Wielu próbowało i nadal próbuje
Ktoś nakazuje wam przyjść na cmentarz i usunąć wszystkie napisy z nagrobków waszych bliskich. Zostać może tylko imię, nazwisko i daty. Ale czego owe daty dotyczą? Kim był człowiek leżący w tym grobie? Jakie życzenia przekazali mu najbliżsi, a które miały zniknąć? Taką wiadomość miał wam przekazać człowiek szanowany w waszej miejscowości – wasz proboszcz.
Kilka miesięcy później przychodzi tą samą drogą przypomnienie o konieczności usunięcia słów niemieckich z grobów. A dodatkowo – ze wszystkich przedmiotów w waszym domu mają zniknąć napisy po niemiecku. Talerze, pojemniki na żywność, obrusy, ręczniki z wyszytymi dobrymi życzeniami i radami, może nawet wyprawa ślubna, maszyny i narzędzia, pamiątki rodzinne. Wszystko miało pójść na zniszczenie tylko dlatego, że zawierało napisy w pewnym języku.

Dowód w sprawie.
FOTO: K.W.
Zrozumiałe mogłoby być takie działanie tuż po wojnie, kiedy przeżycia atakujących żołnierzy, a później przesiedlanej ludności cywilnej, podgrzewane jeszcze propagandą (w każdej wojnie propaganda jest używana, by łatwiej było przekonać do zabijania), były gorące i żywe.
Odniemczenie
Jednak to pismo przychodzi trzy lata po ustaniu walk. Chciano odebrać język, zakazać jego używania w przestrzeni publicznej, na ulicy i między sąsiadami. A także wymazać wspomnienia tego języka w postaci napisów nawet na przedmiotach codziennego użytku, których używamy bardzo często, nie zastanawiając się nad ich kształtem, kolorem czy napisami. Podobne znaczenie miała przymusowa zmiana imion i pisowni nazwisk, ale to materiał na inny artykuł.
Chciano odebrać język, zakazać jego używania w przestrzeni publicznej, na ulicy i między sąsiadami.
Wojewodą Śląsko-Dąbrowskim był przekonany komunista, po długim pobycie w Moskwie – gen. Aleksander Zawadzki. Tak widział swe zadanie w tym czasie:
„Ogólne pojęcie spraw narodowościowych oznacza w naszej praktyce odniemczenie oraz rehabilitację i weryfikację (…) w myśl naczelnego założenia Rządu Rzeczypospolitej, że chcemy budować polskie państwo narodowe, a nie narodowościowe…”.
Wszyscy mieli być równi i tacy sami.
Polityka stalinizacji
Pod jego kierownictwem realizowano politykę stalinizacji regionu – brutalne działania wobec miejscowej ludności szły w parze z odbudową przemysłu i podporządkowaniem całego życia społecznego ideologii komunistycznej. Miała miejsce weryfikacja narodowościowa na terenach plebiscytowych, które do 1945 r. pozostawały przy Niemczech, oraz akcja odniemczania, czyli prześladowań ludzi, którzy przyjęli Volkslistę, także na pozostałym obszarze województwa Śląsko-Dąbrowskiego. „Nacjonalizowane” były sklepy i przedsiębiorstwa, trwały czystki wśród nauczycieli.

Deutsche Inschriften wurden von Grabsteinen entfernt.
FOTO: K.W.
Dodatkowo warto przypomnieć akcję likwidacji napisów w języku niemieckim wszędzie: na budynkach, grobach, sprzętach domowych. Przykładem tego może być cmentarz żydowski w Białej koło Bielska, gdzie pozostały piękne pomniki z czarnego marmuru, a na nich tylko imię, nazwisko i daty, które z niczym się już nie kojarzą.
Słowo „wojna” się nie odmienia
Jedyną sprawą in plus dla gen. Zawadzkiego może być doprowadzenie – razem z gen. Ziętkiem, również starym komunistą – do cofnięcia decyzji Moskwy dotyczącej 12 000 górników, w tym przetrzymywanych w obozie Auschwitz, przeznaczonych do wywozu do Związku Radzieckiego. Zawadzki, choć wierny Moskwie, zrozumiał, że pozbawienie Śląska tysięcy fachowców sparaliżowałoby produkcję węgla – kluczowego surowca dla PRL.
Jak pisze jeden ze współczesnych poetów: słowo „wojna” się nie odmienia – to ona odmienia wszystko.