Baśniowy Górny Śląsk Arthura Silbergleita
Stereotypowy Górny Śląsk kojarzy się w literaturze raczej z realizmem. To kopalnie, huty, ciężka praca i skomplikowana historia. To pogranicze i wielojęzyczność, konflikty na tle narodowym i etnicznym oraz duma ze swojego hajmatu. Tym bardziej zaskoczyć może spotkanie z tekstem, w którym ten sam region to przestrzeń niemal baśniowa, bogata w symbole, owiana tajemnicą i poezją.
Taką wizję Górnego Śląska znajdziemy u Arthura Silbergleita, pisarza z Gliwic, dzisiaj już niemal zapomnianego. A szkoda, bo to jeden z najbardziej wyrazistych głosów niemieckojęzycznej literatury górnośląskiej XX wieku.
Między romantyzmem a uniwersalnością
Silbergleit (1881–1943) był poetą i prozaikiem, a w jego utworach nie odnajdziemy raczej odnośników do konkretnych miejsc. Jego teksty są zanurzone w świecie chrześcijańskich wartości, biblijnych postaci i literatury romantycznej – Mojżesza, Hioba, proroków, nieukojonej tęsknoty. Opisuje przestrzenie ponadczasowe, uniwersalne, nieznacznie tylko naznaczone Wielką Historią.
Tym bardziej intrygujący jest fakt, że jeden z jego utworów nosi bardzo konkretny tytuł: „Oberschlesien” – Górny Śląsk. Warto zatem poświęcić mu nieco uwagi. Mimo swej konkretności tytuł nie zapowiada realistycznego obrazu regionu. Przeciwnie – Silbergleit tworzy wizję Górnego Śląska, która wymyka się utartym schematom. Kopalnie, huty i górnicy są tu wprawdzie obecni, pojawiają się też konkretne emblematy górniczego świata – pyrlik, żelazko oraz skóra (dawne górnicze ubranie), lecz ich obraz jest odrealniony. A to wszystko dzieje się za sprawą baśni.
Podziemny pałac i bracia gnomów
W tekście Silbergleita kopalnia nie jest wyłącznie miejscem pracy. Staje się podziemnym pałacem, labiryntem sztolni i chodników, w których kryją się odwieczne tajemnice ziemi. Górnicy przypominają niemal baśniowych bohaterów – „braci zaginionych gnomów”, strzeżących sekretów głębin. Ich lampy rozświetlają mrok niczym czarodziejskie ogniki, a praca pod ziemią nabiera wymiaru niemal sakralnego.
W tekście Silbergleita kopalnia nie jest wyłącznie miejscem pracy. Staje się podziemnym pałacem, labiryntem sztolni i chodników, w których kryją się odwieczne tajemnice ziemi.
Równie poetycko przedstawiony jest świat nadziemny. Górnośląski krajobraz u Silbergleita to nieprzebyte knieje, tajemnicze źródła, ruiny dawnych pałaców i zamków. Nocą pojawiają się w nim elfy i pokrewne im istoty z mitologii germańskiej – huldry, kobiece duchy lasów i gór. Przecudne huldry tańczą w blasku księżyca, stapiając się niemal z przyrodą, która oddycha, śpiewa, modli się. Dźwięki rogów, fletów i harf unoszą się nad polanami, tworząc atmosferę melancholii i zadumy.
Górny Śląsk jako przestrzeń inicjacji
Ten świat jako żywo przypomina poezję niemieckiego romantyzmu, zwłaszcza twórczość Josepha von Eichendorffa. Przemijanie, nostalgia, religijne westchnienia i bliskość natury tworzą pejzaż, w którym Górny Śląsk staje się przestrzenią doznań poetyckich i duchowych oraz – intelektualnych.
Najbardziej niezwykłym elementem tekstu Silbergleita jest bowiem bezpośrednie nawiązanie do powieści „Heinrich von Ofterdingen” Novalisa, jednego z najważniejszych dzieł niemieckiego romantyzmu. Gliwicki poeta cytuje nawet fragment pieśni starego górnika – utworu, który u Novalisa symbolizuje wtajemniczenie w nieprzenikniony świat przyrody oraz metafizyczne poznanie.
Dzięki temu zabiegowi Górny Śląsk zostaje wpisany w wielką tradycję romantycznej literatury europejskiej. Podziemia kopalń stają się miejscem inicjacji, a zstępowanie w głąb ziemi – metaforą spotkania z Absolutem. Tym sposobem Górny Śląsk niemal sam staje się poezją, uwalniając się od uwikłania w historię, narodowe rozdarcie czy imperatyw wierności tradycji.
Wizja Arthura Silbergleita ma bez wątpienia ogromny potencjał interpretacyjny. Jest nieoczywista, przesycona wieloznacznymi obrazami i zapisana językiem skrzącym się od poetyckości. A przy tym aż roi się w niej od różnorakich aluzji – literackich i kulturowych, które wręcz proszą się, aby je odkopać i wydobyć na powierzchnię. Bo Górny Śląsk to właśnie także takie kopalnie – intelektu.
prof. UŚ dr hab. Nina Nowara-Matusik