Die Gedanken sind frei

21 stycznia 2026 Polityka

Czerwony dywan czy kajdanki

Na początku roku nadzieja jest niewielka. Nie dość, że wojna na Ukrainie wciąż szaleje, a Putin wydaje się popadać w coraz większy obłęd w zabijaniu, to jeszcze dzieci w krajach spustoszonych przez wojny, takich jak Gaza, Sudan czy Afganistan, wciąż głodują, a w powietrzu wiszą nowe konflikty lub wojny. Chiny grożą Tajwanowi ćwiczeniami wojskowymi wokół wyspy i wydaje się, że wszyscy obawiają się, iż przykład Trumpa w Wenezueli może zachęcić innych światowych przywódców do realizowania swoich interesów i ambicji na drodze militarnej.

Nie ulega wątpliwości, że Maduro był samozwańczym despotą i wielu cieszy się, że go już nie ma. Wątpliwe jednak, by Trump kazał go uprowadzić z powodu handlu narkotykami, a tym bardziej z powodu naruszania zasad demokratycznych – raczej, jak niemal udowodniono, ze względu na dostęp do największych na świecie złóż ropy naftowej. Rozwijając czerwony dywan przed Putinem i zakuwając Maduro w kajdanki, prezydent Trump cynicznie pokazał, że to nie skala zbrodni, lecz siła i pozycja kraju w oczach amerykańskiej polityki decydują o tym, jak postrzegani są despoci. Oznacza to, że postacie takie jak Xi Jinping czy Netanjahu mogą nadal mieć nadzieję, że czeka ich czerwony dywan, a nie kajdanki.

Interwencja w Wenezueli, wypowiedzi dotyczące Grenlandii, pozorowane rozmowy pokojowe, w których mylone są pojęcia „ofiara” i „agresor”, ujawniają, co Trump myśli o prawie i traktatach międzynarodowych. Wszystko to pogłębia niebezpieczeństwo rozpadu porządku światowego, który próbowano zbudować po doświadczeniach wojen światowych.

Interwencja w Wenezueli, wypowiedzi dotyczące Grenlandii, pozorowane rozmowy pokojowe, w których mylone są terminy „ofiara” i „agresor”, pokazują, co Trump myśli o prawie międzynarodowym i traktatach.

Prawdą jest, że elity zachodnie, głosząc hasła demokratyczne i dotyczące praw człowieka, niekiedy działają w sposób niezrozumiały – nie tylko wbrew wartościom chrześcijańskim, ale nawet wbrew prawu natury. Prawdą jest jednak również to, że obecnie brutalne ataki i zbrodnie są często przedstawiane jako obrona wartości religijnych. Rosja i Iran są tego najlepszymi przykładami. Dzięki mediom nasze opinie są rozproszone, niepewne i pozbawione oparcia. Taka jest atmosfera na początku roku.

W tym nastroju nagle natrafiłem na iskierkę nadziei dla świata – w noworocznym liście pasterskim biskupa Litomierzyc Stanislava Přibyla, w którym ogłasza on rok 2026 „Rokiem Pojednania”. Napisał w nim:

„Osiemdziesiąt lat temu ludzie doświadczyli radości z zakończenia wojny i nadejścia pokoju, jednak euforii towarzyszył rozrachunek – z ludźmi i z przeszłością. W wielu miejscach Europy Środkowej rozrachunek ten przybrał formę przesiedlenia ludności pierwotnej i zasiedlenia odnośnych terenów nową ludnością w celu rozwiązania problemu współżycia narodowego. W naszej diecezji wiązało się to z wypędzeniem ludności niemieckiej. (…) Zasada zbiorowej winy, a także często towarzyszący jej gniew i pragnienie zemsty, nagłe nabywanie majątku bez pracy i bez głębszego związku z miejscem – wszystko to pozostawiło głębokie blizny, szczególnie w nas i między nami. (…) Ze strony nas, Czechów, nierzadko dochodziło do ekscesów: grabieży, gwałtów, upokorzeń – do tego stopnia, że niemało wypędzanych Niemców z rozpaczy wybierało samobójstwo. Kulminacją tych aktów były wydarzenia, które bez przesady można określić mianem masakr, jak na przykład w Uściu nad Łabą czy w Postoloprtach.” (…)

Stanislav Přibyl, biskup Litomierzyc. Foto: Roman Albrecht/Wikimedia Commons

„Ale co możemy zrobić dzisiaj? Nigdy nie jest za późno, by spojrzeć wstecz i – korzystając ze środków, które dał nam Bóg – podjąć to, co po ludzku nierozwiązywalne, czyli wzajemne przebaczenie i pojednanie. Po konsultacjach w Radzie Kapłańskiej postanowiłem zatem ogłosić rok 2026 diecezjalnym Rokiem Pojednania. Jego trzon stanowić będzie dwanaście nabożeństw pojednania, które odbędą się zazwyczaj w miejscach, gdzie wypędzenie było szczególnie nieludzkie. (…) Dlatego wzywam was, drodzy bracia i siostry, do udziału w tym procesie pojednania – ze świadomością, że nawet jeśli osiemdziesiąt lat temu nie byliśmy tymi, którzy skrzywdzili naszych bliźnich, wciąż żyjemy tym życiodajnym gestem przebaczenia, o które prosimy w modlitwie, którego nauczył nas sam nasz Pan Jezus Chrystus: ‘I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom’”.

Te słowa z Czech przypomniały mi o moim przekonaniu, że pomimo wszystkich złych, złośliwych i morderczych czynów, których ludzie dokonują z nienawiści i zazdrości, proste słowa Jezusa znajdują wystarczającą liczbę słuchaczy i ostatecznie zwyciężają.

Niemieckie filmy na dużym ekranie
Poprzedni post

Niemieckie filmy na dużym ekranie

Życie zaczyna się na wycugu
Następny post

Życie zaczyna się na wycugu

Reklama

Schlesien Journal