Słowo na niedzielę Biskupa Ewangelickiego Wojciecha Prackiego

3 sierpnia 2025 Kościół

VII Niedziela po Trójcy Świętej
Czytania: 2. Księga Mojżeszowa (Wyjścia) 16, 2–3.11–18; Dzieje Apostolskie 2, 41–47
Kazanie: Ewangelia Jana 6, 30–36

Potrzeba nasycenia

Jezus odpowiedział im: „Ja jestem chlebem życia. Kto do mnie przychodzi, nie będzie już nigdy głodny, a kto wierzy we mnie, nie będzie już nigdy odczuwał pragnienia. Lecz powiedziałem wam: Widzieliście mnie, a jednak nie wierzycie.” (Ewangelia Jana 6, 35–36)

Przyjęcie chleba życia jest trochę jak moje doświadczenie z rowerami. Uwielbiam jazdę na rowerze. W przeszłości jeździłem na różnych modelach i potrafiłem sobie wyobrazić, że używam kilku różnych na zmianę. Ale dwa lata temu pojawił się nowy rower. Jeździ się na nim lekko i przyjemnie po mieście, ale sprawdza się też podczas długich, wymagających wypraw z ekwipunkiem campingowym. Nie chcę już innego! Nawet elektrycznego! Moje potrzeby w tym zakresie zostały zaspokojone.

Słuchacze Jezusa proszą Go o nowy znak, o potwierdzenie Jego boskiej misji. Właśnie przed chwilą Jezus chodził po wodzie i nakarmił tłum podczas swojego kazania. Ale to im nie wystarcza. Te znaki wydają się im za małe. Pytają o mannę z nieba. Chcą być syci. Pragną Boga, który spełnia ich oczekiwania i zaspokaja ich życzenia. Boga, który jest talizmanem szczęścia albo dobrym czarodziejem, który natychmiast rozwiązuje wszystkie problemy i zapewnia dobre oraz dostatnie życie. Nasycenie manną/chlebem jest tego symbolem.

A czy my różnimy się w ogóle od słuchaczy Jezusa? My także często mamy swoje oczekiwania i potrzeby, które przedstawiamy Bogu w modlitwie. Kiedy ich nie spełnia, czujemy się rozczarowani i czasem nawet tracimy wiarę – zwłaszcza w obliczu tragicznych wydarzeń, nieszczęść, choroby czy żałoby.

„Kiedy przyjmujemy chleb życia od Jezusa, inne oczekiwania, potrzeby i troski schodzą na dalszy plan.”

Tymczasem Jezus wyjaśnia, że chodzi o coś głębszego – nie tylko o zaspokojenie naszych potrzeb i pragnień tu i teraz. Mówi bowiem: Ja jestem chlebem z nieba, ja jestem manną. Ten pokarm trwa wiecznie, nie jest ograniczony tylko do tego, co tu i teraz. Te słowa Zbawiciela są oczywiście bardzo symboliczne i trudne do zrozumienia. Jezus ma na myśli samego siebie. Kto Go pozna, pójdzie za Nim i ostatecznie będzie uczestniczył w komunii (chleb życia, a także wino), będzie traktował swoje potrzeby jako drugorzędne lub trzeciorzędne. Relacja z Jezusem, z życiem wiecznym w Jego Królestwie, będzie na pierwszym miejscu. Typowo ludzkie potrzeby stracą na wartości i znaczeniu.

Sam Jezus w swoim ziemskim działaniu jest znakiem miłości i troski Boga. Nie daje tylko środków do życia doczesnego, ale także zaproszenie do życia wiecznego. Dlatego zaspokajanie naszych bieżących potrzeb traci na znaczeniu. Otrzymujemy inną, głębszą i szerszą perspektywę. Nasycamy się duchowo z Jezusem i przez Jezusa.

Być może nie jest to w stu procentach poprawne i poważne, żeby na początku tego tekstu używać porównania do roweru. To tylko niedoskonały przykład. Kiedy przyjmujemy chleb życia od Jezusa, inne oczekiwania, potrzeby i troski schodzą na dalszy plan.

Spójność niemiecko-polska
Poprzedni post

Spójność niemiecko-polska

Mała wieś, wielkie dziedzictwo
Następny post

Mała wieś, wielkie dziedzictwo

Reklama

Schlesien Journal