Merz się nie cofnie!
Kanclerz Niemiec Friedrich Merz wywołał w tym tygodniu gorącą debatę, twierdząc, że utrzymana zostanie zaostrzona polityka migracyjna jego rządu. Co więcej, polityka ta nadal będzie ukierunkowana przede wszystkim na walkę z nielegalną migracją.
Friedrich Merz do swojej wypowiedzi dodał jednak zdanie, które podgrzało emocje, mówiąc: „Mamy problem w krajobrazie miejskim i dlatego minister spraw wewnętrznych pracuje obecnie nad umożliwieniem i przeprowadzeniem deportacji na bardzo dużą skalę”. Wielu uznało to za przejaw dyskryminacji. Krytycy z opozycyjnych partii Zielonych i Lewicy, a także ze współrządzącej SPD wręcz oskarżyli Friedricha Merza o podsycanie uprzedzeń i pogłębianie podziałów społecznych.
„Zapytajcie córki”
20 października w siedzibie CDU w Berlinie kanclerz odpowiadał na pytania w tej sprawie. Dziennikarze zadali ich wiele. M.in. zapytali, co kanclerz Niemiec sądzi o krytyce, czy chciałby odwołać tamte słowa albo kogoś przeprosić. Czy musi przeprosić migrantów w Niemczech? Słysząc to ostatnie pytanie, Friedrich Merz spojrzał na pytającego z uśmiechem i odpowiedział: „Nie wiem, czy ma pan dzieci. A jeśli ma pan dzieci i wśród nich są córki, to proszę zapytać córki. Podejrzewam, że otrzyma pan dość jasną i jednoznaczną odpowiedź. A zatem nie mam nic do odwołania! Przeciwnie – i to podkreślam – musimy tu coś zmienić. Nad tym pracuje minister spraw wewnętrznych i będziemy to wdrażać”. Na koniec, po kolejnych pytaniach, szef niemieckiego rządu powtórzył: „Wielu mówi to samo, ocenia i osądza, a ja jeszcze raz mówię: zapytajcie swoje dzieci. Zapytajcie swoje córki. Zapytajcie znajomych i krewnych. Wszyscy potwierdzą, że to problem. Najpóźniej od zapadnięcia zmierzchu”.
Kanclerz się nie cofnie
W tym miejscu należy podkreślić, że kanclerzowi Republiki Federalnej Niemiec chodzi przede wszystkim o to, że w niemieckich miastach jest bardzo poważny, stale rosnący problem z przestępczością, nękaniem i napaściami na tle seksualnym. Problem ze śmieciami i zaniedbaniem – zwłaszcza po zmroku. Jeśli zatem Friedrich Merz – jak sam twierdzi – nie ma w tej kwestii nic do odwołania, to można wywnioskować, że jego zdaniem w dużej mierze winni za te warunki są migranci i uchodźcy. W końcu zmniejszenie liczby uchodźców to właśnie polityka, którą minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrindt z bawarskiej chadecji CSU ma realizować w imieniu kanclerza.
Czy zatem Niemcy rzeczywiście mają aż tak poważny problem ze wzrostem przestępczości? Kwestie bezpieczeństwa w niemieckich miastach badała we wrześniu bieżącego roku Deutsche Welle. Jakie wnioski zdobyła?
Niebezpieczne dworce
Wyniki jasno wskazują, że najniebezpieczniejsze są obecnie okolice głównych dworców kolejowych. Szczególnie negatywnym przykładem stał się dworzec główny we Frankfurcie nad Menem, gdzie od dawna bardzo widoczny jest problem kradzieży i prostytucji. Prostytucja z kolei doprowadziła do przemocy i przestępczości narkotykowej, ale… istnieją też inne, odizolowane obszary o bardzo wysokim wskaźniku przestępczości, takie jak np. parki.
„Podobnie jak w wielu innych krajach, przestępczość w Niemczech jest wyższa w miastach niż na obszarach wiejskich”
Z badania wynika też, że podobnie jak w wielu innych krajach, przestępczość w Niemczech jest wyższa w miastach niż na obszarach wiejskich. Oficjalne statystyki Federalnego Urzędu Kryminalnego (BKA) pokazują, że w 2024 roku na 100 tys. Niemców w wieku od ośmiu lat przestępstwa popełniło 1 878, podczas gdy wśród osób z pochodzeniem migracyjnym liczba ta wyniosła 5 091. BKA dodaje, że za wyższy odsetek odpowiada przede wszystkim grupa młodych uchodźców płci męskiej, często pochodzących z obszarów konfliktów wojennych.
Czy jednak ten argument może być usprawiedliwieniem popełnianych okrutnych przestępstw, częstokroć na bezbronnych kobietach?