Glosa: Taniec płomieni

10 stycznia 2026 Kultura/Edukacja

Uwielbiam ogniska. Mogłabym godzinami siedzieć przy ogniu i obserwować taniec płomieni. Ogień fascynuje. W głębi naszych serc wszyscy jesteśmy trochę niespełnionymi piromanami.

Styczniowe ogniska mają w sobie wiele magii. Foto: Anna Durecka

Podtrzymywanie ognia to przecież pradawny imperatyw ludzkości, potrzeba, której nawet w dzisiejszych czasach nie potrafimy się oprzeć. Bez ognia nasi przodkowie nie przetrwaliby zimy. Bez ognia nie byłoby jedzenia, ciepła, światła ani ochrony przed dziką przyrodą.

Jeszcze wieki temu, gdy mężczyźni pracowali na polu, polowali lub zajmowali się swoimi sprawami, jednym z najważniejszych zadań kobiety było dbanie o to, aby ogień nie zgasł. Musiała regularnie dokładać drewno. Zamiast codziennie rozpalać wszystko od nowa, zostawiała żar pod warstwą popiołu, aby „odpoczywał” przez noc i budziła go ponownie rano. Dokładała suchej trawy, siana lub mchu i ponownie wzniecała ogień W ciągu dnia kobieta obserwowała i doglądała ognia.

Hestia, bogini ogniska domowego nie wzięła się z niczego

Czy więc nasza fascynacja ogniem ma wyłącznie ewolucyjne przyczyny? A może chodzi po prostu o hipnotyzujący taniec płomieni, który pobudza wyobraźnię i daje poczucie wewnętrznego spokoju, bezpieczeństwa i równowagi? Nie mam pojęcia.

Wiem jedno: ognisko na dworze w styczniu, gdy dzień wciąż zbyt szybko ustępuje nocy, jest magiczne. Daje ciepło i nadzieję, że światło wkrótce na wiele miesięcy pokona ciemność.

Rozpalcie więc w najbliższych dniach ognisko! Albo przynajmniej kilka świec, żeby przepłoszyć noworoczne ciemności.

 

 

Śląskie kobiety wychodzą z cienia
Poprzedni post

Śląskie kobiety wychodzą z cienia

Słowo na niedzielę wikariusza biskupiego dr Petera Tarlinskiego
Następny post

Słowo na niedzielę wikariusza biskupiego dr Petera Tarlinskiego

Reklama

Ostatnie wpisy autorów

Schlesien Journal