Ostróda. Dwie ważne wizyty

4 grudnia 2025 Kultura/Edukacja

Śladami przodków w starej ojczyźnie

Dzięki takim ludziom Prusy Wschodnie wciąż żyją w ludzkich sercach, choć nie ma ich już na żadnej współczesnej mapie. Kim są ci, którzy nadal odwiedzają starą ojczyznę — i dlaczego to robią?

We wrześniu Ostródę odwiedzili wyjątkowi goście. Najpierw, w pierwszej połowie miesiąca, przyjechał prof. Edgar Steiner, były wieloletni przewodniczący Wspólnoty Byłych Mieszkańców Powiatu Ostródzkiego. Dzięki jego staraniom Ostróda dwukrotnie otrzymała dotacje na remont zamku i kościoła w Glaznotach; pomógł też zebrać środki na odnowienie „Kolumny trzech cesarzy” (obecnie Kolumny Jedności Europejskiej), odbudowę ratusza oraz tablice pamiątkowe. Był również inicjatorem partnerstwa miast. Za te i inne zasługi ostródzka Rada Miasta nadała mu w 2014 r. tytuł Honorowego Obywatela Ostródy.

Prof. Edgar Steiner nie przyjechał sam — towarzyszyli mu syn i wnuk. Syn odwiedził ojczyznę ojca już po raz drugi, ale wnuk znalazł się w niej po raz pierwszy. Swoją wizytę zaczęli od Iławy, odwiecznej konkurentki Ostródy. Czy zabłądzili albo chcieli zdenerwować ostródzian?

Prof. Edgar Steiner, wieloletni przewodniczący Wspólnoty Byłych Mieszkańców Powiatu Ostródzkiego. Za swoje zasługi otrzymał w 2014 r. od Rady Miasta Ostródy tytuł Honorowego Obywatela Ostródy – na zdjęciu w środku. Od lewej: Rafał Dąbrowski – burmistrz Ostródy, oraz Henryk Hoch – przewodniczący Ostródzkiego Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej „Jodły”.

Nic podobnego. Prof. Steiner urodził się w Iławie, a na jednym z podiławkich cmentarzy spoczywają jego przodkowie — chciał więc odwiedzić ich groby. Wychował się w Ostródzie: tu uczęszczał do Jahnschule (obecnie Szkoła Podstawowa nr 1) oraz do Kaiser-Wilhelm-Gymnasium (obecnie LO nr 1). Do dziś czuje się ostródzianinem, choć całe dorosłe życie mieszkał w Berlinie.

 

Pokazał synowi i wnukowi miejsca, które powstały lub odnowiono dzięki jego wsparciu, a także rodzinny dom przy obecnej ul. Kościuszki. Spotkał się z burmistrzem Rafałem Dąbrowskim, odwiedził siedzibę stowarzyszenia niemieckiego „Jodły” i wybrał się na wycieczkę do Olsztynka. Jak sam przyznał, tydzień minął mu bardzo intensywnie — mimo że ma już 92 lata.

Prof. Edgar Steiner nie przyjechał sam — towarzyszyli mu syn i wnuk. Syn odwiedził ojczyznę ojca już po raz drugi, ale wnuk znalazł się w niej po raz pierwszy. Swoją wizytę zaczęli od Iławy, odwiecznej konkurentki Ostródy. Czy zabłądzili albo chcieli zdenerwować ostródzian?

Tydzień później, również na tygodniową wizytę, przyjechali do Ostródy członkowie rodziny zasłużonej zarówno dla miasta, jak i dla Kanału Elbląskiego. Był to Helmut Tezlaw, wnuk Adolfa Tezlawa — założyciela żeglugi pasażerskiej na kanale. Towarzyszyło mu dwóch synów; jeden z nich przyjechał z żoną i dwiema małymi córkami. Nietrudno się domyślić, że to właśnie kanał interesował ich najbardziej.

Zwiedzili pochylnie w Buczyńcu oraz Muzeum Kanału Elbląskiego, w którym jednym z eksponatów jest dzwon ze statku „Seerose”, należącego niegdyś do ich przodka. Odwiedzili również grób Adolfa Tezlawa i jego żony, o który opiekuje się stowarzyszenie „Jodły”. Spotkali się także z dyrektorem Żeglugi Ostródzkiej, Cezarym Wawrzyńskim — wielkim miłośnikiem i znawcą kanału, autorem kilku książek na jego temat.
Na podwórzu Żeglugi czekała na nich miła niespodzianka: przygotowywany do remontu statek „Heini”, ostatnia pływająca jednostka Adolfa Tezlawa. Za dwa lata ma stanąć jako pomnik. Rodzina odbyła również spacer ulicą Alfreda Tezlawa i ponownie zajrzała do siedziby „Jodeł”. Przy okazji odwiedzili też Gdańsk i Olsztynek.

Kilka lat wcześniej w Ostródzie przebywał również Dietmar Langner — wnuk Adolfa Tezlawa ze strony córki.

Przewodnikiem obu rodzin był Henryk Hoch, przewodniczący stowarzyszenia „Jodły” oraz Związku Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur.

— Cieszą nas wizyty naszych ziomków albo ich potomków. To znak, że interesują się przeszłością i swoimi korzeniami, czerpią z tego poczucie własnej wartości i zachowują ciągłość historyczną. Dzięki takim ludziom wiem, że daleko w Niemczech Prusy Wschodnie wciąż żyją w ludzkich sercach, choć nie ma ich już na żadnej współczesnej mapie — dzieli się refleksją Henryk Hoch.

Tydzień w DFK
Poprzedni post

Tydzień w DFK

„Moje niemieckie Boże Narodzenie”
Następny post

„Moje niemieckie Boże Narodzenie”

Reklama

Ostatnie wpisy autorów

Schlesien Journal