Die Gedanken sind frei

21 stycznia 2026, 05:00 Polityka 28

Czerwony dywan czy kajdanki

Na początku roku nadzieja jest niewielka. Nie dość, że wojna na Ukrainie wciąż szaleje, a Putin wydaje się popadać w coraz większy obłęd w zabijaniu, to jeszcze dzieci w krajach spustoszonych przez wojny, takich jak Gaza, Sudan czy Afganistan, wciąż głodują, a w powietrzu wiszą nowe konflikty lub wojny. Chiny grożą Tajwanowi ćwiczeniami wojskowymi wokół wyspy i wydaje się, że wszyscy obawiają się, iż przykład Trumpa w Wenezueli może zachęcić innych światowych przywódców do realizowania swoich interesów i ambicji na drodze militarnej.

Nie ulega wątpliwości, że Maduro był samozwańczym despotą i wielu cieszy się, że go już nie ma. Wątpliwe jednak, by Trump kazał go uprowadzić z powodu handlu narkotykami, a tym bardziej z powodu naruszania zasad demokratycznych – raczej, jak niemal udowodniono, ze względu na dostęp do największych na świecie złóż ropy naftowej. Rozwijając czerwony dywan przed Putinem i zakuwając Maduro w kajdanki, prezydent Trump cynicznie pokazał, że to nie skala zbrodni, lecz siła i pozycja kraju w oczach amerykańskiej polityki decydują o tym, jak postrzegani są despoci. Oznacza to, że postacie takie jak Xi Jinping czy Netanjahu mogą nadal mieć nadzieję, że czeka ich czerwony dywan, a nie kajdanki.

Interwencja w Wenezueli, wypowiedzi dotyczące Grenlandii, pozorowane rozmowy pokojowe, w których mylone są pojęcia „ofiara” i „agresor”, ujawniają, co Trump myśli o prawie i traktatach międzynarodowych. Wszystko to pogłębia niebezpieczeństwo rozpadu porządku światowego, który próbowano zbudować po doświadczeniach wojen światowych.

Interwencja w Wenezueli, wypowiedzi dotyczące Grenlandii, pozorowane rozmowy pokojowe, w których mylone są terminy „ofiara” i „agresor”, pokazują, co Trump myśli o prawie międzynarodowym i traktatach.

Prawdą jest, że elity zachodnie, głosząc hasła demokratyczne i dotyczące praw człowieka, niekiedy działają w sposób niezrozumiały – nie tylko wbrew wartościom chrześcijańskim, ale nawet wbrew prawu natury. Prawdą jest jednak również to, że obecnie brutalne ataki i zbrodnie są często przedstawiane jako obrona wartości religijnych. Rosja i Iran są tego najlepszymi przykładami. Dzięki mediom nasze opinie są rozproszone, niepewne i pozbawione oparcia. Taka jest atmosfera na początku roku.

W tym nastroju nagle natrafiłem na iskierkę nadziei dla świata – w noworocznym liście pasterskim biskupa Litomierzyc Stanislava Přibyla, w którym ogłasza on rok 2026 „Rokiem Pojednania”. Napisał w nim:

„Osiemdziesiąt lat temu ludzie doświadczyli radości z zakończenia wojny i nadejścia pokoju, jednak euforii towarzyszył rozrachunek – z ludźmi i z przeszłością. W wielu miejscach Europy Środkowej rozrachunek ten przybrał formę przesiedlenia ludności pierwotnej i zasiedlenia odnośnych terenów nową ludnością w celu rozwiązania problemu współżycia narodowego. W naszej diecezji wiązało się to z wypędzeniem ludności niemieckiej. (…) Zasada zbiorowej winy, a także często towarzyszący jej gniew i pragnienie zemsty, nagłe nabywanie majątku bez pracy i bez głębszego związku z miejscem – wszystko to pozostawiło głębokie blizny, szczególnie w nas i między nami. (…) Ze strony nas, Czechów, nierzadko dochodziło do ekscesów: grabieży, gwałtów, upokorzeń – do tego stopnia, że niemało wypędzanych Niemców z rozpaczy wybierało samobójstwo. Kulminacją tych aktów były wydarzenia, które bez przesady można określić mianem masakr, jak na przykład w Uściu nad Łabą czy w Postoloprtach.” (…)

Stanislav Přibyl, biskup Litomierzyc. Foto: Roman Albrecht/Wikimedia Commons

„Ale co możemy zrobić dzisiaj? Nigdy nie jest za późno, by spojrzeć wstecz i – korzystając ze środków, które dał nam Bóg – podjąć to, co po ludzku nierozwiązywalne, czyli wzajemne przebaczenie i pojednanie. Po konsultacjach w Radzie Kapłańskiej postanowiłem zatem ogłosić rok 2026 diecezjalnym Rokiem Pojednania. Jego trzon stanowić będzie dwanaście nabożeństw pojednania, które odbędą się zazwyczaj w miejscach, gdzie wypędzenie było szczególnie nieludzkie. (…) Dlatego wzywam was, drodzy bracia i siostry, do udziału w tym procesie pojednania – ze świadomością, że nawet jeśli osiemdziesiąt lat temu nie byliśmy tymi, którzy skrzywdzili naszych bliźnich, wciąż żyjemy tym życiodajnym gestem przebaczenia, o które prosimy w modlitwie, którego nauczył nas sam nasz Pan Jezus Chrystus: ‘I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom’”.

Te słowa z Czech przypomniały mi o moim przekonaniu, że pomimo wszystkich złych, złośliwych i morderczych czynów, których ludzie dokonują z nienawiści i zazdrości, proste słowa Jezusa znajdują wystarczającą liczbę słuchaczy i ostatecznie zwyciężają.

Niemieckie doświadczenia trenerów szkółki piłkarskiej Miro Deutsche Fußballschule
Poprzedni artykuł

Niemieckie doświadczenia trenerów szkółki piłkarskiej Miro Deutsche Fußballschule

Życie zaczyna się na wycugu
Następny artykuł

Życie zaczyna się na wycugu