Komu piernikowa nagroda, ciasto królewskie i korona?
Powszechnie znane polskie powiedzenie „Co ma piernik do wiatraka?” idealnie wpasowuje się w zagadnienie, które nurtowało mnie przez ostatnie kilka dni. A mianowicie: o co właściwie chodzi z piernikiem i Świętem Trzech Króli? Odpowiedź jest nieoczywista i odnosi się do samego określenia Pfefferkuchen oraz zwyczajów związanych z drugim dniem Bożego Narodzenia i właśnie ze Świętem Trzech Króli.
„Pieprzne” zabawy i Pfefferlohn
Już w średniowieczu uwielbiano podobno „pieprzne” zabawy i żarty, którymi zaskakiwali się przyjaciele i znajomi. Rodzice budzili swoje dzieci, ale bywało też odwrotnie – dzieci wyrywały rodziców z porannego snu, uderzając ich rózgami z gałązek jałowca lub jarzębiny. Dziewczęta i chłopcy smagali się twardszymi witkami, nazywanymi witką życia albo właśnie „pieprzną”, a uderzenie miało przynosić siłę, łaskę i zdrowie. Często towarzyszyły temu obrzędowi rymowanki:
Z całego serca życzę Ci –
Boże spraw, byś, młody człowieku, w zdrowiu był.
W zamian oczekiwano nagrody za wysmaganie rózgą – tzw. Pfefferlohn, odpowiadając:
Pieprz, osełka czy pragnienie – pieniądze albo kiełbasa!
Ten, kogo potraktowano witkami, wręczał natomiast drobne podarunki, np. ciasto lub małe ciasteczka, odwdzięczając się również rymowanką:
Niech ten placek Ci smakuje,
jakbyś z ust mych buziak brał.
Gdzie dwa serca blisko siebie,
drwa i światło dłużej trwa.
Na tym placku napis czytasz:
wierny byłem Ci po czas.
Powyższy obrzęd, opisany w Der Oberschlesische Wanderer (1936, nr 355), praktykowany był z przerwami także na początku XX wieku.
Ciasto Trzech Króli i karnawałowi władcy
Inny zwyczaj, rozpoczynający się właśnie 6 stycznia, trwał znacznie dłużej – nawet cały miesiąc. Na łamach Katowitzer Zeitung (1924, nr 1) czytamy o orszakach i paradach – częściowo zakazanych w tamtym czasie – ale także o cieście Trzech Króli, w którym umieszczano ziarenko fasoli.

SDB Deutsches Reichs-Adressbuch für Industrie, Gewerbe, Handel. Bd. IV. Adressen-Verzeichnis 1938
Ten, kto znalazł je w swoim kawałku, zostawał królem lub królową, wznosił toast i w kolejnych dniach piekł własne ciasto z fasolą lub innym talizmanem. Historia powtarzała się, tak że przez cały okres karnawału kolejni królowie i królowe świętowali z innymi i obowiązkowo piekli następne ciasto Trzech Króli.
Od żywej tradycji do zapomnienia
W dzisiejszej kulturze europejskiej zwyczaj ten odnajdziemy m.in. we Francji, Hiszpanii, we Włoszech czy w Szwajcarii. Niekoniecznie jednak w cieście znajdziemy fasolę – może to być moneta, migdał lub porcelanowa figurka. Trudno stwierdzić, gdzie kończy się wielowiekowa tradycja, łącząca elementy świeckie, a wręcz pogańskie z religijnymi, a gdzie zaczyna się komercja. Sam zwyczaj świętowania i zabaw karnawałowych z pewnością rozświetlał niegdyś zimowy czas i długie wieczory, dziś jednak wraz ze zmianami kulturowymi w dużej mierze odszedł w zapomnienie.

Foto: Małgorzata Janik
Coraz bardziej spektakularne stają się natomiast pochody Trzech Króli. Kulinarna tradycja gdzieś w wirze historii zanikła i trudno dziś rozstrzygnąć, która wersja ciasta Trzech Króli lepiej wpisuje się w dawny, a która we współczesny krajobraz Śląska: piernik, ciasto drożdżowe, piaskowe czy może jednak królewskie?
Königskuchen – śląskie dziedzictwo
Warto przy tym pamiętać, że pierwszą historyczną wzmiankę o umieszczaniu ziarna fasoli lub monety w cieście królewskim (Königskuchen) znajdziemy w dziele opisującym zwyczaje, prawa i obrzędy wszystkich narodów autorstwa Johannesa Böhma Mores leges et ritus omnium gentium (1541). Może więc jednak Königskuchen?

Foto: Małgorzata Janik
Przepisy na ten wypiek zawierają stare śląskie książki kucharskie, różniące się jedynie drobnymi szczegółami składu. Działające niegdyś fabryki, specjalizujące się w produkcji tego ciasta, stanowią kolejny dowód na jego ważną rolę w codzienności regionu. Również w katalogach wielu śląskich producentów form do wypieków odnajdziemy formy dedykowane Königskuchen. Wyraźnie z tego wynika, że – podobnie jak pierniki i nie tylko z okazji Święta Trzech Króli – był on istotnym elementem kultury dawnego Śląska.
Do upieczenia Königskuchen potrzebujemy:
375 g masła
375 g cukru
6 żółtek oraz piana z białek
2 całe jajka
250 g mąki pszennej
125 g mąki ziemniaczanej
½ opakowania proszku do pieczenia
sok z 1 cytryny, skórka z ½ cytryny
2 łyżki rumu
75 g migdałów
50 g kandyzowanej skórki cytrynowej
175 g koryntek
dodatkowo: 1 ziarno fasoli / ewentualnie 1 moneta
Masło, cukier, jajka oraz żółtka ucierać przez 20–30 minut na puszystą masę.
Przesiany z mąką proszek do pieczenia dodawać na przemian z sokiem cytrynowym i rumem.
Dodać skórkę cytrynową oraz migdały. Następnie delikatnie wmieszać sztywną pianę z białek.
Koryntki oprószyć mąką i połączyć z ciastem. Do masy włożyć ziarno fasoli lub monetę.
Ciasto przełożyć do natłuszczonej formy i piec przez 1–1¼ godziny, początkowo w niezbyt wysokiej temperaturze.
Pozostawić do przestudzenia na 15–20 minut, po czym wyjąć z formy.
Na gotowe ciasto położyć papierową koronę i 6 stycznia, w gronie przyjaciół, wybrać króla.