Wyjątkowy talent ze Śląska

18 stycznia 2026 Kultura/Edukacja

Ma zaledwie 22 lata, a już występowała na scenach Wiednia i Japonii. Miriam Powrósło to skrzypaczka o wyjątkowym talencie. Niezależnie jednak od tego, czy gra z Wiedeńską Orkiestrą Symfoniczną, czy występuje jako solistka, nigdy nie zapomniała o swoich korzeniach. Te sięgają małej śląskiej wioski Kotulin w powiecie strzeleckim. Z Manuelą Leibig rozmawiała o dyscyplinie, dziecięcych marzeniach o pięknych sukienkach oraz o tym, dlaczego wybrała skrzypce zamiast trąbki.

Mówisz bardzo dobrze po niemiecku. Czy to wynika z twojego wychowania?

Tak, należę do mniejszości niemieckiej. Jako dziecko dużo uczyłam się niemieckiego w szkole, mieliśmy dodatkowe lekcje. Ale przede wszystkim rozmawiałam po niemiecku z dziadkami. Babcia i dziadek mieszkali w tej samej wsi. Kiedy ich odwiedzałam, często mówiłam: „Babciu, może kiedyś będę chciała studiować w Wiedniu, muszę poćwiczyć niemiecki.

Miriam Powrósło
Foto: Kacper Ceglarz

Czy możemy porozmawiać?”. Opowiadała mi wiele o swojej przeszłości, o tym, jak wyglądało jej życie, gdy była młoda. Polski to oczywiście mój pierwszy język, ale bardzo zależało mi na tym, żeby dobrze opanować niemiecki. Zanim rozpoczęłam studia w Wiedniu, uczęszczałam na intensywne kursy, by móc swobodnie rozmawiać z ludźmi.

Pochodzisz z bardzo muzykalnej rodziny. Czy było oczywiste, że nauczysz się grać na jakimś instrumencie?

Oczywiście. Każdy w naszej rodzinie na czymś gra. Mama gra na pianinie, tata na puzonie, siostra na flecie, a wujek na tubie. W Kotulinie działa orkiestra dęta i niemal wszyscy w niej grają. Tata tak naprawdę chciał, żebym wybrała trąbkę albo puzon, bo wtedy pasowałabym do zespołu.

Miriam Powrósło
Foto: Kacper Ceglarz

Ale wybrałaś skrzypce. Dlaczego?

Powód był bardzo konkretny. Już w przedszkolu chodziłam na koncerty filharmonii. Byłam całkowicie oczarowana kobietami w pięknych sukienkach. Pomyślałam wtedy: „Uwielbiam te sukienki! Chcę grać na skrzypcach”. I postawiłam na swoim. Trąbka nie była dla mnie wystarczająco „dziewczęca”, chciałam instrumentu solowego. Pierwszy raz wzięłam skrzypce do rąk, gdy miałam sześć lat.

Czy od razu poczułaś pasję, czy były też trudne chwile podczas ćwiczeń?

Przez pierwsze dwa lata byłam bardzo zmotywowana. Ale w dzieciństwie nie zawsze jest łatwo. Przyszedł moment, kiedy koleżanki bawiły się na dworze albo oglądały telewizję, a ja musiałam ćwiczyć. Mama była pod tym względem bardzo konsekwentna, podobnie jak tata. Mówili: „Nie, musisz ćwiczyć”. Zaczęłam wtedy zastanawiać się, czy naprawdę chcę robić to przez całe życie. Wszystko zmieniło się, gdy miałam 13 lat. Zdałam sobie sprawę, że mam talent, ale wciąż bardzo dużo pracy przed mną. Oglądałam na YouTubie nagrania wybitnych skrzypków i nagle poczułam ogromną inspirację. Szczególnie hiszpańska skrzypaczka María Dueñas stała się dla mnie wzorem. Bardzo chciałam grać tak jak ona.

„Wiedeńskie Stowarzyszenie Muzyczne, gdzie co roku odbywa się Koncert Noworoczny, to miejsce magiczne. Kiedy po raz pierwszy wystąpiłam tam z Wiedeńską Orkiestrą Symfoniczną, spełniło się moje marzenie”.

I to pragnienie zaprowadziło cię do Wiednia?

Tak. Wiedziałam, że Wiedeń to absolutnie najlepsze miasto dla muzyków, zwłaszcza dla skrzypków. Chciałam tam studiować, choć proces rekrutacji jest bardzo trudny. Najpierw trzeba przesłać nagrania wideo. Jeśli komisja zaprosi kandydata, czeka go trzydniowy egzamin wstępny. W klasie mojego profesora jest tylko pięciu studentów – trzeba grać niezwykle precyzyjnie i mieć jasno określony cel. Udało mi się dostać i dziś studiuję u koncertmistrza Wiedeńskiej Orkiestry Symfonicznej. To było moje marzenie.

 

Miriam Powrósło
Foto: Kacper Ceglarz

Teraz sama grasz z Wiedeńską Orkiestrą Symfoniczną. Jak do tego doszło?

Złożyłam aplikację na stanowisko muzyka zastępczego. Na około dziesięć miejsc na liście zgłosiło się 148 kandydatów. Przygotowania trwają miesiącami. Przeszłam przesłuchania i od lutego 2025 roku jestem muzykiem zastępczym orkiestry. Gdy ktoś rezygnuje albo potrzebnych jest więcej muzyków, dostaję telefon lub e-mail. Czasami decyzje zapadają bardzo spontanicznie, innym razem można wszystko zaplanować z wyprzedzeniem. Wkrótce na przykład wezmę udział w projekcie z Koncertem skrzypcowym Sibeliusa.

Jak to jest stanąć na scenie w Wiedniu?

Tego nie da się opisać. Wiedeńskie Stowarzyszenie Muzyczne, gdzie co roku odbywa się Koncert Noworoczny, to miejsce absolutnie magiczne. Kiedy po raz pierwszy wystąpiłam tam z orkiestrą symfoniczną, spełniło się moje marzenie. Często wizualizuję to przed koncertem: wyobrażam sobie, że już stoję na scenie, widzę publiczność i w myślach powtarzam pierwsze nuty. To bardzo mnie uspokaja.

Wróćmy do sukienek. Czy spełniły się twoje dziecięce marzenia?

Tak, absolutnie! (śmiech). Jako solistka mogę nosić kolorowe stroje. W orkiestrze obowiązuje czerń, ale występy solowe dają znacznie więcej swobody. Kiedy zakładam te sukienki, czuję się na scenie trochę jak księżniczka.

Byłaś nawet w Japonii ze swoimi skrzypcami. Jak wspominasz ten wyjazd?

To była dwumiesięczna trasa koncertowa z „Wiener Walzer Orchester” – występowaliśmy w Osace, Tokio i Nagasaki. Graliśmy niemal codziennie. To było fantastyczne doświadczenie. Ponieważ były to koncerty karnawałowe, sukienki musiały być wyjątkowo kolorowe.

Miriam Powrósło
Foto: Kacper Ceglarz

Przy tak intensywnej pracy i podróżach – jak dbasz o formę? Gra na skrzypcach jest bardzo wymagająca fizycznie.

To bardzo ważna kwestia. Muzycy często stoją godzinami w jednej, nienaturalnej pozycji. Gdy miałam 16 lat, zmagałam się z silnymi bólami pleców. Dziś zwracam szczególną uwagę na zdrowie. Chodzę na siłownię, wzmacniam mięśnie pleców i ćwiczę jogę, żeby poprawić mobilność. Trzeba zachować równowagę. Piszę nawet pracę licencjacką o tym, jak skrzypkowie mogą unikać kontuzji i dbać o swoje zdrowie.

Poza studiami i koncertami również uczysz.

Tak, uczę gry na skrzypcach oraz języka angielskiego. Uwielbiam języki – mówię po polsku, niemiecku, angielsku i trochę po francusku. Lubię przekazywać wiedzę i pracować z ludźmi. Uczę dzieci i dorosłych, często online, co bardzo ułatwia pracę podczas podróży. Być może w przyszłości zdobędę także certyfikat umożliwiający nauczanie języka niemieckiego.

Jak często bywasz w domu, w Kotulinie?

Staram się wracać przy każdej możliwej okazji. Podczas ferii uniwersyteckich czy świąt, takich jak Boże Narodzenie albo Wszystkich Świętych, jestem w Kotulinie. Bardzo tego potrzebuję, żeby się wyciszyć. Chodzę na długie spacery, spotykam się z przyjaciółmi i cieszę się ciszą. Ale nawet tam nie potrafię całkowicie odciąć się od muzyki.

Miriam Powrósło
Foto: Kacper Ceglarz

Czy w waszym domu w Boże Narodzenie się muzykowało?

Oczywiście! To nasza tradycja. Jesteśmy własną małą rodzinną orkiestrą. Gramy kolędy, zarówno niemieckie, jak i polskie – „Cichą noc” czy „Dzwoń, dzwoneczku”. Często występujemy też w kościele przed Pasterką. To wyjątkowy czas spędzany razem.

Jesteś młoda, a świat stoi przed tobą otworem. Gdzie widzisz siebie w przyszłości – w Wiedniu, w USA, a może bliżej domu?

Życie bywa bardzo barwne i nieprzewidywalne. Najpierw chcę ukończyć licencjat, a potem studia magisterskie – mam nadzieję, że nadal w Wiedniu. Mój chłopak mieszka w USA, spędziłam tam całe lato. Na przykład Kansas ma bardzo dobrą orkiestrę symfoniczną, więc niewykluczone, że kiedyś spróbuję tam swoich sił podczas przesłuchań. Jestem otwarta na różne możliwości. Gdziekolwiek pojawi się dobra okazja, by grać w świetnej orkiestrze lub jako solistka, tam pojadę. Jedno jest pewne – skrzypce zawsze będą mi towarzyszyć.

Słowo na niedzielę wikariusza biskupiego dr Petera Tarlinskiego
Poprzedni post

Słowo na niedzielę wikariusza biskupiego dr Petera Tarlinskiego

Historia Tarnowskich Gór do odkrycia wzdłuż jednej ulicy
Następny post

Historia Tarnowskich Gór do odkrycia wzdłuż jednej ulicy

Reklama

Ostatnie wpisy autorów

Schlesien Journal