Zasiadłem do napisania tego felietonu dzień po śmierci niemieckiego filozofa Jürgena Habermasa. Reuters w notatce o jego śmierci napisał, że najbardziej znany był z teorii budowania politycznego konsensusu. Z jego obszernego dorobku na potrzeby tej kolumny dodam, że był zwolennikiem deliberacyjnego modelu demokracji, opartego na racjonalnej, inkluzywnej i wolnej od przymusu wymianie argumentów w sferze publicznej, dążącej do konsensusu.
Polscy politycy myśli Habermasa najwyraźniej nie poznali, mimo że od dziesiątków lat wpływał on na dyskurs publiczny w Niemczech i nie tylko. Polityka w Polsce zamiast deliberacji przypomina raczej bitwę złośliwych chłopców w piaskownicy. Efekty takich zachowań polityków hejtujących się wzajemnie w mediach społecznościowych i przy mównicach, włącznie z najważniejszymi politykami, są opłakane.
Niedawna decyzja PiS, ogłaszająca Przemysława Czarnka swym kandydatem na premiera w wyborach 2027 roku, wyraźnie podkreślająca wolę umacniania polityki konfrontacyjnej, jest o lata świetlne odległa od teorii demokracji Habermasa. Jako polityk dał się mniejszościom narodowym w Polsce poznać od złej, nacjonalistycznej strony. Jeszcze jako wojewoda lubelski, w marcu 2018 roku, bez żenady wziął udział w demonstracji ONR-u, organizacji powszechnie uważanej nie tylko za nacjonalistyczną, ale także faszyzującą. Kilka miesięcy później, z wszelkimi konsekwencjami prawnymi oskarżył G. Kuprianowicza, przedstawiciela mniejszości ukraińskiej i obecnego współprzewodniczącego Komisji Wspólnej Rządu i Mniejszości Narodowych, za to, że nazwał wymordowanie przez żołnierzy AK w Sahryniu kilkuset mieszkańców wsi, w tym kobiet i dzieci, narodowości ukraińskiej zbrodnią przeciwko ludzkości.
Nam, Niemcom w Polsce, dotkliwie dał się poznać, gdy jako minister edukacji w 2022 roku po raz pierwszy od upadku PRL przywrócił dyskryminację obywateli polskich niemieckiej narodowości. Skutki jego rozporządzenia odczuwają młodzi ludzie z naszej mniejszości do dzisiaj. Łamiąc konstytucyjną zasadę równości wobec prawa i zakazu dyskryminacji ze względu na narodowość, obniżył do jednej lekcji w tygodniu naukę języka niemieckiego jako języka mniejszości. Dyskryminacyjnie wyłączył z ogólnego przepisu o prawie do nauki swego języka ojczystego tylko dzieci jednej mniejszości narodowej – niemieckiej. Naruszył przy tym szereg polskich i międzynarodowych zobowiązań prawnych oraz polskiego prawa legislacyjnego. Swej decyzji nie poddał wymaganym konsultacjom i uzgodnieniom. W naszym środowisku jest to dość znany fakt, tym bardziej że kolejne gminy obecnie wygrywają procesy o odszkodowania z tego tytułu.
Habermas był ateistą, ale społeczeństwo widział tak jak św. Paweł: równe, a inkluzywna demokracja oznacza równe traktowanie wszystkich.
I tutaj chciałbym przejść do przykrej konkluzji tego felietonu. Co prawda dyskryminację cofnięto po zmianie władzy w 2023 roku, jednak od dwóch lat dziwi mnie, że politycy obecnej koalicji rządzącej, pośród różnych rozliczeń poprzedników, nikogo nie oskarżyli i nie ukarali za to ewidentne złamanie prawa ani pośród polityków, ani wewnątrz. Decyzja prezesa Kaczyńskiego o postawieniu na Czarnka jako wymarzonego premiera wywołała głośny szum medialny. Ze środowiska liberalnego posypały się negatywne opinie przypominające zarzuty i kontrowersje związane z tym kandydatem – od afery Willa+, poprzez wypowiedzi na temat LGBT i kobiet. Podkreślano jego negatywną rolę jako szefa MEN, który ideologizował programy nauczania, ograniczał autonomię szkoły i samorządu na rzecz większych uprawnień kuratorów oświaty, utrudniał dostęp organizacji społecznych do szkół itd.
W żadnej krytyce polityków KO, Polski 2050 czy PSL – dziennikarskiej, medialnej czy w sondach ulicznych, które usłyszałem – nikt nie zarzucił mu złamania prawa wobec dzieci z mniejszości niemieckiej. A przecież było to obecne w mediach, była skarga do Komisji Europejskiej, było stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich, opinie niezależnych ekspertów, pisma i petycje do Sejmu i Senatu, kampanie w mediach społecznościowych; pracę solidarnie zawiesiła większość Komisji Wspólnej Rządu i Mniejszości Narodowych… a dzisiaj wszyscy zapomnieli?
Gdyby tak było, moja konkluzja nie musiałaby być aż tak przykra. Niestety, prawda jest gorzka. Politycy kalkulują już w kontekście przyszłych wyborów, że tak jasne przypominanie krzywdy Niemców, nawet jeśli to polscy obywatele, może obniżyć poparcie. Bo przecież wiadomo, że w oczach większości społeczeństwa, bez względu na wykształcenie czy zawód, być może podświadomie, bagatelizowany jest niełatwy los, krzywdy, wykroczenia czy przestępstwa wobec mniejszości narodowych, a niemieckiej i ostatnio ukraińskiej w szczególności.
Słowa apostoła do Galatów: „Nie ma Żyda ani Greka, nie ma niewolnika ani wolnego, nie ma mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jedno jesteście w Chrystusie Jezusie” (Gal, 3,28; Biblia Gdańska) nadal dla bardzo wielu są tu obce. Habermas był ateistą, ale społeczeństwo widział tak jak św. Paweł: równe, a inkluzywna demokracja oznacza równe traktowanie wszystkich. Przemysław Czarnek, mimo że profesor KUL, tak nie myśli. A przecież polskie społeczeństwo, wychowane na chrześcijaństwie, my wszyscy, powinniśmy to mieć w DNA. Czy mamy?
*) Repeta – potoczne określenie dokładki, powtórki; pochodzi od łac. Repetitio (powtórzenie).
Bernard Gaida