Teresa Ebis pokazuje Bytom pełen detali i historii

20 września 2025 Historia

Z Teresą Ebis, autorką bloga i instagrama Bies Bytomskie rozmawia Andrea Polanski o tym, jak udaje jej się zaglądać do skrytych perełek bytomskiej architektury, o roli mieszkańców i lokalnych przewodników w odkrywaniu miasta na nowo oraz o miejscach, które najlepiej oddają charakter Bytomia.

Spotykamy się dzisiaj na bytomskim Rynku, zaraz obok słynnego pomnika Śpiącego Lwa, autorstwa Theodora Kalidego. Ale to nie o nim będziemy dzisiaj rozmawiać z Teresą Ebis, tylko o tym, co nas otacza – Bytom i jego kamienice. Niektórym jesteś może znana z bloga i instagrama Bies Bytomski, na którym dogłębnie pokazujesz Bytom – od szczegółu do ogółu. My tutaj sobie siedzimy i zachwycamy się kamienicami. Pamiętasz swój pierwszy moment zachwytu nad bytomską kamienicą?

Myślę, że ten moment dojrzewał we mnie stopniowo. Kiedy w 2008 roku zaczęłam pracę w pracowni projektowej, trafiało do nas wiele zleceń związanych z zabytkową architekturą. Jednym z nich była inwentaryzacja i projekt modernizacji kamienicy przy ulicy Gliwickiej 25. To piękny neogotycki budynek z elementami secesyjnymi z sową i słońcem w szczycie. Właśnie wtedy, po raz pierwszy tak mocno, uderzyło mnie piękno bytomskiej architektury. Pomimo zniszczeń, zachwycała klatką schodową, rzeźbionymi detalami, sztukateriami w sieni i oryginalnymi posadzkami.

Teresa Ebis, autorka bloga i instagrama „Bies Bytomskie”.
Foto: Andrea Polanski

Jak już wyczytałam na twoim blogu jesteś Bytomianką z dziada pradziada. Jak rozwinęła się u ciebie ta pasja odkrywania historii miasta?

Z czasem wchodziłam w te kamienice coraz głębiej. Im więcej miałam okazji przyglądać się ich detalom od środka, tym bardziej rosła moja ciekawość co jeszcze mogę odkryć w bytomskich budynkach. Przez kolejne lata to we mnie kiełkowało i rozwijało się.
W końcu założyłam blog fotograficzny, na którym publikowałam zdjęcia tych pięknych miejsc. Dzieliłam się tym, co mogłam zobaczyć podczas pracy, pokazując innym wnętrza, które na co dzień pozostają niedostępne. W 2017 roku poczułam, że to dobry moment, by stworzyć coś większego. Tak narodził się Bies Bytomski – trochę na przekór opinii koleżanki, która wtedy stwierdziła, że Bytom jest brudny, szary, nudny i ponury. Zastanowiło mnie to, bo mój Bytom, ten, który ja widzę, jest zupełnie inny. Chciałam pokazać go innym tak, jak ja go postrzegam i odczuwam.

Przy okazji festiwalu GZM miałam okazję wziąć udział w twoim oprowadzeniu po dawnej granicy między Bytomiem a Rozbarkiem. Jeszcze kilkanaście lat temu Bytom nie był postrzegany jako „miasto do zwiedzania”. Kiedy i jak nastąpił ten przełom?

Trudno wskazać jeden moment przełomu, to raczej proces, który rozwijał się stopniowo. Zanim sama zaczęłam oprowadzać ludzi, w Bytomiu działały już różne inicjatywy spacerowe. Organizowały je zarówno lokalni społecznicy, jak i miasto. Były też spacery po Kleinfeldzie przygotowywane przez Fabrykę Inicjatyw Lokalnych. Dopiero w roku 2018 poprowadziłam swoją pierwszą grupę spacerowiczów z okazji Światowego Zjazdu Bytomian. Jakieś dwa lata później do Bytomia zawitała grupa miłośników fotografii mobilnej Mobile Photo Trip. Byli tak oczarowani Bytomiem, że rok później wrócili na dwudniową fotograficzną wyprawę. I znów opuścili Bytom zachwyceni. Od tego czasu bardzo często zdarza mi się gościć w Bytomiu grupy fotograficzne.

Czy wśród odwiedzających przeważają mieszkańcy Bytomia, aglomeracji, czy też turyści z dalszych stron Polski?

Siłą rzeczy najwięcej uczestników spacerów to bytomianie. Ale z doświadczenia wiem, że przyjeżdżają też osoby z całej Polski – z Wrocławia, Łodzi, Poznania, Krakowa, a nawet z Warszawy. Wszystkich fascynuje architektura i historia Bytomia. Miałam też okazję oprowadzać gościa z Niemiec, który również dał się temu miastu oczarować i do dziś chętnie tu wraca.

„Moim największym marzeniem jest, aby bytomianie byli dumni z miejsca, w którym mieszkają. Chciałabym, by mogli spotkać turystów na ulicy i z przekonaniem powiedzieć: Tak, tu mieszkam i jestem dumny z architektury tego miasta, z jego historii i z jego przyszłości.”

Podczas oprowadzenia weszliśmy do kilku klatek schodowych. Jak udaje ci się zajrzeć do klatek schodowych i wnętrz? Czy kwestia otwartości mieszkańców, pomoc urzędu miasta?

Do kamienic trafiam przede wszystkim dzięki uprzejmości mieszkańców i zarządców. Jestem im za to ogromnie wdzięczna, bo bez ich otwartości nie byłoby możliwe pokazanie tylu niezwykłych wnętrz. To osoby, które podobnie jak spacerowicze dostrzegają piękno zabytkowej architektury i chcą się nim dzielić. Często z dumą prezentują swoje klatki schodowe, sztukaterie czy detale, wierząc, że warto rozpowszechniać to, co w Bytomiu wciąż bywa niedoceniane.

Jak wygląda proces docierania do informacji o kamienicach – zwłaszcza do takich detali jak miejsce produkcji kafelków?

Pomaga mi w tym moja codzienna praca w pracowni projektowej. Zajmujemy się przede wszystkim obiektami zabytkowymi, zwykle są to prace konstrukcyjne, choć zdarzają się też zlecenia dotyczące renowacji czy programów konserwatorskich fasad. Jeśli chodzi o szczegóły wystroju wnętrz, na przykład okładziny ceramiczne, często szukam informacji w dawnych katalogach albo na blogach innych pasjonatów. Zdarza mi się przeglądać antykwariaty i aukcje internetowe, gdzie można natrafić nie tylko na zdjęcia starych płytek, ale i na ich odwrocie zobaczyć sygnatury producentów.

Jakie jest twoje największe marzenie związane z Bytomiem i jego architekturą?

Moim największym marzeniem jest, aby bytomianie byli dumni z miejsca, w którym mieszkają. Chciałabym, by mogli spotkać turystów na ulicy i z przekonaniem powiedzieć: „Tak, tu mieszkam i jestem dumny z architektury tego miasta, z jego historii i z jego przyszłości”. Wierzę, że przed Bytomiem wciąż jest lepszy rozdział historii niż ten, który widzimy dziś.

Plecionkarstwo w Chróścicach – historia wiklinowego dziedzictwa
Poprzedni post

Plecionkarstwo w Chróścicach – historia wiklinowego dziedzictwa

Muzyka we krwi
Następny post

Muzyka we krwi

Reklama

Ostatnie wpisy autorów

Schlesien Journal