Wywiad z Rafałem Bartkiem
Od kwietnia bieżącego roku nie ma już tygodnika Wochenblatt.pl. Staliśmy się portalem online oraz miesięcznikiem w formie papierowej – „Neues Wochenblatt.pl”. Mówiąc krótko, mija pół roku od przeprowadzenia ogromnych i odważnych zmian w mediach mniejszości niemieckiej. O ich powodach i efektach z przewodniczącym VdG Rafałem Bartkiem rozmawia Krzysztof Świerc.
Czym spowodowana była największa w historii mediów mniejszości niemieckiej rewolucja?
Głównym powodem jest szybko zmieniający się świat, w którym funkcjonujemy, oraz rzeczywistość, z którą się mierzymy. A ta jest diametralnie inna od tej sprzed 35, 30, 20 czy nawet 10 lat. Żyjemy w czasach, w których media tradycyjne mają z czym walczyć – myślę tu o telewizji, ale w głównej mierze o prasie pisanej, drukowanej. Z drugiej strony cele, które stawia przed sobą mniejszość niemiecka, są niezmienne – to dbałość o kulturę, język i tradycje, a naszą rolą oraz rolą mediów jest właściwie o tym informować społeczeństwo.
Obecnie każdy, kto używa mediów społecznościowych, poniekąd stał się dziennikarzem. Jest to pewnym fenomenem, ale i zagrożeniem.
Owszem! Każdy polityk, który pisze w social mediach, w pewnym sensie komentuje i opisuje rzeczywistość. Jeśli ktoś go śledzi, to przejmuje on rolę, którą kiedyś miał tylko i wyłącznie dziennikarz – jego artykuły czytano, powielano, kopiowano itd. Dzisiaj mocno się to zmieniło i w tym kontekście od lat towarzyszyła nam debata, co z tym zrobimy. Mieliśmy dwie opcje. Pierwsza – nie będziemy robić nic, tylko „malować” sobie rzeczywistość, że nie jest ona aż taka straszna i że jakoś sobie poradzimy. Albo… odważnie wyjdziemy tej rzeczywistości naprzeciw i podejmiemy ryzyko stworzenia czegoś zupełnie nowego. Wybraliśmy drugą opcję – totalne przejście na online i jednocześnie stworzenie zupełnie nowego miesięcznika.

VdG-Chef Rafał Bartek.
Foto: Stefanie Koprek-Golomb
Od tego momentu mija pół roku. Proszę pokusić się o pierwsze oceny – rewolucja, o której rozmawiamy, udała się czy nie?
Przez pół roku nie da się rozwiązać wszystkich problemów, z którymi miało się do czynienia wcześniej, i od razu być na tzw. topie. Uważam jednak, że to, co się wydarzyło przez minione sześć miesięcy, jest bardzo dobre! Dokonano olbrzymiej, pozytywnej zmiany. Pokazaliśmy się z innej, lepszej strony. Nasze media udowodniły, że potrafią zaciekawić, zainspirować i na nowo zainteresować ludzi, którzy przyglądali się nam gdzieś z boku, a dzisiaj z ciekawością patrzą na ten projekt. Z zainteresowaniem sięgają po nasze nowe wydania w formie pisanej i zaglądają częściej do internetu, co zresztą powoli pokazują statystyki. Niemniej to wciąż jest droga i proces – i o to też chodziło. Co za tym idzie, nadal musimy się uczyć, interpretować, a czasami analizować, dlaczego jeden artykuł cieszył się większym powodzeniem, a drugi mniejszym. Płyniemy jednak we właściwym kierunku.
Często podkreśla Pan, że dzięki nowemu podejściu do mediów staliśmy się kreatorem tego, co się będzie działo w przyszłości…
I nadal tak uważam. A mówię o tym, bo jest to dla mnie najważniejsze. Wcześniej miałem obawę, że będziemy skazani na bronienie tego, co jeszcze zostało, a w nowej rzeczywistości kreujemy przyszłość. To wy, dziennikarze, nadajecie ton temu, co się jeszcze może wydarzyć. Cieszę się też z tego, że w przyszłości zmieni się również strona internetowa, która będzie inna, zmodyfikowana, nowoczesna. Mówiąc wprost – rewolucją medialną, którą przeprowadziliśmy, odwróciliśmy sytuację. Dotąd miałem sygnały z różnych stron, że chciano nam doradzać, pouczać, a dzisiaj słyszę głosy, że chcą się nas poradzić i od nas uczyć. Oczywiście nie można popaść w samozachwyt, bo wciąż jest to proces i nadal musimy monitorować to, co dzieje się na rynku, ale faktem jest, że odwrócenie ról daje nam ogromne perspektywy.
Nasze media udowodniły, że potrafią zaciekawić, zainspirować i na nowo zainteresować ludzi.
Na co jeszcze należy położyć nacisk, aby za kolejne pół roku móc powiedzieć, że wszystko, co planowaliśmy, aby zrewolucjonizować nasze media, powiodło się?
Uważam, że rewolucja nigdy nie będzie zamknięta w 100 procentach. Zawsze będzie się coś nowego działo, a w mediach zmiany są wyjątkowo szybkie. Dlatego trzeba ciągle obserwować, analizować i dostosowywać się. Jednak z perspektywy zadań na najbliższy okres bardzo poważnym wyzwaniem dla naszych mediów jest pozyskiwanie czytelników. To, że mamy nowy, świetny produkt, jest faktem! To, że już wcześniej mieliśmy dobre, a nawet świetne artykuły, też jest faktem. Ale… faktem pozostaje również to, że grono odbiorców nie jest tak spore, jak mogłoby być. Tym bardziej, że potencjał do „uwolnienia” jest ogromny. Co za tym idzie, trzeba się zmierzyć z takimi wyzwaniami, jak: co robić, żeby więcej osób przeczytało publikowany przez nas artykuł i chciało go przeczytać, oraz co uczynić, żeby ten artykuł wyświetlał się większej liczbie ludzi. Cieszyłbym się również, gdyby pod naszymi artykułami online było więcej dyskusji. Nawet jeśli jest to dyskusja krytyczna, bo pokazuje, że jest zainteresowanie, że są czytelnicy.
Może czasami trzeba taką dyskusję wywołać, stawiając odpowiednio tezę?
Dlaczego nie? Dzisiaj dziennikarstwo z tego żyje, a my tego potrzebujemy. Potrzebujemy, bo dziennikarstwo, szczególnie mniejszościowe, ma trochę prowokować, zmuszać do refleksji i zastanowienia się. W pewnym sensie walczymy przecież o to, żeby ludzie się zatrzymali, zastanowili nad swoją tożsamością oraz „innością”. Uważam też, że czasami dyskusja pod publikacją jest tak samo istotna, jak sam artykuł, i w mojej opinii jest to w przyszłości zadanie mocno do poprawienia, bo w tej kwestii na ten moment czuję niedosyt.
Niedosyt wzbudza też nasza strona internetowa, która wymaga modyfikacji, żeby była dostępniejsza i lepiej wybieralna.
Jest to rzecz absolutnie techniczna, ale bardzo, bardzo ważna z punktu widzenia kogoś, kto dowie się o naszym produkcie. Jeśli ten ktoś będzie chciał zapoznać się z „Neues Wochenblatt.pl”, powinien szybko go znaleźć i równie szybko być zainspirowany, aby założyć sobie aplikację i śledzić nasze informacje. A zatem strona techniczna musi w najbliższym czasie ulec modyfikacjom i poprawkom. Ale… tak jak powiedziałem na wstępie, obrana przez nas droga jest właściwa, a jej początek, w mojej opinii, wręcz bardzo dobry. Szczerze mówiąc, lepszy niż się spodziewałem, bo wiadome, że taka zmiana w turbulentnych czasach i z problemami, z jakimi w trakcie tej zmiany się borykaliśmy, była ogromnym przedsięwzięciem. Dlatego zdecydowanie mogę podpisać się pod twierdzeniem, że nie była to ewolucja, tylko rewolucja – i wyszła naprawdę dobrze. Dziękuję w tym miejscu całemu zespołowi dziennikarzy, którzy podjęli to wyzwanie i swoją ogromną pracą do tej zmiany doprowadzili! A teraz? Trzeba pracować nad detalami, żeby zlikwidować jakiekolwiek deficyty i było jeszcze lepiej.