Sukces Merza. Czy tylko chwilowy?
W minionym tygodniu kanclerz Republiki Federalnej Niemiec Friedrich Merz spotkał się w Białym Domu z prezydentem USA, Donaldem Trumpem. Ci, którzy spodziewali się chłodnego powitania i konfliktów – podobnie jak to bywało przy wcześniejszych wizytach głów państw europejskich – tym razem się zawiedli. Spotkanie przebiegło w bardzo miłej, niemal przyjacielskiej atmosferze.
Obaj politycy zwracali się do siebie z dużą kulturą i szacunkiem, odnosząc się po imieniu. W przyjaznej atmosferze omawiali najważniejsze cele obu krajów. Dla Friedricha Merza jednym z głównych priorytetów było nawiązanie jak najlepszych, osobistych relacji z Donaldem Trumpem. To miało stanowić punkt wyjścia do dyskusji na kolejne kluczowe tematy. Efekt spotkania ocenia się zdecydowanie pozytywnie – kanclerz popisał się dyplomatycznym kunsztem, jak wytrawny szachista. Mimo to w Niemczech nie słychać triumfalnych fanfar.
Bez hurraoptymizmu
Dziennikarze „Süddeutsche Zeitung” przestrzegają przed hurraoptymistycznym odczytywaniem spotkania. W komentarzu monachijskiej gazety czytamy:
„Przyjazny ton nie czyni z Donalda Trumpa przyjaznego człowieka. Dowodem na to jest fakt, że po raz kolejny postawił on agresora – Rosję – na równi z poszkodowaną Ukrainą. Do tego prezydent USA porównał Wołodymyra Zełenskiego i Władimira Putina do dwóch młodocianych rozrabiaków w parku, których należy po prostu zostawić, by się dalej pobili.”
Kanclerz Niemiec z potyczki z prezydentem USA wyszedł obronną ręką, ale w kwestii trwającego w Ukrainie konfliktu zbrojnego niewiele pozytywnego udało się załatwić.
Ponadto Donald Trump zapowiedział możliwość nałożenia sankcji zarówno na Rosję, jak i na Ukrainę. Kanclerz Merz zdecydowanie nie podzielił tej perspektywy – opowiedział się stanowczo za Ukrainą. W efekcie prezydent USA zignorował apel kanclerza o wzmocnienie presji na Rosję.
Obronną ręką
Spotkanie Merza z prezydentem USA zakończyło się sukcesem dyplomatycznym kanclerza – jednak w kwestii trwającego konfliktu na Ukrainie nie załatwiono wielu konkretnych spraw. Zwraca uwagę komentarz „Handelsblatt”:
„Friedrich Merz przez sporą część spotkania pozwalał Donaldowi Trumpowi na realizację swojego show. Jednak w decydującym momencie odzyskał pełną stanowczość, mówiąc, że to nie Ukraińcy atakują cywilów, że czyni to wyłącznie Rosja: ‘Porwane dzieci i ataki na infrastrukturę energetyczną miały miejsce tylko przy użyciu rosyjskiej broni’” – podkreślił Merz.

Bundeskanzler Friedrich Merz (links) und US Präsident Donald Trump kurz nach dem Gespräch
Foto: The White House / Wikipedia
Według „Handelsblatt” Trump nie zaprzeczył tym słowom, a w poufnej rozmowie po spotkaniu uważnie ich wysłuchał – co stanowi sukces kanclerza.
Na co się nastawiać
Zdaniem gazety „Handelsblatt”, Merz podkreślał sukcesy USA, zwłaszcza w kontekście II wojny światowej, by utrzymać dobre relacje z Trumpem. Podsumowując – spotkanie było korzystne dla obu stron, z wyraźnym wskazaniem na Merza. Jednakże nikt dziś naprawdę nie wie, na czym stoi kanclerz Niemiec.
Jak trafnie podsumowała “Märkische Oderzeitung”: „Zmienność i dwuznaczność to cechy głęboko zakorzenione w charakterze Donalda Trumpa. On już za chwilę może ostro zaatakować Friedricha Merza lub rozważyć nałożenie wysokich ceł na niemieckie samochody. Nigdy nie wiadomo, czego się po nim spodziewać.”