O komiku Ludwigu Manfredzie Lommelu
Humor to śmiech mimo wszystko – i na szczęście Ludwig Manfred Lommel, urodzony w Jaworze w 1891 roku, miał go pod dostatkiem. To właśnie poczucie humoru – obok talentu aktorskiego – było jego kapitałem, który udało mu się „ocalić” podczas dwóch wojen światowych. I który, być może, uratował także jego samego.
Gdyby posłuchał ojca, jego życie potoczyłoby się zapewne zupełnie inaczej – i niemal na pewno miałby mniej powodów do śmiechu. Lommel senior był właścicielem fabryki sukna w Nowym Kościele i było dla niego oczywiste, że jego syn Ludwig pewnego dnia przejmie rodzinny interes. Z tego powodu wysłał go do Bremy, by uczył się fachu od zaprzyjaźnionego kupca.
Teatr zamiast fabryki sukna
Czas spędzony w Bremie – jak Lommel przyznał kiedyś dziennikarzom – rzeczywiście ukształtował jego karierę, choć nie w sposób, jakiego oczekiwał ojciec. Syn właściciela fabryki interesował się bowiem nie tyle wełną i suknem, co teatrem. Według własnych relacji był „najpierw przed, potem za kulisami”, a ostatecznie „jako student specjalizujący się w młodzieżowym komizmie – na deskach świata”.
Ojciec ściągnął go z tych desek i wysłał do Londynu. Tam również nie zapałał jednak miłością do handlu suknem – za to jego pasja do aktorstwa jeszcze bardziej się umocniła.
W 1910 roku Lommel wstąpił do wojska, następnie pracował jako przedstawiciel handlowy, a w 1914 roku został powołany jako oficer i wysłany na front wschodni. Dzięki talentowi oratorskiemu zabawiał towarzyszy broni i pomagał im przetrwać trudne chwile swoimi występami. Po wojnie, będąc już ojcem dwójki dzieci, nadal nie posiadał formalnych kwalifikacji. Po upadku firmy ojca i ograniczonych możliwościach pracy w handlu, Lommel postanowił zainwestować resztki oszczędności w to, co potrafił najlepiej – rozśmieszanie ludzi. Wyruszył w podróż od wioski do wioski, zachwycając publiczność występami solowymi.
O początkach swojej kariery scenicznej pisał: „Byłem swoim własnym plakaciarzem, sprzedawcą biletów i bileterem, kurtynowym i – rzecz jasna – recytatorem”.
Przełom dzięki „Breslauer Funkstunde”
Wkrótce po występach w wioskach nad Bobrem i Kaczawą, otrzymał kolejne angaże – w kurortach hrabstwa kłodzkiego i we Wrocławiu. Przełomem dla jego kariery było odkrycie przez wrocławskiego dyrektora radiowego Friedricha Bischoffa, który zaprosił go do „Schlesische Funkstunde”.

Lommel war ein Verwandlungskünstler und sprach alle Charaktere aus Runxendorf selbst.
Fotoalbum, Sammlung HAUS SCHLESIEN
W 1924 roku Lommel po raz pierwszy wystąpił przed mikrofonem, a już rok później Bischoff zaproponował mu autorski program: „Runxendorfer Welle 0.5”. W fikcyjnym mieście Runxendorf mieszkali Paul i Pauline Neugebauerowie – postacie, którym Lommel użyczał głosu w licznych skeczach. Sam odgrywał też aż dziesięć innych ról, włącznie z efektami dźwiękowymi. Paul i Pauline zyskiwali coraz większą popularność z każdym odcinkiem.
Wraz z dojściem nazistów do władzy w 1933 roku zakończyła się emisja „Schlesische Funkstunde”, a tym samym i „Sender Runxendorf”. Początkowo nie zaszkodziło to karierze Lommela – historie z Runxendorfu ukazywały się również na płytach. Komik pisał też powieści i wydał książkę Das lustige Lommel-Buch und Lache mit Lommel. Występował także w kilku filmach krótkometrażowych i trzech pełnometrażowych, w tym Hahn im Korb.
W czasie II wojny światowej Lommel, mieszkający wówczas w Berlinie, został przydzielony do zapewniania rozrywki żołnierzom. Do czynnej służby nie został powołany. Ostatni rok wojny spędził na wschód od Frankfurtu nad Odrą, skąd – podobnie jak miliony Niemców – uciekł w 1945 roku.
Symbol tożsamości wypędzonych Ślązaków
Po wojnie Lommel ponownie występował na małych scenach, ale wkrótce powrócił do radia z programem „Sender Runxendorf”. Znaczna część jego dochodów trafiała do założonej przez niego organizacji charytatywnej Lommel-Hilfswerk, która wspierała wypędzonych.
W 1956 roku został odznaczony Federalnym Krzyżem Zasługi za zaangażowanie na rzecz inwalidów wojennych i wysiedleńców.
Nie tylko udzielał wsparcia finansowego, ale też starał się pokrzepiać wypędzonych swoimi występami. Dla wielu Ślązaków pozbawionych ojczyzny stał się symbolem tożsamości. Jego książki były wielokrotnie wznawiane i trafiały niemal do każdej śląskiej biblioteczki, a jego skecze emitowano w różnych stacjach radiowych i wydawano na płytach.
Lommel chciał również budować mosty między mieszkańcami a wypędzonymi. Udało mu się to tylko częściowo. Przede wszystkim jego rodacy chcieli go słuchać i oglądać. Ugruntowane społeczeństwo zachodnioniemieckie postrzegało go raczej jako część problemu wypędzonych niż jako artystę o wybitnym talencie komediowym.
Swoim humorem Lommel chciał również budować mosty między mieszkańcami a wypędzonymi. Udało mu się to tylko częściowo. To przede wszystkim jego rodacy chcieli go widzieć i słyszeć. Ugruntowane społeczeństwo zachodnioniemieckie postrzegało go raczej jako część problemu wypędzonych niż doceniało jego talent komediowy.
Jednak dla Lommela ważniejsze niż własny sukces było to, by dać swoim rodakom cząstkę ojczyzny. Jego poczucie humoru – którego na szczęście nie stracił mimo wojny i ucieczki – zapewniło mu nie tylko utrzymanie (jako jednoosobowa instytucja szybko wrócił do pracy), lecz także pomogło znosić ciosy losu.
W ten sposób pomagał nie tylko sobie, ale i innym. Działał zgodnie z duchem swojego rodaka Otto Juliusa Bierbauma (1865–1910), który powiedział kiedyś: „Humor to śmiech mimo wszystko.”
Ludwig Manfred Lommel zmarł we wrześniu 1962 roku po występie w Bad Nauheim. Jego biografia oraz historie trzech innych śląskich artystów zostały przedstawione na wystawie „Artyści przetrwania. Czterech artystów, dwa pokolenia, jeden los: wojna i utrata ojczyzny w 1945 roku” prezentowanej w HAUS SCHLESIEN. Ekspozycja opowiada o śladach, jakie wojna, ucieczka i wypędzenie w 1945 roku pozostawiły w ich życiu.
Silke Findeisen
Schlesien heute