Niemcy jako wróg? Powrót starego schematu

1 kwietnia 2026, 12:00 Kolumne , Polityka 44

Decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu programu SAFE wywołała w części mediów prawicowych reakcję, która zaskakuje skalą i językiem. W przekazie jednej ze stacji telewizyjnych niemal natychmiast pojawiła się lawina antyniemieckich odniesień. Na ekranie można było przeczytać m.in.: „Niemcy polegli na polskim froncie”, „Niemiecka operacja specjalna »Der SAFE« rozbita przez prezydenta”, „Herr Tusk rozkazuje prezydentowi RP”, „Prezydent tarczą przed niemieckim najazdem”, „Szajka zdrajców i Volksdeutschów próbuje zadłużyć Polaków u Niemców na miliardy euro”, czy wreszcie „Goebbelsowska propaganda atakuje prezydenta”.

Trudno nie odnieść wrażenia, że mamy do czynienia od kilku lat z powrotem dobrze znanego schematu: Niemcy jako polityczny i cywilizacyjny przeciwnik, wróg, przeciwko któremu Polska musi się mobilizować. W tej narracji nie chodzi już nawet o konkretne decyzje polityczne czy spory ze współczesnym państwem niemieckim – sąsiadem i członkiem tych samych organizacji międzynarodowych. Niemcy stają się raczej na powrót symbolicznym przeciwnikiem, figurą w politycznej opowieści o obronie rzekomo zagrożonej suwerenności.

Czy jednak jest to zjawisko nowe?

Pod pewnymi względami przypomina to znane z historii wzorce. W pierwszych dekadach powojennych antyniemiecka retoryka była elementem oficjalnej polityki państwa. Miała przy tym swoje realne uzasadnienie. Polska była krajem straszliwie zniszczonym przez wywołaną przez Berlin wojnę, a Republika Federalna Niemiec przez długi czas nie uznawała granicy na Odrze i Nysie. W takiej atmosferze łatwo było budować obraz Niemiec jako państwa odwetowców i militarystów. Jednak i wtedy dostrzegano, że jest to zabieg przede wszystkim propagandowy.

Przykładem jest fragment artykułu Jerzego Ambroziewicza i Edmunda Gonczarskiego z 1957 r., opublikowanego w tygodniku „Po prostu”. Autorzy pisali ironicznie, że gdyby spróbować stworzyć obraz Niemiec Zachodnich wyłącznie na podstawie ówczesnej polskiej prasy, wyglądałby on następująco:

„W podziemiach przy tradycyjnym piwie siedzą odwetowcy ze swastyką na ramionach. Obok ruiny. Za ruinami potężne zbrojownie Kruppa. Za rogatkami miast wędrujące oddziały Wehrmachtu”.

Tekst ten był próbą zdystansowania się wobec czarno-białego obrazu Niemiec, który dominował w polskiej propagandzie pierwszej powojennej dekady. Już wtedy pojawiały się głosy, że taki schemat nie pozwala zrozumieć rzeczywistości. Powrót do twardej antyniemieckiej propagandy w okresie stanu wojennego (słynny plakat z kanclerzem Konradem Adenauerem w płaszczu krzyżackim) nie wywołał zbyt silnego rezonansu. Kontaktów Polaków z RFN było już zbyt wiele, a skompromitowane nieudolnością władze PRL traciły posłuch społeczny.

Niemcy stają się raczej na powrót symbolicznym przeciwnikiem, figurą w politycznej opowieści o obronie rzekomo zagrożonej suwerenności.

Dziś sytuacja jest zupełnie inna. Historyczny przełom przyniosły lata 90. XX w. Polska i Niemcy są obecnie członkami tej samej wspólnoty politycznej, gospodarczej i militarnej — Unii Europejskiej oraz NATO. Od podpisania polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy minęło już 35 lat. W tym czasie powstała gęsta sieć kontaktów: instytucjonalnych, naukowych, samorządowych i społecznych. Setki tysięcy Polaków mieszkają w Niemczech, a w Polsce działa mniejszość niemiecka. Granica bardziej łączy niż dzieli (mimo ostatnich zmian w reżimie jej przekraczania). Wydawałoby się więc, że miejsce dawnych negatywnych wyobrażeń zajęły trwale bardziej zniuansowane opisy rzeczywistości.

Dlaczego zatem tak łatwo powracają stare obrazy?

Jedną z odpowiedzi jest logika współczesnej komunikacji politycznej. W sporze politycznym przeciwnik zewnętrzny jest niezwykle użytecznym narzędziem mobilizacji. Pozwala uprościć skomplikowaną rzeczywistość do prostego podziału: my i oni, odwołującego się do stereotypów. W tym sensie Niemcy stają się nie tyle realnym partnerem politycznym, ile symbolem — wygodnym elementem retoryki wewnętrznego polskiego sporu.

Jest jednak jeszcze drugi powód. W ostatnich latach państwo polskie – co może zabrzmieć paradoksalnie, zważywszy na nakłady na tzw. politykę historyczną – w coraz mniejszym stopniu prowadzi świadomą, wielowątkową i skuteczną politykę pamięci w wymiarze międzynarodowym. Dotyczy to także relacji polsko-niemieckich. Widać to było choćby przy okazji ostatnich rocznic związanych z zakończeniem II wojny światowej czy w kontekście przypominania listu biskupów polskich do biskupów niemieckich z 1965 r. — dokumentu o fundamentalnym znaczeniu dla procesu pojednania i zbliżenia między naszymi społeczeństwami. Trudno nie uznać, że nie wykorzystano tych rocznic odpowiednio.

W rezultacie przestrzeń symboliczna pozostaje często pusta. A pusta przestrzeń szybko wypełnia się emocjonalnymi i jednostronnymi narracjami. Gdzie są dziś środowiska i instytucje, które przez dziesięciolecia budowały dialog polsko-niemiecki? Gdzie są eksperci, organizacje społeczne i instytuty badawcze, które potrafiły tłumaczyć złożoność relacji między oboma krajami? I gdzie w tej debacie znajdują się naturalni pośrednicy — Polacy mieszkający w Niemczech oraz mniejszość niemiecka w Polsce? Milczenie tych środowisk nie jest przypadkowe — wynika częściowo z wyczerpania dotychczasowych formuł dialogu i braku nowych języków opisu tej relacji.

Tym łatwiej wracać do dawnych haseł i czarno-białych obrazów wroga, im trudniej zaproponować nowe podejście do relacji między oboma krajami. Antyniemiecka retoryka pojawiająca się dziś w części mediów nie musi oznaczać trwałego zwrotu w stosunkach polsko-niemieckich — pokazuje jednak, jak łatwo można uruchomić dawne odruchy i jak szybko powracają obrazy, które — jak się wydawało — należą już do przeszłości.

O autorze

Prof. Krzysztof Ruchniewicz jest historykiem i profesorem Uniwersytetu Wrocławskiego. Do 2024 r. kierował Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich UWr, a w latach 2024–2025 pełnił funkcję pełnomocnika ministra spraw zagranicznych do spraw polsko-niemieckiej współpracy. Jest autorem licznych publikacji z zakresu historii Niemiec oraz relacji polsko-niemieckich, ze szczególnym uwzględnieniem XX i początku XXI wieku.

Dla naszej gazety od początku 2026 r. regularnie pisze felietony w cyklu „Sąsiedztwo zobowiązuje”, w których zajmuje się tematyką relacji polsko-niemieckich.

O autorze
Weź udział w ankiecie dla czytelników i wygraj!
Poprzedni artykuł

Weź udział w ankiecie dla czytelników i wygraj!

Zaproszenie na uroczyste Msze św. w języku niemieckim
Następny artykuł

Zaproszenie na uroczyste Msze św. w języku niemieckim