„Obchodzimy teraz 35-lecie odrodzenia Niemców w tym regionie.“

15 października 2025 Polityka

Wywiad z Berndem Fabritiusem dla Wochenblatt

W maju tego roku Bernd Fabritius został ponownie mianowany pełnomocnikiem rządu federalnego do spraw przesiedleńców i mniejszości narodowych. W tej roli odpowiada nie tylko za mniejszości narodowe w Niemczech, ale także za mniejszości niemieckie za granicą. Do niedawna Fabritius pełnił również funkcję przewodniczącego Związku Wypędzonych (BdV). Z Mauro Oliveirą rozmawiał o swoim odejściu z BdV oraz o rozszerzeniu zakresu obowiązków jako pełnomocnika rządu federalnego.

Od maja ponownie pełni Pan funkcję pełnomocnika rządu federalnego ds. przesiedleńców i mniejszości narodowych. Zajmował Pan to stanowisko już w latach 2018-2022. Czy udało się Panu bezproblemowo nawiązać do swojej pierwszej kadencji? Co zmieniło się od 2022 roku?

Z jednej strony, mogłem bezproblemowo wznowić pracę na tym stanowisku, ponieważ sprawy nurtujące grupy, za które odpowiadam, pozostały podobne lub takie same. Chodzi o to, że mniejszości autochtoniczne w państwach, które wcześniej należały do ​​socjalistycznej i komunistycznej strefy wpływów, powinny dziś nadal pielęgnować swoją tożsamość. Chodzi więc właśnie o sprawy mniejszości narodowych w różnych krajach.

W samej Polsce wiele się zmieniło. Pamiętam koniec mojej poprzedniej kadencji. W tamtym czasie w Polsce mieliśmy problem konkretnej etnicznej dyskryminacji mniejszości niemieckiej w postaci ograniczenia nauczania języka ojczystego. To był frontalny atak na tożsamość samej mniejszości, biorąc pod uwagę, że język ojczysty jest prawdopodobnie najważniejszym elementem tożsamości kulturowej. Na szczęście to się od tamtej pory zmieniło.

Bardzo się cieszę, że nowy polski rząd to skorygował.

Dostrzegam teraz różnicę, oczywiście, że mniejszości, a także szkolnictwo publiczne stoją przed problemem odbudowy strukturalnie uszkodzonego systemu wzmacniania języka ojczystego. A kiedy nauczyciele odchodzą i szukają nowych stanowisk, bo państwo pozbawia ich pełnionych zadań, odbudowa tego systemu jest bardzo, bardzo trudna.

Widzę też mniejszość, która doskonale poradziła sobie z tą fazą przejściową, tą negatywną fazą przejściową, dzięki własnym wysiłkom i wsparciu Niemiec. Widzę mniejszość, która wiele osiągnęła i obecnie konsoliduje się w tym obszarze. To dla mnie nowe zadanie bądź nowa sytuacja i cieszę się, że mogę to kontynuować.

Jakie są możliwości odbudowy tego uszkodzonego systemu? Co należy zrobić, aby go przywrócić?

To oczywiście pytanie skierowane do polskiego systemu, ponieważ dotyczy nauczania w szkołach publicznych. Moim zdaniem Polska musi dołożyć wszelkich starań, aby przywrócić nauczanie w języku ojczystym w szkołach publicznych.

Podczas swojej wizyty w Opolu Bernd Fabritius spotkał się także z przedstawicielkami i przedstawicielami młodzieżowej organizacji BJDM.
Foto: Manuela Leibig

To z pewnością wyzwanie, które Polska może rozwiązać – ale także we współpracy z Republiką Federalną Niemiec. Będziemy oczywiście nadal rozważać kwestię alternatywnych rozwiązań.

Uważam, że konieczne jest podjęcie szerokiego spektrum działań. Mam nadzieję, że wkrótce powrócimy do pozytywnych sytuacji, które istniały przed tą dyskryminacją ze strony państwa.

Do wczoraj był Pan przewodniczącym Związku Wypędzonych (BdV). Po prawie jedenastu latach zrezygnował Pan z pełnienia tej funkcji. Jak się Pan czuje z powodu odejścia z tego stanowiska?

To skomplikowane pytanie.

Ustępuję z tego stanowiska z wdzięcznością za to, co okazało się możliwe, z nadzieją na bardzo pozytywną, konstruktywną kontynuację, ale także z odrobiną melancholii. Wdzięczność, nadzieja, pewność siebie i melancholia – to cztery słowa, którymi bym to podsumował.

Zacznę od ostatniego pojęcie, aby go może trochę skonkretyzować. Melancholia dlatego, że moje zaangażowanie w te sprawy było, jest i pozostaje sprawą bliską mojemu sercu. Melancholia, bo praktycznie dorastałem z BdV.

„Mogę więc powiedzieć, że rozwijałem się w tej pracy przez niemal kilka dekad. Była i pozostaje częścią mojego życia.“

Już na przełomie wieków byłem zaangażowany w działalność stowarzyszeń Sasów Siedmiogrodzkich. Następnie stosunkowo szybko zaangażowałem się we współpracę z oddziałem krajowym BdV w Bawarii, działając na rzecz całej grupy niemieckich wypędzonych, przesiedleńców i późnych repatriantów oraz mniejszości niemieckich we wszystkich państwach, w których obecnie zamieszkują jako rdzenni mieszkańcy. Ze stowarzyszenia krajowego zostałem stosunkowo szybko wybrany do zarządu federalnego, najpierw jako asesor, a następnie jako wiceprzewodniczący.

Mogę więc powiedzieć, że rozwijałem się w tej pracy przez niemal kilka dekad. Była i pozostaje częścią mojego życia. A teraz, wiedząc od wczoraj, że możliwe jest przekazanie pałeczki, praca w BdV z pewnością będzie kontynuowana jak dotychczas, ale beze mnie, to trochę nowe uczucie. Określiłbym to jako melancholię.

Jeśli wspomniałem o wdzięczności jako pierwszym punkcie, to jest to wdzięczność za to, że przez te wszystkie długie lata – nie tylko jedenaście lat, kiedy byłem przewodniczącym, lecz także lata poprzedzające, kiedy to byłem wiceprzewodniczącym – ​​zawsze mogłem polegać na tym, że niezmiennie czułem, iż heterogeniczna grupa wypędzonych, przesiedleńców i późnych repatriantów oraz mniejszości niemieckich była rodziną. Proszę sobie wyobrazić, że wszyscy wypędzeni, przesiedleńcy, późni repatrianci oraz mniejszości niemieckie są tak samo heterogeniczni, jak ich regiony pochodzenia. I nie można porównywać Polski z Siedmiogrodem ani Siedmiogrodu z Kazachstanem czy Syberią.

I dlatego jestem wdzięczny za świadomość, że cała grupa ludzi, w oparciu o Kartę [Wypędzonych] jako prawo podstawowe, zawsze angażowała się w tym samym duchu, w jakim ja to odczuwałem: proeuropejskim, budującym mosty, rozumiejącym i opierającym się na perspektywie, że wypędzeni – w tym przesiedleńcy i późni repatrianci – oraz ci, którzy pozostali w ojczyźnie, czyli nasi rodacy, którzy również w Polsce nadal czują się jak u siebie, stanowią w istocie jedną wspólnotę.

Są dwie strony tego samego medalu. Obie strony noszą w sobie losy wojny, zarówno wypędzeni, jak i ci, którzy pozostali w izolacji jako mniejszość. Połączenie tego wszystkiego jest wyzwaniem, gdzie potrzebne jest poczucie rodziny: wdzięczność za to.

Podczas swojej wizyty w Opolu Bernd Fabritius spotkał się także z przedstawicielkami i przedstawicielami młodzieżowej organizacji BJDM.
Foto: VdG

Ufność – użyłem tego terminu również. Ufność należy rozumieć w tym sensie, że tę pracę można kontynuować w przyszłości w tym samym duchu i z tą samą akceptacją, zarówno w społeczeństwie niemieckim, jak i w regionach pochodzenia.

Pamiętam komentarz, który ukazał się w polskiej prasie w tygodniach bezpośrednio po moim wyborze. Stwierdzono w nim: „Fabritius nie nadaje się na straszaka”. Być może był to sposób na zdystansowanie się od mojej poprzedniczki, który została zinstrumentalizowana jako straszak.

Byłem bardzo zadowolony – i to również napawa optymizmem – że zarówno kwestia wypędzonych, jak i tych, którzy pozostali w ojczyźnie, nie będzie już wykorzystywana do celów polityki wewnętrznej we wszystkich krajach. Mam nadzieję, że ten optymizm okaże się autentyczny. Dlatego też mam również nadzieję, że praca polsko-niemieckiego Okrągłego Stołu, kiedy omawiam ten temat, stanie się o wiele bardziej naturalna właśnie dzięki temu nowemu położeniu zarówno wypędzonych, jak i tych, którzy pozostali w ojczyźnie, a duch polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy będzie mógł być w przyszłości realizowany znacznie lepiej i z dużo mniejszą liczbą problemów.

Obecnie obowiązuje dekret organizacyjny kanclerza federalnego, w ramach którego otrzymuje Pan dodatkowe zadania i kompetencje jako pełnomocnik. Odpowiada Pan teraz także za „kulturę i historię Niemców w Europie Wschodniej, w tym za Fundację Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie oraz promocję kulturalną mniejszości autochtonicznych”, a także za „stosunki kulturalne, społeczne i medialne względem mniejszości niemieckich za granicą”. Jakie konkretne zadania i czynności się z tym wiążą?

Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie szybko, ale potrafię odpowiedzieć dobrze, ponieważ to także BdV opowiadał się za tymi zmianami w organizacji rządu federalnego.

Nowe zadanie skupia się na realizacji zadań państwa wynikających z art. 96 BVFG [Ustawa o sprawach wypędzonych i uchodźców], tj.: reprezentowania kultury i historii niemieckich wypędzonych, w tym mniejszości niemieckiej, która pozostała na swoich terenach. A kiedy mówię „reprezentować”, tak naprawdę muszę wymienić trzy obszary. Jeśli spojrzymy na § 96 – powinniśmy to robić raz w miesiącu, abyśmy wiedzieli, jaka jest w nim cała treść – to wiemy, że kultura i historia wysiedleńców, ale także obszarów rodzimych, znajdują się w [1.] świadomości samej grupy ludzi, tj. w świadomości wypędzonych, a także tych, którzy pozostają w ojczyźnie, następny krok [2.]: w świadomości całego społeczeństwa niemieckiego i krok trzeci [3.]: w samych obszarach pochodzenia, zakotwicza, promuje, wzmacnia i niesie w przyszłość. Widać jak szerokie jest to portfolio. W samych Niemczech w całym kraju istnieje prawie 20 instytutów naukowych, które się tym zajmują.

„Są dwie strony tego samego medalu. Obie strony noszą w sobie losy wojny, zarówno wypędzeni, jak i ci, którzy pozostali w izolacji jako mniejszość.“

Ale jest też kulturalna praca samoorganizacji, [tj.] nosicieli kultury – kultura, o której mówimy, nie umarła, bowiem są nosiciele tej kultury, którzy wciąż tam są. Wszystko to należy promować i dalej rozwijać.

Nie chodzi o zrobienie z czegoś muzeum, co dla mnie tak naprawdę oznacza zachowanie tego w stanie takim, jakim jest. Inni mówią prowokacyjnie „uśmiercić”.

Muzealizowanie oznacza niekontynuowanie żywego przetrwania kultury. I jedno i drugie jest konieczne. Jest to nowe zadanie, które w mojej ocenie stanowi jeden z najważniejszych obszarów działania na rzecz utrwalania tożsamości kulturowej danej grupy osób.

Moim zdaniem promowanie kultury jest najważniejszą dźwignią sygnalizowania grupie ludzi: po pierwsze, oczywiście, że należycie do nas, po drugie, wasza kultura, wasza istota jest częścią ogólnoniemieckiego dziedzictwa kulturowego i powinna być przekazywana dalej. I [po trzecie] oczywiście należycie do Europy, do Europy zbudowanej na podstawowych ideach Karty, w sensie współistnienia, wspólnego wzrastania i utrzymywania własnej tożsamości kulturowej. Tam też trzeba go zakotwiczyć.

A połączenie kompetencji z Ministerstwa Spraw Zagranicznych, o których też Pan wspomniał, a gdzie promocja mniejszości niemieckich była zakotwiczona w relacjach z mediami, należy do dokładnie tego samego kontekstu.

Wszystko to właściwie ze sobą współgra. Należy to reprezentować w sposób skoordynowany, ponieważ działa razem. I właśnie dlatego, po pierwsze, było to ważne, a po drugie, dlatego zdecydowałem się zrezygnować z funkcji przewodniczącego BdV – ponieważ to nowe, bardziej wszechstronne portfolio pełnomocnika nie pozwala na dodatkową pracę.

Bernd Fabritius besuchte in Oppeln unter anderem die Gala zur Feier des 35-jährigen Bestehens der SKGD im Oppelner Schlesien. Er besichtigte außerdem die Ausstellung im Dokumentations- und Ausstellungszentrum der Deutschen in Polen.
Foto: Manuela Leibig

A przecież ani funkcja przewodniczącego BdV nie jest dodatkowym zajęciem, ani też funkcja pełnomocnika nie może takowym być. Co więcej, obie funkcje faktycznie wymagają 150% zaangażowania. A moim zamiarem jest kontynuowanie obowiązków pełnomocnika federalnego ze 150-procentowym zaangażowaniem.

Na koniec może chciałbym nieco poszerzyć perspektywę, co częściowo już Pan przewidział. W tym roku obchodzimy 35-lecie TSKN na Śląsku Opolskim – a jutro w Gogolinie odbędzie się gala z tej okazji. Jednocześnie minęło 35 lat od zjednoczenia Niemiec. W ciągu tych 35 lat integracja Europy poczyniła ogromne postępy. Jak mniejszość niemiecka radzi sobie w Europie? Co jeszcze można zrobić, być może na szczeblu europejskim?

Jestem niesamowicie szczęśliwy, że wraz z upadkiem żelaznej kurtyny oraz historycznym i politycznym otwarciem państw i regionów pochodzenia mniejszości niemieckich, stało się możliwe dla mniejszości kultywowanie własnego istnienia jako mniejszość bądź swojej tożsamości kulturowej. Wystarczy pomyśleć o tym, że używanie języka niemieckiego było w tym regionie również zakazane aż do przełomu ustrojowego.

A kiedy świętujemy 35-lecie TSKN w Opolu, tak naprawdę świętujemy urodziny mniejszości w jej zaakceptowanej formie.

Na Śląsku nie dało się żyć kulturą śląską. Właśnie odwiedziłem to centrum dokumentacyjne [Centrum Dokumentacyjno-Wystawiennicze Niemców w Polsce]: Kiedy widzę, jakie były trudności nawet w latach 1990 i 1991, tj. kiedy powstał TSKN, a także kiedy powstało całe stowarzyszenie [VdG], to ludzie wtedy mówili: „Nie potrzebujemy żadnych lokalnych stowarzyszeń, w Polsce nie ma już Niemców. Swego czasu zostali wysiedleni” – nie mówiono wtedy w ogóle o wypędzeniu, lecz o wysiedleniu – „i ten proces wysiedlenia został wówczas całkowicie zakończony, w Polsce nie ma już Niemców”.

Tak więc negowanie istnienia mniejszości odeszło powoli dopiero po roku 1991 czy 1990. I kiedy wracam myślami do mszy w Krzyżowej [12 listopada 1989 r.] i wystąpienia kanclerza Helmuta Kohla, był to sygnał wyjściowy, który dał mniejszości niemieckiej w Polsce pewność siebie i prawo do istnienia jako mniejszość. Jest to wyzwanie, z którym można uporać się jedynie stopniowo. A kiedy świętujemy 35-lecie TSKN w Opolu, tak naprawdę świętujemy urodziny mniejszości w jej zaakceptowanej formie. Muszę to powiedzieć, bo oczywiście nie jest to nowa mniejszość ani nowa społeczność. Ślązacy tu w regionie to mniejszość autochtoniczna, która żyła tu od zawsze. I dlatego nie można powiedzieć, że istnieje dopiero od 35 lat. Nie, istnieją od wieków. Ale był okres powojenny, kiedy ją zanegowano i ludziom nie pozwolono tak żyć. A teraz, że tak powiem, świętujemy 35 lat odrodzenia się Niemców w tym regionie.

Tekst stanowi skróconą wersję wywiadu.

Dołącz do chóru!
Poprzedni post

Dołącz do chóru!

Tydzień w DFK
Następny post

Tydzień w DFK

Reklama

Schlesien Journal