Mistrzostwa Europy w piłce ręcznej
Przed Mistrzostwami Europy niemieccy kibice mieli nadzieję na medal, ale każdy doskonale zdawał sobie sprawę, że EURO to najtrudniejszy z międzynarodowych turniejów. Tu nie ma słabszych rywali, a do tego zasady awansu są bezwzględne. Dlatego tak ważne jest, by unikać głupich potknięć, a „Die Mannschaft” już takie zaliczyła. Na szczęście bez najgorszych konsekwencji.
Po losowaniu fazy wstępnej wydawało się, że ostatni mecz z Hiszpanią będzie decydował o awansie z pierwszego miejsca. Pierwsze spotkanie z zawsze groźną Austrią zdawało się potwierdzać te przypuszczenia. Mecz toczył się pod dyktando „Die Adler” i zakończył się pewną wygraną. Po końcowym gwizdku mogliśmy tylko docenić niektóre akcje w obronie i postawę drużyny w ataku. Dokładnie tak samo miało być podczas starcia z Serbią, które miało zakończyć „rozgrzewkę” w turnieju. Pierwsza połowa potwierdziła wszystkie oczekiwania, bo Niemcy grali szybko i pewnie, a gdyby wykazali się nieco lepszą skutecznością, mogliby zdeklasować rywala:
– Możemy grać o wiele lepiej. To przede wszystkim nasza szybka gra dała nam prowadzenie. Strzeliliśmy kilka goli dzięki szybkim kontratakom, drugim falom uderzeń. To zrobiło różnicę – mówił w przerwie autor czterech bramek Miro Schluroff.
„Dokąd chcemy zmierzać?”
I to właśnie chyba najjaśniejszy element tego (i nie tylko tego) spotkania. 25-latek z VfL Gummersbach to odkrycie tego turnieju. Jednak nawet on nie był w stanie powstrzymać tragedii, która nastąpiła w drugiej połowie. Niesamowita nieskuteczność w ataku, brak pomysłów na zmianę sposobu gry spowodowały, że Serbia nie tylko odrobiła straty, ale była w stanie nawet odskoczyć Niemcom:
– Przeraża mnie sposób, w jaki atakujemy. Jesteśmy tak niekreatywni i bez rozwiązań w ataku, bez płynności. Oglądam mecz i zadaję sobie pytanie: dokąd chcemy zmierzać? Jaki jest pomysł? Kierowca autobusu i fizjoterapeuta mogliby dziś stać na skrzydłach. Żadna piłka nawet do nich nie dotarła. Druga połowa znów była po prostu fatalna. To była katastrofa – skomentował po meczu były reprezentant Stefan Kretzschmar.
Ostatecznie okazało się, że ta wpadka nie miała żadnych konsekwencji. Reprezentacja Niemiec pokonała Hiszpanię, a do tego pomogli jej rywale. Austria zachowała sportowego ducha rywalizacji i, nie mając szans na awans, pokonała Serbię. To pozwoliło „Die Adler” awansować z pierwszego miejsca i „przenieść” do drugiej fazy wygraną z Hiszpanią.
Znów za silni
Jednak tu skończyła się przychylność losu, bo gdy kibice zobaczyli skład grupy w fazie zasadniczej, mogli być przerażeni. Rywalami Niemców byli w niej: Dania – mistrz świata i olimpijski, Portugalia – półfinalista ostatnich MŚ, Francja – mistrz Europy, Norwegia – jeden z gospodarzy:
– Portugalia, Norwegia, Dania, Francja. Wielu nazywa to „grupą śmierci”, ale moim zdaniem to niedopowiedzenie. Każdy z nadchodzących meczów mógłby z łatwością okazać się finałem – tak podsumował sytuację były wiceprezes DHB i trener Włoch Bob Hanning.
Podium, które jest o krok, bo wystarczy wygrać tylko jedno spotkanie. Jednak chyba nikt nie ma wątpliwości, że Niemcy liczą na dwie wiktorie i efektowny rewanż na Danii w finale.
Pierwsze dwa spotkania ułożyły się jednak idealnie dla niemieckiej ekipy. W starciu z Portugalią w ataku szalał Miro Schluroff. Z Norwegami „przebudził się” Marko Grgić. Jednak najważniejsze było to, co wyczyniał Andreas Wolff, który po raz kolejny potwierdził, że jest jednym z najlepszych bramkarzy na świecie.
– On ciągle ratuje nam tyłek – stwierdził krótko rozgrywający Nils Lichtlein.
Wszyscy jednak wiedzieli, że kluczowe będą dwa ostatnie starcia, w tym to z Danią, która niespodziewanie przegrała mecz z Portugalią. No i odbiła sobie tę porażkę w starciu z Niemcami. David Späth, który niespodziewanie stanął w bramce od pierwszej minuty, robił, co mógł. W pierwszej połowie i na początku drugiej utrzymał drużynę w kontakcie z rywalem. Jednak od 40. minuty Dania podkręciła tempo. Kilka strat Niemców i zastój w ataku spowodowały, że to nasi rywale zeszli z parkietu ze zwycięstwem.
O wszystkim miał decydować mecz z Francją, która wciąż miała nadzieję na obronę tytułu, a do tego chciała zrewanżować się Niemcom za porażkę na ostatnich igrzyskach olimpijskich. Tymczasem był to chyba najlepszy mecz w wykonaniu „Die Mannschaft”. Niesamowite spotkanie zagrał Juri Knorr, który wcześniej grał niewiele. Ostatecznie nikt nie miał wątpliwości, kto był lepszy w tym meczu.
Przydatne testy?
Pomimo awansu do półfinału i kilku znakomitych występów przez niemieckie media przewija się krytyka selekcjonera reprezentacji Niemiec. Alfreð Gíslason kilkukrotnie zaryzykował w sposób niewytłumaczalny. Kontrowersje budziła często obsada bramki. Co prawda David Späth bronił naprawdę dobrze, jednak to Andreas Wolff udowadniał, że na jego barkach można zbudować sukces. Tymczasem na mecz z Duńczykami selekcjoner wystawił 23-latka z Rhein-Neckar Löwen.
Zresztą przed meczem z Danią zaryzykował zdecydowanie bardziej, bo drużyna wyszła bez dwóch podstawowych skrzydłowych. Lukas Mertens i Lukas Zerbe nie znaleźli się w kadrze meczowej, a zamiast nich do zespołu weszli Mathis Häseler i Matthes Langhoff. Tej decyzji nie można uznać za udaną, bo skrzydła były w tym meczu bezbarwne.
Kolejną decyzją kadrową było „oszczędne” dysponowanie minutami Juriego Knorra. Co prawda 28-latek nie mógł złapać formy, ale czy mógł się przełamać, nie dostając szans? W meczu z Francją przełamał się i strzelił dziesięć goli, stając na czele drużyny, która zaprezentowała jeden z najlepszych występów w całym turnieju:
– Kiedy grasz tak jak ja w ostatnich dwóch, trzech meczach, nie możesz być zadowolony. Nie zapomniałem, jak się gra, i wierzyłem, że ta faza minie. Miałem szczęście, że to się dzisiaj skończyło – komentował swoją postawę Juri Knorr.
Miejmy nadzieję, że wszystkie próby i eksperymenty selekcjonera przyniosą końcowy efekt i to Niemcy zakończą turniej na najwyższym stopniu podium.
Licząc na powtórkę
Podium jest o krok, bo wystarczy wygrać tylko jedno spotkanie. Jednak chyba nikt nie ma wątpliwości, że Niemcy liczą na dwie wiktorie i efektowny rewanż na Danii w finale:
– Tak, oczywiście. Kiedy jest się już w półfinale, nikt nie powie: „Nie, kończymy”. Oczywiście będziemy kontynuować; chcemy zostać mistrzami Europy. I wierzę, że jeśli zagramy tak jak w ostatnim meczu, z pewnością uda nam się to osiągnąć – podsumował zwięźle Matthes Langhoff, lewy rozgrywający „Die Mannschaft”.
Wydaje się, że po meczu z Francją w końcu coś zaskoczyło, bo to właśnie to spotkanie odblokowało atak. Możliwe, że rotacje selekcjonera pozwoliły odnaleźć nowe schematy. Co najważniejsze, do drużyny wróciła pewność siebie:
– Być może w końcu przełamaliśmy ten schemat w porównaniu z kilkoma ostatnimi meczami. Nasza gra w ataku była zawsze nieco ospała. Myślę, że z Francją było widać, że trochę to przezwyciężyliśmy. Do tego niesamowicie zagrał Juri. Dziesięć na dziesięć. Pierwsze dziesięć strzałów. To niesamowite. Myślę, że miał mnóstwo skumulowanej energii i po prostu dał jej upust – komentował Miro Schluroff.
Najważniejsze wydaje się, że pomimo słów krytyki pewności siebie nie traci selekcjoner. Alfreð Gíslason podczas konferencji nie wchodzi w niepotrzebną polemikę i robi po prostu swoje. Podkreśla także znakomitą atmosferę w drużynie i to, że zawodnicy rozumieją jego decyzje:
– Chłopaki są bardzo zmotywowani i skoncentrowani. Wszyscy jesteśmy. Nie muszę robić zamieszania, żeby naprowadzić ich na właściwy tor – powiedział 66-latek przed półfinałami.
My mamy nadzieję, że ten tor zaprowadzi ich do złota.
Niemcy na ME 2026
| Faza | Data | Mecz | Wynik | Wynik do przerwy |
| Faza wstępna | 15 stycznia, czwartek | Niemcy – Austria | 30:27 | 12:8 |
| 17 stycznia, sobota | Serbia – Niemcy | 30:27 | 13:17 | |
| 19 stycznia, poniedziałek | Niemcy – Hiszpania | 34:32 | 17:15 | |
| Faza zasadnicza | 22 stycznia, czwartek | Niemcy – Portugalia | 32:30 | 11:11 |
| 24 stycznia, sobota | Niemcy – Norwegia | 30:28 | 15:17 | |
| 26 stycznia, poniedziałek | Dania – Niemcy | 31:26 | 13:12 | |
| 28 stycznia, środa | Niemcy – Francja | 38:34 | 19:15 | |
| Półfinał | 30 stycznia, piątek | Niemcy – Chorwacja | – | – |
| Finał / Mecz o 3. miejsce | 1 lutego, niedziela |