Tragedia Górnośląska w Miechowicach była jednym z najdramatyczniejszych wydarzeń stycznia 1945 roku na Górnym Śląsku. W ciągu kilku dni setki cywilów – mężczyzn, kobiet i dzieci – straciły życie, a przemoc, grabieże i egzekucje na stałe zapisały się w pamięci lokalnej społeczności. Choć od tych wydarzeń minęło osiemdziesiąt lat, ich konsekwencje wciąż są widoczne: w zatartej topografii cmentarza, w anonimowych grobach oraz w brakujących nazwiskach i datach.
Historia Miechowic przez długi czas pozostawała na marginesie oficjalnej historiografii i była przekazywana głównie poprzez wspomnienia rodzinne i prywatne relacje. Dziś świadectwa ocalałych, poświęcenie lokalnych pasjonatów historii i nieliczne zachowane materialne ślady pozwalają stopniowo przywracać pamięć o ofiarach – ludziach, którzy nie byli jedynie statystykami wojny, ale mieszkańcami tej ziemi, Ślązakami, których losy wciąż domagają się opowiedzenia i zrozumienia.
Przebieg działań wojennych i wkroczenie Armii Czerwonej
23 stycznia wojska radzieckie dotarły do Kolonii Biskupskiej, następnego dnia do Stolarzowic, a 25 stycznia ruszyły na Miechowice od zachodu. Niemiecka obrona była prowadzona od strony Dąbrowy Miejskiej, dlatego Sowieci wykorzystali swoją zachodnią pozycję. Walki o Miechowice trwały trzy dni, od 25 do 27 stycznia. Rankiem 25 stycznia pojawiły się pierwsze radzieckie czołgi, a następnie piechota.

Rekonstrukcja „Bitwy o Miechowice” odbywa się dokładnie od 10 lat i odwiedzają ją setki osób.
Foto: A.P.
Starszy pan, Karol Nierychło, opuścił swój bunkier w piwnicy, aby uprzejmie powitać Rosjan. Wrócił – ale bez zegarka. Tego dnia zginęło około 20 osób, a pierwszą egzekucją w Miechowicach było zastrzelenie sześciu mężczyzn, w tym dwóch szesnastolatków, przez pijanych żołnierzy radzieckich.
Terror wobec ludności cywilnej
Żołnierze radzieccy zdawali sobie sprawę, że przekroczyli dawną przedwojenną granicę polsko-niemiecką między Reptami Śląskimi a Stolarzowicami i znaleźli się na terytorium „znienawidzonego” państwa niemieckiego. To był główny powód późniejszych aktów barbarzyństwa. Od tego momentu czuli, że mają pełne prawo postępować według własnego uznania i rozpętali przemoc wobec ludności cywilnej poprzez znęcanie się, morderstwa, gwałty i podpalenia.

Publikacja Jana Drabiny analizuje sowieckie zbrodnie w Miechowicach.
Foto: A.P.
Rankiem 27 stycznia walki trwały dalej, a Sowieci na krótko się wycofali, ale jeszcze tego samego dnia Miechowice zostały ostatecznie zdobyte. Jak relacjonuje Józef Bonczol, wielu zdobywców było pochodzenia azjatyckiego i wyróżniało się szczególną brutalnością. Żołnierze radzieccy zdejmowali buty poległym, żądali zegarków okrzykiem „czasy!” i przeprowadzali masowe rozstrzeliwania. Zginęli nie tylko mieszkańcy Miechowic, lecz także kilku robotników przymusowych.
Informacje z ksiąg kościelnych, dostępnych dokumentów archiwalnych i potwierdzonych faktów wskazują, że w tym okresie w Miechowicach zginęło około 380 osób.
Po zakończeniu walk krążyła pogłoska, że pogrom był odwetem za śmierć radzieckiego majora, zastrzelonego przez członka Hitlerjugend. Zginął on w rejonie ulic Stolarzowickiej 20 i Michałoka. W odwecie żołnierze radzieccy rozstrzelali mężczyzn mieszkających w bezpośrednim sąsiedztwie.
Skutki tragedii i pamięć po latach
W ostatnich dniach stycznia rozpoczęto zbiórkę zwłok, co było niezwykle utrudnione z powodu obfitych opadów śniegu. Jeszcze latem 1945 roku w lesie odnajdywano kolejne ciała. Zmarłych przewieziono na cmentarz parafialny i tam pochowano między 29 stycznia a 9 lutego. Gdy miejsca było za mało, wykopano kolejną zbiorową mogiłę tuż za cmentarzem, przy ulicy Warszawskiej.
Sowieci spalili zamek i siedem kamienic w Miechowicach. Wiele innych budynków również zostało uszkodzonych w wyniku ostrzału i bombardowania.

Publikacja Jana Drabiny analizuje sowieckie zbrodnie w Miechowicach.
Foto: A.P.
12 lutego internowano wszystkich mężczyzn w wieku od 17 do 50 lat. Pełna lista nie istnieje; zachował się rejestr 575 osób. Istnieją jednak również informacje wskazujące na to, że około 450 osób zginęło podczas deportacji, a prawie tyle samo powróciło z głębi Związku Radzieckiego dopiero po trzech, czterech latach.
W czasie wojny w Miechowicach istniało kilka obozów jenieckich. Po wojnie w koszarach przetrzymywano niemieckich jeńców wojennych. Jeszcze w styczniu 1948 roku w kopalni w Miechowicach pracowało 516 jeńców.
Chociaż pełna dokumentacja z czasów, gdy wojska radzieckie stacjonowały w Miechowicach, była niemal niemożliwa, to jednak w latach powojennych udało się zebrać informacje z relacji naocznych świadków i rozproszonych dokumentów. Te ustalenia zostały podsumowane w publikacji „Ofiary stalinizmu na ziemi bytomskiej”, wydanej w 1993 roku przez Towarzystwo Miłośników Bytomia pod redakcją Jana Drabiny. Publikacja zawiera tabele z nazwiskami zmarłych, opisy wydarzeń oraz mapę przedstawiającą kontekst geograficzny.
Rekonstrukcja, która skłania do refleksji
Od dokładnie dziesięciu lat pamięć o tych wydarzeniach jest podtrzymywana również poprzez rekonstrukcje historyczne. Spektakl trwa około 90 minut i przedstawia walki o Miechowice oraz późniejszy terror. Spektakl jest dobrze znany w całej Polsce, ponieważ bierze w nim udział kilkudziesięciu aktorów i rekonstruktorów. Przypomina film z efektami dymnymi, autentycznymi pojazdami i dopracowaną scenografią. Lekcja historii wcielona w życie.

Niegdyś ludzkie życie, teraz tabela upamiętniająca liczne ofiary.
Foto: A.P.
Spektakl skłania do refleksji: kiedy, grani rzecz jasna przez aktorów, rosyjscy żołnierze mordują cywilów, gwałcą kobiety i dopuszczają się innych okrucieństw, trudno zignorować paralele. Mówią, że historia nie powinna się powtarzać, ale obrazy z tej rekonstrukcji nieuchronnie przywodzą na myśl masakrę w Buczy na Ukrainie, gdzie osiemdziesiąt lat później ten sam naród dopuścił się podobnych zbrodni.
Andrea Polanski