Komentarz
Przed „ponowną germanizacją” ostrzegał kilka dni temu w Zielonej Górze Jarosław Kaczyński. Tymczasem być może to nie regermanizacji Dolnego Śląska powinien obawiać się prezes PiS. Okazuje się bowiem, że jeszcze gorsza sytuacja panuje na Warmii i Mazurach.
W Szczytnie wybuchł polityczny spór wokół rewitalizacji miejskiego parku. Burmistrz Stefan Ochman z Koalicji Obywatelskiej został oskarżony przez polityków PiS – w tym Przemysława Czarnka – o rzekomą próbę odbudowy pomnika Otto von Bismarcka. Czarnek nazwał burmistrza „zdrajcą narodu”, a prawicowe media łapczywie podchwyciły narrację o „gloryfikowaniu niemieckiego zbrodniarza”.
Ochman stanowczo zaprzeczył tym oskarżeniom, tłumacząc, że mapa parku była jedynie koncepcją projektową, stworzoną na podstawie materiałów historycznych wymaganych przez konserwatora zabytków. Nazwy takie jak „Aleja Bismarcka” czy „Plac Andersa” widniały w niej wyłącznie jako odniesienia do przeszłości, a nie planowane upamiętnienia. Burmistrz nie zamierzał przywracać dawnych symboli niemieckich.
Wciąż każdą inicjatywę związaną z historią trzeba przepuścić przez filtr polityczno-narodowej czujności – inaczej afera gotowa.
Sprawa nabrała rozgłosu po tym, jak radna PiS Teresa Moczydłowska poinformowała o rzekomych planach podczas spotkania działaczy z Przemysławem Czarnkiem. Później tłumaczyła, że kierowała się obawą, iż niemieckie nazwy mogą pozostać w projekcie, jeśli nie zostaną oficjalnie zmienione. Co zapewne – zdaniem PiS – byłoby ostatecznym etapem regermanizacji całego Szczytna z burmistrzem Ochmanem na czele.
Lokalny historyk Robert Arbatowski przypomina, że historia Szczytna nie zaczyna się po 1945 roku – choć tak byłoby oczywiście wygodniej dla PiS. Postać Richarda Andersa, fundatora parku, zasługuje, jego zdaniem, raczej na pamięć niż na wymazywanie. Dzięki niemu miasto ma dziś zieloną przestrzeń publiczną, a nie kolejne bloki czy parking.

W Szczytnie (Ortelsburg) wybuchł spór polityczny o rewitalizację parku miejskiego.
Foto: Wikipedia
Warto przypomnieć, że podobny konflikt miał w Szczytnie miejsce już w 2005 roku, czyli 20 lat temu. Wówczas również pojawił się pomysł, by w 60. rocznicę zakończenia wojny umieścić w parku tablicę upamiętniającą Richarda Andersa. W inicjatywę zaangażowała się jego rodzina, gotowa współfinansować odbudowę parku. Jednak radni SLD zaprotestowali, argumentując, że „nie można upamiętniać Niemca”, i ostatecznie uroczystość odwołano w ostatniej chwili – mimo że tablica była już gotowa, a rodzina przyjechała do Szczytna.
Okazuje się więc, że przez dwie dekady niewiele się w Polsce zmieniło. Wciąż każdą inicjatywę związaną z historią trzeba przepuścić przez filtr polityczno-narodowej czujności – inaczej afera gotowa.