„The economy, stupid” /”Gospodarka, głupcze”
Mimo, że całe życie zawodowe jestem po stronie tych, którzy więcej wpłacają do budżetu niż z niego biorą, to jednak niezwykle rzadko piszę coś o gospodarce. Każdy przedsiębiorca jest jednak z konieczności ekonomistą, choć raczej nie mówi o niej, tylko musi się do niej dostosowywać.
Jak jest się z Dobrodzienia, który od połowy XIX wieku słynie z produkcji mebli to wiadomo, jaka jest to branża. Dziś obecność na światowych targach związanych z meblami jest i dla małych i dla dużych producentów koniecznością. W zeszłym tygodniu w Kolonii odbyły się targi Interzum, które gromadzą dostawców materiałów do produkcji mebli. Pośród odwiedzających targi największa grupa przyjechała z Polski. To nie dziwi, jeśli się wie, że Polska w rankingu największych producentów mebli jest w ścisłej czołówce. W 2024 pisano, że Polska zajmuje w tym rankingu czwarte miejsce na świecie po Chinach, Włoszech i Niemczech a przed USA.

Jednak przedsiębiorcy, zarówno polscy jak i niemieccy, z którymi w Kolonii rozmawiałem, nie byli optymistami. W 2024 roku sprzedaż mebli w Niemczech spadła o 7,8% a prognozy mówią, że do 2029 roku może wzrosnąć zaledwie o 2,84%. To największe załamanie od ponad 10 lat. Tymczasem ten właśnie rynek importuje z Polski najwięcej mebli. Z Chin, Wietnamu czy Indii napływają tanie meble, które wytwarzane są w warunkach mniej restrykcyjnych środowiskowo. Wysokie cła nakładane na te kraje przez Trumpa tą tendencję wzmacniają. Niepewność konsumentów pogłębia wojna za wschodnią granicą UE. W prawie wszystkich krajach europejskich negatywne trendy tylko nieznacznie poprawiają się w 2025 roku. Branże niemiecka i francuska zostały silnie dotknięte spadkiem budownictwa i słabymi wydatkami konsumenckimi. Kraje Europy Środkowej też muszą się zmagać z trudnymi warunkami rynkowymi, a w szczególności słabymi wynikami niemieckiej gospodarki. Ekonomia to najlepszy dowód na zjawisko naczyń połączonych.
A jednak polski sektor meblarski odnotowuje skromny, ale pozytywny wzrost. To dowód na jego konkurencyjność, ale to też zasługa łatwego dostępu do wspólnotowego rynku unijnego, który jest większy od gospodarki USA. Azjatycka konkurencja, amerykańskie cła czy wojna to czynniki globalne, wobec których pojedyncze państwa Europy byłyby bezsilne. Jako część Unii Europejskiej Polska ma nie tylko bezcłowy dostęp do największego obszaru gospodarki światowej, ale ma też wpływ na jego funkcjonowanie np. politykę celną czy dystrybucję pomocy publicznej. Jasne, że zawierane stale kompromisy zawsze kogoś drażnią. Jasne, że należy zmniejszyć restrykcyjne obciążenia firm i poprawić ich konkurencyjność. UE to też obszar, który usiłuje realizować ekonomicznie trudny, ale przyjazny ludziom, niemiecki model społecznej gospodarki rynkowej. To widać w polskich przemianach społecznych po 2004 roku. Nie wiemy jak będzie jutro, ale na dziś to dobry do mieszkania i gospodarowania obszar. Im trudniejsza sytuacja globalna, tym bardziej opłaca się być w zgodzie z sąsiadami i po stronie wspólnoty, która nie bez wad, ale razem pokonuje trudności i daje wszystkim więcej bezpieczeństwa. Warto sobie to uzmysłowić w tygodniu przed II turą wyborów.