Zapomniane dziedzictwo

17 sierpnia 2025 Historia

Pałac, który pojechał do Warszawy

Uwielbiam letnią porą zwiedzać małe śląskie miasteczka – tam, gdzie życie w skwarze toczy się leniwie na małym rynku, obok miejscowej Żabki. W tej ostatniej można zaopatrzyć się w butelkę wody – o każdej porze dnia i nocy – a potem, kryjąc się w cieniu budynków, ruszyć przed siebie, tam, gdzie nogi poniosą. A najpierw zazwyczaj prowadzą do parafialnego kościoła – bo przecież wszystko się tam zawsze zaczyna.

Z pałacu pozostały fragmenty: części kolumn, schodów.
Foto: A. Durecka

Letnia niedziela w Skorogoszczy

W ostatni weekend też obrałam sobie na mapie cel – miasteczko, które, jak się szybko przekonałam, było wsią. Zmyliły mnie miasteczkowo wyglądające domy wzdłuż głównej drogi i plac do złudzenia przypominający ryneczek. No i spory park ze starym drzewostanem. Skorogoszcz jest wsią dopiero od 1945 roku, więc nie pomyliłam się aż tak bardzo – lokację miejską na prawie polskim uzyskał jeszcze przed 1271 rokiem.

Na próżno wypatrywałam ruin pałacu pośród dorodnych, starych drzew. Z jednej z tablic dowiedziałam się, że rozebrany pałac – krótko po wojnie – „odjechał” w kawałkach do Warszawy, by stolica mogła powstać z ruin. W Skorogoszczy zostały tylko gigantyczne fragmenty kolumn, ścian, być może schodów – ustawione fantazyjnie w różnych częściach parku.

Nienaruszona pałacowa oficyna.
Foto: A. Durecka

Ale o pałacu później, bo najpierw przecież poszłam do kościoła – zamkniętego oczywiście na trzy spusty, mimo że to było niedzielne popołudnie. Z tablicy informacyjnej dowiedziałam się jednak, że to kościół św. Jakuba Apostoła, wzniesiony w 1852 roku, uszkodzony podczas II wojny światowej i po niej odbudowany. Jego strzelistą, wysoką wieżę widać – notabene – z każdego zakątka Skorogoszczy. Świetny punkt orientacyjny.

Drugim jest wieża ciśnień – na którą jednak też nie udało mi się wejść. Kocimi łbami obeszłam za to cały teren dawnych pałacowych zabudowań folwarcznych, dziś zamienionych na prywatne mieszkania. Kocie łby zaprowadziły mnie do wspomnianego wcześniej parku. Znajdują się w nim dwa wspaniałe, gigantyczne platany – pomniki przyrody – które na pewno pamiętają czasy pałacu i jego właścicieli.

W folwarcznych zabudowaniach są prywatne mieszkania.
Foto: A.Durecka

Znani i bogaci

Ci najważniejsi należeli do dwóch znanych na Śląsku rodów. W 1874 roku majątek trafił w ręce Schaffgotschów, a potem – dzięki małżeńskim układom – w 1892 roku przejęli go hrabiowie von Kerssenbrock. To właśnie oni postanowili budować z rozmachem: w 1910 roku wznieśli w Skorogoszczy pałac z prawdziwego zdarzenia. Projekt zlecili znanym architektom z Wrocławia – Alfredowi Böttcherowi i Richardowi Gaze. Efekt? Trzypiętrowa rezydencja, która kosztowała majątek – dosłownie, bo dwa miliony marek! Pałac był tak duży, że w czasie polowań mogło w nim gościć nawet 300 osób.

Do kościoła w niedzielne popołudnie nie wejdziemy.
Foto: A. Durecka

Niestety, kryzys gospodarczy lat 30. sprawił, że hrabiowie musieli przenieść się do bardziej „budżetowej” willi (dziś to Dom Dziecka). A dawną rezydencję przekazano misjonarzom z Mariannhill, którzy urządzili tam seminarium. Nie cieszyli się nim jednak długo – w 1940 roku naziści je zamknęli, a pałac zamieniono najpierw na obóz przejściowy dla niemieckich przesiedleńców, a potem na szpital wojskowy SS.

Ten kolor elewacji zapiera dech w piersiach, odbiera go groza.
Foto: A. Durecka

W 1945 roku, tuż przed wkroczeniem Armii Czerwonej, ostatni członkowie rodu uciekli. Pałac został uszkodzony przez artylerię, a po wojnie – mimo prób jego ratowania – władze państwowe zadecydowały o rozbiórce. Kamienie z okazałej rezydencji posłużyły do odbudowy Warszawy. Została tylko pałacowa oficyna i kilka kamiennych bloków porozrzucanych w parku – tych, na które się natknęłam.

Na rynku zachowało się kilka starych kamieniczek.
Foto: A. Durecka

Pomieszanie z poplątaniem

Skorogoszcz to malownicze pomieszanie stylów architektonicznych, kolorów i dzikiej, nieokiełznanej przyrody. Śląskiego perfekcjonizmu, trawników-dywanów czy idealnie przyciętych minidrzewek próżno tu szukać. Nie ma tu nawet dwóch takich samych płotów czy furtek.

Śląskie serce krwawi, widząc kupę połamanych mebli i śmieci rozrzucone wokół sędziwego dębu – tuż obok przepięknej willi w kolorze paskudnie seledynowym. Ścieżki wiją się wśród pokrzyw sięgających głowy, przez kładki nad szaroburym kanałem-rzeczką. Wolę nie myśleć, co tam sobie niespiesznie spływa w kierunku pobliskiej Nysy Kłodzkiej.

„Śląskiego perfekcjonizmu, trawników-dywanów czy idealnie przyciętych minidrzewek próżno tu szukać. W Skorogoszczy nie ma dwóch podobnych do siebie płotów.”

A mimo to, tego dnia cała miejscowość tonie w zapachu świeżego ciasta drożdżowego – jakby zaraz za rogiem serwowano kołacz z kruszonką. Nieopodal rynku czynna jest bowiem piekarnia. I to w niedzielę! I to do 22! Co rusz ktoś wychodzi stamtąd z pachnącym zawiniątkiem. Wkraczam i ja – i daję się skusić nieprzyzwoicie dużej drożdżówce z serem. Pachnie niebiańsko. I dokładnie tak smakuje!

Na cmentarzu jest jeszcze parę grobów dawnych właścicieli Skorogoszczy.
Foto: A. Durecka

Na zakończenie – cmentarz

Bo tam wszystko się kończy. Także w Skorogoszczy.

– Jak tu przyjechałam 47 lat temu, to tej części cmentarza wcale nie było. Tylko z tej strony były groby – opowiada starsza pani (chyba swojej córce), wskazując kilka starych nagrobków.

W parku rosną ogromne platany.
Foto: A. Durecka

Tam więc się udaję. Znajduję nagrobek poległego w I wojnie światowej hrabiego Ferdinanda Franza Xavera Otto Johannesa Marii von Korff – uff, sporo imion – rodzinny grobowiec z XIX wieku, pozbawiony tablic nagrobek hrabiego Kaspara von Korff (1852–1928) i hrabiny Elisabeth Schaffgotsch (1862–1952, córki Schaffgotschów z Kopic) z przepiękną pietą. Na cmentarzu jest jeszcze kilka pięknych, starych nagrobków, ale trudno już odczytać, kto w nich spoczywa.

Wracam więc na rynek. Kolejny zadowolony klient opuszcza piekarnię, przed Żabką zbiera się lokalna młodzież. Kończy się sierpniowa niedziela w Skorogoszczy.

Różnorodna twórczość wrocławskiego rzeźbiarza Ryszarda Zaryckiego
Poprzedni post

Różnorodna twórczość wrocławskiego rzeźbiarza Ryszarda Zaryckiego

W poszukiwaniu korzeni
Następny post

W poszukiwaniu korzeni

Reklama

Schlesien Journal