło?
Przede wszystkim doszło do zmiany dwóch rozporządzeń, które w ubiegłym roku wydało Ministerstwo Edukacji Narodowej. Jedno z nich dotyczy zmiany terminu zapisów i wypisów dziecka na te zajęcia – mówimy o dacie 31 marca. Oznacza to, że w tym roku szkolnym rodzice muszą pamiętać, aby zapisać swoje dziecko na język niemiecki jako język mniejszości do 31 marca, a jeżeli dany rodzic chce wypisać swoje dziecko z tych zajęć, również musi to uczynić do 31 marca!
Druga zmiana dotyczy oceniania i promowania ucznia. Mówimy tutaj o tzw. zwolnieniu ucznia z drugiego języka, którego się uczy. W tym przypadku rodzice też mogą podejmować próbę złożenia takiego wniosku do dyrektora szkoły o zwolnienie np. z języka niemieckiego, bo dziecko chce się uczyć języka mniejszości, bądź o rezygnację z języka mniejszości, bo dziecko będzie kontynuowało w VII klasie naukę języka niemieckiego na tym drugim poziomie edukacji. Przypomnę, że w ubiegłym roku taki wniosek rodzice musieli składać do końca lipca, a dzisiaj mówimy już o terminie marcowym.
Dlaczego tak szybko?
Ponieważ dyrektorzy są na etapie przygotowywania arkuszy organizacyjnych szkół. Jest to zmiana o tyle istotna, że dyrektor szkoły, programując zajęcia od 1 września 2026 roku, w kwietniu (mówimy o tzw. arkuszu kwietniowym) ma wiedzę, ilu uczniów w danej jednostce oświatowej będzie uczestniczyło w tych zajęciach z poszczególnych oddziałów. Stąd konieczność decyzji rodziców w tym terminie.
9 marca organizuje pan spotkanie z dyrektorami szkół na ten temat. Co będzie tematem przewodnim?
Chcemy organom prowadzącym i dyrektorom szkół pokazać, że zmiana, do której doszło, jest istotna, bo dzięki niej będą mogli sprawniej kształtować pracę w swojej jednostce. Są takie przedmioty, gdzie rezygnacja była wprowadzana dopiero w momencie rozpoczęcia roku, co powodowało, że nauczyciel np. we wrześniu tracił godziny nauczania. Teraz się to zmieni, bo w ślad za wspomnianym rozporządzeniem i datą możemy kompleksowo podejść do planowania godzin nauki języka mniejszości czy historii kultury Niemiec, którą prowadzimy w szkołach podstawowych. Jest to też dosyć istotne pod kątem zatrudniania dla dyrektorów szkół i organów prowadzących.
Mniejszość niemiecka ma programy edukacyjne, które wspierają system oświaty. Możemy mówić o szkółkach sobotnich czy o projekcie Deutsch AG, który jest bezpośrednio związany z systemem oświaty.
Czy narzekanie na jakość nauki języka niemieckiego jako języka mniejszości tylko dlatego, że coś jest nie tak z przepisami związanymi z nauką, jest do końca stosowne? Nauka języka niemieckiego nie funkcjonuje przecież poza systemem polskiej oświaty.
Jakość nauki języka niemieckiego jako języka mniejszości przede wszystkim wynika z liczby godzin nauczania. Na szczęście w ostatnim czasie tzw. „czarnkowe rozporządzenie” zostało zniesione, z czego bardzo się cieszymy, bo zostały nam zwrócone godziny lekcyjne. Dzięki temu nauczanie języka mniejszości może odbywać się na tych samych zasadach, na których odbywa się nauczanie innych języków mniejszości w Polsce. Dodam, że te trzy godziny nauki języka mniejszości to dużo w kontekście całej siatki godzin, ale… zawsze można powiedzieć – dużo w systemie szkolnym. Natomiast w systemie pozaszkolnym mamy jeszcze do zaproponowania to, co oferują organizacje mniejszości niemieckiej czy koła MN, a w tym zakresie mamy naprawdę duże pole manewru. Co ważne, zmianami, które wprowadzamy, pokazujemy, że walczymy o jakość. Walczymy też o to, żeby uczniowie mogli racjonalnie podejmować decyzje odnośnie swojej przyszłości już na etapie szkoły podstawowej: decyzje o zdawaniu języka mniejszości na egzaminie, zdawaniu języka niemieckiego na egzaminie ósmoklasisty, kontynuacji języka mniejszości na etapie ponadpodstawowym. W ten sposób chcemy pokazać organom prowadzącym, że jeżeli mówimy o szkolnictwie ponadpodstawowym, to rodzice tych uczniów mogą składać taki wniosek do dyrektora danej szkoły, a organ prowadzący wraz z dyrektorem szkoły taką naukę organizuje.
Jak z pana perspektywy, perspektywy byłego nauczyciela języka niemieckiego, wygląda dzisiaj nauka języka niemieckiego jako języka mniejszości?
Dużo złego zrobiła reforma, o której wspomniałem. Ba, jestem ofiarą tej reformy. Powiem wprost: pani dyrektor szkoły, w której uczyłem, w pewnym momencie zachęcała mnie do tego, abym ukończył dodatkowe studia na wypadek, gdyby coś złego zadziało się w kwestii nauki języka mniejszości i żebym mógł nauczać innego przedmiotu. Efekt? Zrobiłem dodatkowe studia podyplomowe na Politechnice Opolskiej, nabywając kwalifikacje informatyka. Dzięki temu po wprowadzeniu tzw. „czarnkowej jednej godziny języka mniejszości” mogłem w szkole nadal mieć pracę na pełnym etacie. Gdybym tych studiów nie ukończył, to prawdopodobnie nie byłbym zatrudniony na pełny etat.

Marcin Gambiec, dyrektor Departamentu Edukacji i Rynku Pracy Urzędu Marszałkowskiego Województwa Opolskiego.
Foto: Krzysztof Świerc
Są jednak tacy nauczyciele/germaniści, którzy dodatkowych studiów nie podjęli. Co z nimi?
Dzisiaj są to często już byli nauczyciele. Fakt, że liczba godzin nauki języka mniejszości w wyniku „czarnkowej reformy” została ograniczona do jednej, spowodował, że wielu nauczycieli/germanistów zrezygnowało z uprawiania tego zawodu. Przeszli do innego sektora, w którym się odnaleźli lub starają się odnaleźć. Należy dodać, że zazwyczaj w takiej szkole, która miała np. dwóch nauczycieli, a jeden z nich był przed emeryturą i nabył prawa ochronne, trzeba było mu zapewnić etat i dopiero potem myśleć o tym, co dać drugiemu nauczycielowi. Często było to pół etatu, a czasem jeszcze mniej. Finalnie bywało tak, że nauczyciel, który dostał pół etatu lub mniej, rezygnował z tej pracy, bo nie był w stanie się utrzymać. Dlatego reforma, o której wspomniałem, wprowadziła dużo złego w zakresie tkanki sieci germanistów, którą posiadamy. Należy też dodać, że część tych nauczycieli już nie wróciła do zawodu po przywróceniu trzech godzin nauki języka mniejszości i na tej podstawie uważam, że takie „majstrowanie” w systemie nie jest dobre. Powoduje, że odczuwamy niepewność w zakresie pracy, a przecież każdy chce i oczekuje, żeby pewne rzeczy się nie zmieniały.
Zgadzam się, ale takiej gwarancji dzisiaj też nie ma.
Niestety. Obecnie nie wiemy, co się wydarzy za rok, dwa, trzy. Zresztą nie mamy pewności, co się stanie w tak szybko zmieniającej się polskiej oświacie. Dzisiaj mówimy o systemie, zmianach reform, o nowej reformie oświaty, o „kompasie jutra”, ale tak naprawdę stoimy przed wielką niewiadomą. Nie wiemy, co dalej się wydarzy, przez co wątpliwości nadal mogą się pojawiać, chociażby w zakresie jakości nauki, ale… Jeżeli mówimy o trzech godzinach nauki języka niemieckiego jako języka mniejszości, to ta jakość jest zdecydowanie lepsza, bo można naprawdę przeprowadzić bardzo ciekawe zajęcia z uczniami. A co można zrealizować przy jednej godzinie? A tak naprawdę w czasie krótszym niż 45 minut?
Czy w obecnej sytuacji mniejszość niemiecka posiada w swoim arsenale na tyle skuteczne narzędzia, aby stale podnosić jakość nauki języka niemieckiego jako języka mniejszości
Tak. Jak powiedziałem już wcześniej, mamy programy edukacyjne, które wspierają system oświaty, o którym mowa w kontekście szkół. Możemy mówić o szkółkach sobotnich czy o projekcie Deutsch AG, który jest bezpośrednio związany z systemem oświaty. W mojej ocenie projekt Deutsch AG uzupełniał brak dwóch godzin nauki języka niemieckiego jako języka mniejszości, a dzisiaj uzupełnia też te godziny, które odbywają się w ramach planu lekcji. Mniejszość niemiecka ma zatem dużo do zaoferowania.
Pozostaje też kwestia odbudowy autorytetu nauczyciela języka niemieckiego.
Owszem, ale to dotyczy każdego przedmiotu, nie tylko nauczyciela języka niemieckiego. Do tego dochodzi problem z kadrami – brakuje studentów kierunkowych. Niektórzy studenci mówią wprost, że wybierając konkretny kierunek, nie mają gwarancji, że będą w tym zawodzie pracować. Dzisiaj możemy tak powiedzieć o matematykach, których brak jest odczuwalny, czy o językowcach, którzy niekoniecznie swoją przyszłość wiążą z branżą edukacyjną, a być może bardziej z translatorską czy biznesową. Ale i w tym wypadku mniejszość niemiecka posiada stosowne narzędzia wsparcia. Dysponuje ciekawymi rozwiązaniami i pomocą w zakresie chociażby programów nauczania, które współtworzyła. Jest też pewna baza materiałów, które były wypracowywane na przestrzeni kilkudziesięciu minionych lat we współpracy z organizacjami mniejszości niemieckiej zajmującymi się edukacją. Tych organizacji jest naprawdę dużo.
Na przykład Dom Współpracy Polsko-Niemieckiej.
Jak najbardziej. Programy DWPN pokazywały, w którym kierunku rozwija się edukacja dwujęzyczna i mniejszościowa oraz zasady tworzenia języka mniejszości od poziomu przedszkolnego. To jest bardzo, bardzo istotne, na co zwróciła uwagę także minister Paulina Piechna-Więckiewicz, którą niedawno gościliśmy w Opolu. Podczas tego spotkania pani minister podkreśliła, że system oświaty zaczyna się w przedszkolu. O tym nie możemy zapominać w kontekście nauczania systemowego. Wszystko bowiem zaczyna się w przedszkolu. Zainteresowanie językiem także zaczyna się w przedszkolu – podobnie jak niechęć do czegoś.