Niemieccy koszykarze na parkietach NBA: Kapitan na karuzeli

13 lutego 2026 Sport

Każdy fan koszykówki zza oceanu zna doskonale na pamięć kilka dat. Start sezonu, początek play-offów czy finałów to oczywistość. Jest jednak data w trakcie rozgrywek, która rozgrzewa równie mocno. To oczywiście trade deadline, czyli dzień, w którym często poznajemy nowe potęgi albo faworytów do mistrzostwa. Na transferową karuzelę wskoczył tym razem kapitan reprezentacji Niemiec. Dlatego postanowiliśmy skorzystać z tej okazji i przyjrzeć się temu, jak wiedzie się naszym zawodnikom w NBA.

Nie ma co ukrywać, że kapitan naszej reprezentacji nie należy do zawodników, którzy często goszczą na czołówkach. Dennis Schröder nie jest rozpatrywany ani w kategoriach lidera, ani „szóstego gracza”. Jednak podczas tegorocznego „okienka” trafił w sam środek dyskusji transferowej, ale niestety nie w sposób, na który liczył. Wszystko za sprawą ósmej w karierze wymiany transferowej, w ramach której trafił do swojego jedenastego klubu w NBA:
– Podchodzę do tego profesjonalnie. Jestem tu od 13 lat, oczywiście znam zasady i zawsze będę starał się grać tak samo dobrze, niezależnie od tego, gdzie będę. Zawsze bardzo trudno jest zbudować taką więź jako zespół, jako organizacja, wiedząc, że w każdej chwili mogą cię wyrzucić. Wszystko może się zdarzyć i trzeba być na to przygotowanym – skomentował transfer 32-latek.

Do tej pory niemiecki rozgrywający reprezentował barwy: Atlanta Hawks, Oklahoma City Thunder, Los Angeles Lakers (dwukrotnie), Boston Celtics, Houston Rockets, Toronto Raptors, Brooklyn Nets, Golden State Warriors, Detroit Pistons i Sacramento Kings. Rok temu był bohaterem niezwykłej sytuacji, kiedy „na papierze” reprezentował trzy kluby w 48 godzin. Jego aktualne przenosiny ponownie wzbudziły kontrowersje i dyskusję na temat traktowania zawodników. W końcu do rekordzistów jeszcze mu brakuje, ale 11 klubów w 13 lat zawodnika, który gra, a nie jest „uzupełnieniem ławki”, to wynik szokujący.

Kapitan niemieckiej reprezentacji koszykówki, Dennis Schröder, obecnie gra w drużynie Cleveland Cavaliers. Na zdjęciu arena tego klubu.
Foto: Erik Drost/Wikimedia Commons

Jak wygląda zatem przyszłość Dennisa Schrödera? To pytanie, na które trudno odpowiedzieć jednoznacznie. Wydaje się jednak, że tym razem los uśmiechnął się do naszego gracza. W ekipie Cleveland Cavaliers doszło do małej rewolucji, zwłaszcza na pozycji rozgrywającego. Wygląda na to, że pozycja drugiej „jedynki” jest idealna dla 32-latka z Brunszwiku. Stabilna pozycja, drużyna, która walczy o wysokie cele, i niewysoki kontrakt, który obowiązuje jeszcze dwa sezony:
– Myślę, że to dla niego dobre. To nowa drużyna, lepsza niż Sacramento. Rozmawiałem z nim i jest zadowolony – podsumował sytuację selekcjoner reprezentacji Alex Mumbru.

Wygląda na to, że te słowa i oczekiwania będą miały odzwierciedlenie w rzeczywistości, bo swoje dwa pierwsze spotkania w koszulce Cavaliers Dennis Schröder wygrał. Trzeba także stwierdzić, że w obu wypadł przyzwoicie. Grając po kilkanaście minut, zanotował 7 i 11 punktów, ale – co ważniejsze dla jego roli w nowej drużynie – ma już na koncie 10 asyst w nowych barwach. Czy przyszłość zwiąże go na dłużej ze stanem Ohio?

Magiczne trio

Niewątpliwie najmocniejszym centrum niemieckiej koszykówki w NBA jest aktualnie Orlando. To właśnie w ekipie Magic od 2021 roku grają bracia Franz i Moritz Wagner. A w ubiegłym roku dołączył do nich jeszcze Tristan da Silva. Ta stabilizacja powinna cieszyć, ale niestety ten sezon dla całej ekipy jest naznaczony lekkim regresem. Niestety związane jest to także z niemieckim liderem, ale nie do końca z jego winy.

Zacznijmy jednak krótko od tego trzeciego, bo trzeba uczciwie przyznać, że Tristan da Silva umocnił swoją pozycję solidnego rezerwowego, znakomicie grającego w defensywie, ale potrafiącego także przełamać rywala. Duet braci zmagał się z innym problemem, gdyż ten sezon mają naznaczony kontuzjami. Moritz Wagner ciągle zmaga się z kolanem, które operowano przed rokiem, i rozegrał w tym sezonie tylko 12 spotkań. Jego młodszy brat już dwukrotnie miał problemy ze stawem skokowym, co spowodowało, że ma na swoim koncie tylko 27 spotkań, a jego statystyki zanotowały generalnie spadek. Wygląda jednak na to, że za niemieckimi zawodnikami jest już to, co najgorsze, a ich drużyna korzysta na ich obecności i jest coraz bliżej miejsca w play-offach.

Niewątpliwie najmocniejszym centrum niemieckiej koszykówki w NBA jest aktualnie Orlando. To właśnie w ekipie Magic od 2021 roku grają bracia Franz i Moritz Wagner.

Nie możemy oczywiście pominąć najważniejszego wydarzenia dla niemieckiego trio i wszystkich fanów NBA w Niemczech. 15 stycznia w Berlinie rozegrano pierwszy w historii mecz sezonu regularnego w Niemczech. To właśnie Orlando Magic byli głównym bohaterem starcia z Memphis Grizzlies. I możemy śmiało stwierdzić, że znaczącą rolę odegrał Franz Wagner. Co prawda zanotował słabszy start (wracał po kontuzji), ale zakończył mecz z 18 punktami i wygraną:
– Byłem jednocześnie zaskoczony i bardzo zainteresowany, kiedy usłyszałem po raz pierwszy o tym projekcie. Wyzwaniem było zachowanie i utrzymanie wspaniałej kultury i tradycji, które mamy w europejskiej koszykówce, ale udało się to znakomicie. Wiem, że dla ludzi spoza Stanów NBA potrafi wydawać się czymś bardzo odległym. Wiem, że doświadczenie meczu z trybun zostaje na długo i potrafi rozpalić pasję do koszykówki i zapalić ten pierwszy ogień – mówił Franz Wagner, a Moritz Wagner dodał:
– Dla mnie to będzie pewnie jedna z najfajniejszych rzeczy, jakich kiedykolwiek doświadczę w karierze. Powiem też w imieniu Franza, bo wiem, że on nie zawsze okazuje emocje tak otwarcie jak ja, ale to jest dla nas naprawdę ważne. Dla naszej rodziny, przyjaciół i dla ludzi, których nie mogliśmy zabrać z nami w tę podróż do Ameryki, a którzy dostali szansę zobaczyć nas na żywo. Wychowaliśmy się w tej hali. Wychowaliśmy się w tym klubie. To, że liga i Magic dopięli to wszystko i dali nam taką okazję, jest dla nas bardzo, bardzo znaczące.

Wyklęci z szansami

Opisując losy naszych reprezentantów, nie możemy także nie wspomnieć o tych, którzy ten status na razie stracili. Chodzi oczywiście o Maxiego Klebera z Los Angeles Lakers i Isaiaha Hartensteina z Oklahoma City. Obaj od jakiegoś czasu nie są brani pod uwagę przy ustalaniu składu kadry (z własnego wyboru), ale w NBA ich kariera za oceanem trwa w najlepsze.

Co prawda w przypadku podkoszowego z Hollywood możemy napisać tylko i wyłącznie o trwaniu. Przed rokiem, po przenosinach z Dallas, wydawało się, że może skorzystać z braków kadrowych drużyny Lakers. Jednak w tym sezonie los się odwrócił. Co prawda korzysta z problemów kolegów, ale oznacza to sporadyczne pełne występy, a jego średnia minut jest najniższa w karierze. Nie zmienia to jednak faktu, że jego drużyna jest wymieniana wśród kandydatów do tytułu.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja Isaiaha Hartensteina, który już na koniec ubiegłego roku cieszył się ze zdobycia mistrzostwa. W tym sezonie stał się nieodłącznym elementem najlepszej drużyny w lidze. Jeżeli jest tylko zdrowy, wybiega w pierwszej piątce Oklahoma City Thunder i notuje średnie na poziomie double-double. Niedawno w meczu przeciwko reprezentacyjnym kolegom pokazał klasę. W wygranym meczu z Magic zanotował pierwsze w karierze triple-double.

Co prawda niemieccy koszykarze nie królują na parkietach NBA pod względem liczby, ale potrafią odcisnąć swoje piętno i cieszyć kibiców występami, które robią wrażenie.

Florian Wallenbroom

Moje spotkanie z Ritą Süssmuth
Poprzedni post

Moje spotkanie z Ritą Süssmuth

Reklama

Ostatnie wpisy autorów

Schlesien Journal