Różnorodna twórczość wrocławskiego rzeźbiarza Ryszarda Zaryckiego

17 sierpnia 2025 Kultura/Edukacja

We Wrocławiu, w Kotlinie Jeleniogórskiej, w Szczecinie i w Bawarii 

„Miejsca, w którym znajduje się moja pracownia, nie ma na mapie miasta” – śmieje się rzeźbiarz Ryszard Zarycki. Zaledwie 30 lat temu, kiedy zakładał swoją firmę na terenie bazy towarowej w Brochowie (Brockau, dzielnica Wrocławia), kwitło tu życie artystyczne. Dziś pozostało zaledwie kilka pracowni. Ale dla Zaryckiego lokalizacja jest idealna – mnóstwo przestrzeni i spokoju dla swobodnej twórczości. Nikomu też nie przeszkadza, bo jego praca wiąże się z kurzem, hałasem i ciężką pracą fizyczną.

Przed pracownią stoi kilka figur. Jedna jest prawie ukończona. Przedstawia dziewczynę próbującą sprawdzić palcem u nogi, czy woda ma odpowiednią temperaturę. Miała stanąć na terenie centrum wodnego Hydropolis, ale ówczesny prezes centrum uznał ją za zbyt kontrowersyjną. Patrząc na tę wspaniałą rzeźbę, od razu zastanawiamy się – co niby jest w niej takiego kontrowersyjnego? Dziś w Hydropolis stoi abstrakcyjna figura Zaryckiego – wykonana z bazaltu, twardego, trudnego w obróbce kamienia. Dziewczyna, wykonana z bułgarskiego wapienia, tzw. wapienia z Wratzy, wciąż czeka na kolejną szansę.

Bürgermeister a.D. Dr. Karl-Heinz Preißer und der Künstler Ryszard Zarycki
Foto: M. Urlich-Kornacka

Za postacią dziewczyny stoi rzeźba „Zakręceni”, zamówiona przez firmę deweloperską. Pierwszy oryginał znalazł swoje miejsce w nowo zagospodarowanym terenie zielonym w Szczepinie (Tschepine, dzielnica Wrocławia). „Dawniej architekci i inwestorzy często stawiali na dzieła sztuki. Architektura szła ramię w ramię z rzeźbą i malarstwem. Dziś wszyscy są pod presją – wszystko musi być zrobione jak najtaniej. Dlatego rezygnują z dzieł sztuki lub zamawiają tanie rzeczy z Chin” – opowiada Zarycki.

Wrocław regularnie organizował plenery artystyczne. Było to bardzo praktyczne, ponieważ wiele prac po prostu pozostawało w mieście. Przykładem jest abstrakcyjna figura Zaryckiego, która stoi w parku naprzeciwko Muzeum Narodowego. Prace innych artystów są również rozsiane po całym mieście. Dziś we Wrocławiu dzieła sztuki powstają niemal wyłącznie na konkretne zamówienia.

Diana, Bogini Łowiecka w Parku Szczytnickim

Dwa z najpiękniejszych dzieł Zaryckiego, które powstały we Wrocławiu w ostatnich latach, to pomnik Diany, bogini łowów, w Parku Szczytnickim oraz fontanna na rynku na Psim Polu (Hundsfeld, dzielnica Wrocławia). Bogini Diana stała w Parku Szczytnickim do 1945 roku, po czym zaginęła. Nowy pomnik został odsłonięty 10 września 2015 roku. Rekonstrukcję zorganizowały wspólnie Towarzystwo Miłośników Miasta, Polski Związek Łowiecki oraz Urząd Miasta Wrocławia. Mieszkańcy również wsparli projekt dobrowolnymi datkami.

Göttin der Jagd im Scheitniger Park
Foto: M. Urlich-Kornacka

Prace trwały rok. Całkowity koszt wyniósł 300 000 zł, z czego połowę przeznaczono na materiały użyte do budowy pomnika. Rzeźbiarz Ryszard Zarycki dysponował jedynie fotografiami. Starał się więc przedstawić boginię w możliwie najbardziej obiektywny sposób. „Jeśli nie ma się żadnych formalnych wzorców, trzeba interpretować dzieło na swój sposób. Na prośbę Polskiego Związku Łowieckiego w posągu Diany przedstawiono psy, które miały pewne cechy polskich psów myśliwskich. Ale tylko miłośnicy tej rasy potrafią je rozpoznać” – śmieje się Zarycki. To była wspaniała inicjatywa obywatelska – mieszkańcy chcieli rekonstrukcji i zebrali na nią pieniądze.

Fontanna we Wrocławiu – Psim Polu

Kolejnym bardzo udanym projektem jest centralny plac w dzielnicy Psie Pole (Hundsfeld), w północno-wschodniej części miasta. Rynek został odnowiony i odciążony od ruchu samochodowego. W centrum placu stanęła fontanna z dziećmi i psami – przyjaznymi, radośnie szczekającymi psami, co jest bardzo ważnym elementem.

Przez dziesięciolecia miejsce to było kojarzone z bitwą z 1109 roku, w której polski książę Bolesław III miał pokonać wojska cesarza Henryka V. Po krwawej bitwie psy miały pożerać ciała pokonanych Niemców (stąd nazwa „Psie Pole”)… Tak głosi legenda – według historyków do tej bitwy prawdopodobnie nigdy nie doszło. Psy Zaryckiego są figlarne i przyjazne – nawet wobec zagranicznych turystów.

„Mogę stworzyć coś dla przyszłych pokoleń, mogę być tam, gdzie inni nie mają wstępu i poznaję wielu wspaniałych ludzi”, mówi rzeźbiarz Ryszard Zarycki.

Niedaleko fontanny stoi kolejne dzieło Zaryckiego – figura wykonana z dolnośląskiego zielonego serpentynitu. Zanim figura znalazła tu swój ostateczny dom, była eksponowana w Kotlinie Jeleniogórskiej w ramach sympozjum rzeźbiarskiego. Podobną figurę zamówił właściciel pałacyku myśliwskiego w Karpnikach (Fischbach) – umieszczono ją w ogrodzie różanym przy tamtejszym Pałacu Dębowym. Tam odkrył ją dr Karl-Heinz Preißer, wieloletni burmistrz Luhe-Wildenau do 2020 roku. Był pod wrażeniem Zaryckiego i poprosił o wyjątkowy prezent na swoje 60. urodziny: neobarokową Madonnę ze śląskiej cegły wapienno-piaskowej na barokowy rynek w Luhe.

Tak rozpoczęła się artystyczna przygoda między rzeźbiarzem a bawarskim miastem. Zarycki miał już doświadczenie z Madonnami: stworzył Madonnę kolumnową dla dawnego kościoła św. Jakuba i św. Wincentego we Wrocławiu – dziś duchowego centrum greckiego Kościoła Prawosławnego dla licznych Ukraińców w mieście. Oryginalna Madonna została zniszczona podczas II wojny światowej. W momencie rekonstrukcji figury istniało tylko jedno zdjęcie. Dlatego wszystko, co powstało, opierało się na wyobraźni i doświadczeniu artysty. Było to szczególnie trudne zadanie – zwłaszcza pod presją czasu.

Ołtarz kaplicy Hochberga we Wrocławiu

Jego największym wyzwaniem była całkowita rekonstrukcja ołtarza w kaplicy Hochberga w kościele. Ta XVIII-wieczna barokowa kaplica została nazwana na cześć swojego fundatora, hrabiego Franciszka Ferdynanda von Hochberg, opata klasztoru norbertanek. Została niemal całkowicie zniszczona podczas II wojny światowej. Z powodu braku funduszy na odbudowę wejście pozostało zamurowane przez dziesięciolecia. Odbudowa rozpoczęła się dopiero w 2013 roku. Renowacja, którą Ryszard Zarycki przeprowadził wspólnie z Ryszardem Bizoniem, trwała kilka miesięcy. Ołtarz został zmontowany z 1300 fragmentów wydobytych z gruzów. Ze sterty gruzu – pierwotnie przeznaczonej na lapidarium – zbudowali nowy ołtarz. „Pozostały tylko dwa, trzy kamienie; resztę wkomponowaliśmy. Można powiedzieć, że z gruzów wyłoniło się dzieło sztuki” – relacjonuje Zarycki.

Madonna i krasnoludki dla Luhe-Wildenau w Bawarii

Dla miasta Luhe-Wildenau Zarycki stworzył Madonnę Promienistą. Stoi na obłoku na rynku, otoczona promieniami. Madonna o wysokości 1,60 metra została wykonana ze śląskiego piaskowca, a cokół o wysokości 2,60 metra — z dolnośląskiego granitu strzegomskiego. Widnieje na nim herb głównego fundatora, dr. Alberta Gewargisa. Cokół i Madonna zostały sfinansowane z licznych darowizn z okazji 60. urodzin wieloletniego burmistrza dr. Karla-Heinza Preißera.

„Wszystkie części zostały przetransportowane ze Śląska do Luhe samochodem z przyczepą. Mistrz kamieniarski z Luhe, Werner Fleischer, nadzorował prace i zapewnił profesjonalny montaż w miejscu docelowym. Fleischer sam jest Ślązakiem. Urodził się w Zielenicach (Grünhartau) niedaleko Strzelina (Strehlen) i chętnie wraca na Śląsk i do Wrocławia — z grupą lub samotnie”, mówi.

Die Strahlenkranzmadonna auf dem Marktplatz in Luhe
Foto: DALIBRI/Wikipedia 38

We Wrocławiu widział również małe krasnale z brązu upamiętniające ruch antykomunistyczny lat 80. Chciał mieć podobne figurki w Luhe. Dlatego Ryszard Zarycki stworzył małe krasnale: jeden z herbem Luhe stoi przed Starym Ratuszem, drugi siedzi na latarni z widokiem na rynek, trzeci stoi na przystanku autobusowym, kolejny przechodzi obok fontanny Gänseliesl, a jeszcze inny wygodnie siedzi na starej balustradzie mostu … Dwóch krasnali-lekarzy i farmaceuta wskazują na głównego sponsora, dr. Gewargisa. Obecnie jest ich dwanaście — ale niewykluczone, że społeczność krasnali w Luhe będzie się dalej rozrastać.

Kolejna kobieca figura — odpowiednik rzeźby z Fischbach — wykonana z dolnośląskiego serpentynitu stoi przed domem dr. Karla-Heinza Preißera. Pomysłodawcą kultury krasnoludków w Luhe było stowarzyszenie LuhKulTour.

Innym dziełem sztuki w Luhe jest wapienna płaskorzeźba przedstawiająca wielki pożar rynku z 1928 roku, w którym zniszczeniu uległa ponad połowa miasta.

Luher Zwerge stehen abholbereit in der Werkstatt des Bildhauers in Breslau-Brochów
Foto: M. Urlich-Kornacka

Król Fryderyk II w Szczecinie

Zarycki miał również okazję pracować z marmurem. Najlepszym przykładem jest figura króla pruskiego Fryderyka II w Szczecinie, która wymagała renowacji i uzupełnienia.
Dwutonowa rzeźba Johanna Gottfrieda Schadowa była ukryta w piwnicy podczas II wojny światowej, ale spadła podczas transportu i uległa uszkodzeniu. Zarycki musiał dobudować wszystkie brakujące elementy i dopasować fragmenty. Koszty były bardzo wysokie — projekt wsparło wiele osób i instytucji, w tym Towarzystwo im. Schadowa.
„Ale niewiele się zmieniło — wtedy wiele osób i organizacji przekazało darowizny na pomnik króla. Powstanie pomnika zawsze wiązało się z kosztami i inicjatywami społecznymi. I tak pozostało do dziś. To miłe, że wciąż są ludzie, którzy wspierają sztukę i chcą otaczać się dziełami sztuki”, mówi Zarycki.

Rzeźbiarz czerpie ogromną przyjemność ze swojej pracy. Nazywa to „przygodą z miastem”:
„Mogę stworzyć coś dla przyszłych pokoleń, mogę być tam, gdzie inni nie mają wstępu i poznaję wielu wspaniałych ludzi”, mówi rzeźbiarz. Wśród nich bez wątpienia jest były burmistrz Luhe-Wildenau, dr Karl-Heinz Preißer.

Der Artikel erscheint dank:

www.schlesien-heute.de

Słowo na niedzielę wikariusza biskupiego dr Petera Tarlinskiego
Poprzedni post

Słowo na niedzielę wikariusza biskupiego dr Petera Tarlinskiego

Zapomniane dziedzictwo
Następny post

Zapomniane dziedzictwo

Reklama

Schlesien Journal