Niepokonani
Ten finał Eurobasketu zostanie zapamiętany na długo. Starcie dwóch niepokonanych drużyn, w którym prowadzenie przechodziło z rąk do rąk. Ostatecznie zwyciężyła drużyna, bardziej doświadczona. Mająca w składzie lidera, który nie tylko nie bał się wziąć na siebie odpowiedzialności, ale przede wszystkim wykonał swoje zadanie.
Przydomek reprezentacji Turcji to “12 Dev Adam” czyli 12 Gigantów i trzeba przyznać, że biorą go dosłownie, bo pod względem warunków fizycznych ta ekipa prezentowała się znakomicie. I chciała swoje przewagi wykorzystać od razu, rzucając się na reprezentację Niemiec od pierwszego rzutu sędziowskiego. Taktyka okazała się słuszna, bo na początku meczu objęła prowadzenie 13:2, a w drugiej kwarcie także odskoczyła na 8 “oczek”.
Agresywni giganci
Problemem Turcji była chyba jednak zbyt duża koncentracja na jednej osobie. Alperen Sengun z pewnością jest gwiazdą światowego formatu i potwierdził to w finale (28 punktów), ale… No właśnie jest “ale”, bo to on w końcówce meczu zdecydował się na dość nieodpowiedzialny rzut zza łuku. Do tego w momencie, kiedy siadał na ławce (a z powodu fauli, było tego odpoczynku więcej), to drużyna grała praktycznie w osłabieniu (zwłaszcza w ataku).
Niemcy mieli w swoich szeregach lidera, który nie tylko nie bał się wziąć na siebie odpowiedzialności, ale przede wszystkim wykonał swoje zadanie.
Jednak pisanie o Turcji, jako drużynie jednego zawodnika, to przesada. Wystarczy dodać, że Cedi Osman (23 punkty w finale) został wybrany do Drugiej Piątki Turnieju, a trener Ergin Ataman otrzymał nagrodę Trenera Turnieju. Turcja była drużyną z centralnym punktem i zawodnikami, którzy sprawnie i efektywnie krążyli wokół niego. Nie bez powodu dotarli do finału z kompletem wygranych.
Doświadczenie ma znaczenie
Ostatnio pisaliśmy, że największą siłą reprezentacji Niemiec jest drużyna. Oczywiście ma w swoim składzie gwiazdy NBA czy Euroligi. Jest jednak jeszcze jeden fakt, a raczej atut naszej ekipy. Jest nim doświadczenie. Przecież to drużyna, która dotarła do półfinału czterech ostatnich turniejów mistrzowskich (tylko IO w Paryżu ukończyła bez medalu). Drużyna, która nie boi się trudności i prze do wyznaczonego celu.
Widać to było także w tym turnieju. Mecze 1/8 finału, ćwierćfinał i finał miały podobny przebieg. Strata punktów na starcie, porażka do przerwy i ostatecznie wygrana. Tak wyglądał właśnie ten pojedynek w finale. Co z tego, że Turcy zaczęli od 13-2, kiedy po chwili już prowadzili. Także kolejne serie rywala były dość szybko niwelowane. Jednak to co wydarzyło się w końcówce skumulowało wszystko co najlepsze. Piłkę wziął w ręce nasz kapitan i załatwił sprawę. Dennis Schröder zdobył 6 ostatnich punktów w meczu i zapewnił drużynie złoty medal.
– Wszyscy wykonali swoją pracę. To są chwile, kiedy czujesz, że żyjesz. Na to czekam każdego dnia. Nie zagrałem dobrego meczu w pierwszej połowie, ale wszyscy moi koledzy z drużyny walczyli. Na koniec, kiedy to było ważne, wziąłem piłkę i zrobiłem, to co musiałem. Udało się. Pierwsze dwie, trzy kwarty nie były optymalne, ale dobrze mi poszło w czwartej kwarcie i całej drużynie też. Po MŚ 2019 były trudne czasy. Jednak zbudowaliśmy coś z tego. Gordon Herbert uczynił mnie kapitanem, a ja pilnowałem by wszyscy pamiętali, że pracujemy nad ostatecznym celem. I są nim złote medale – Dennis Schröder, kapitan reprezentacji i MVP turnieju.
Podkreślając jak ważna jest drużyna, postanowiliśmy oddać miejsce każdemu z niemieckich zawodników i napisać coś o każdym z nich.
Dennis Schroder
(9 m; 29,3 min; 20,3 pkt; 3,4 zb; 7,2 as)
MVP turnieju i tu w zasadzie moglibyśmy zakończyć opis, bo to jak grał cały turniej zasługuje na ogromne brawa. Przejmował grę wtedy kiedy było to potrzebne, najczęściej asystując innym, ale kiedy było to potrzebne sam zdobywał punkty. Kapitan, lider w pełnym znaczeniu tych słów.
Franz Wagner
(9 m; 26,9 min; 20,8 pkt; 5,9 zb; 3,4 as)
Najlepszy strzelec drużyny, ale to nie ofensywa zdefiniowała jego występ na turnieju. Punktów spodziewali się wszyscy, ale momenty, kiedy powstrzymywał gwiazdy przeciwnika były imponujące. Zasłużona nominacja do Pierwszej Piątki Turnieju.
Isaac Bonga
(9 m; 23,1 min; 9,9 pkt; 4,3 zb; 2,1 as)
MVP finałowego meczu, w którym zdobył najwięcej (20) punktów w niemieckiej drużynie. Niesamowicie dziurawił kosz zza łuku (zresztą jak w całym turnieju), ale to nie było jego główne zadanie. To on zatrzymywał największe gwiazdy, bo zaowocowało (zasłużenie) tytułem Najlepszego Defensora Turnieju.
Andreas Obst
(9 m; 22,9 min; 9,0 pkt; 1,9 zb; 1,2 as)
Zawodnik do zadań specjalnych czyli przełamywania obrony rywali. Nie robił tego efektownymi wejściami na kosz, tylko dzięki znakomitym rzutom “za 3”. Tylko 5 razy w całym turnieju rzucał bliżej niż zza łuku, a jego dystansowe próby często podrywały drużynę do walki, tak jak w finale, kiedy trafił 3 z 4 prób, a każda była równie trudna co zaskakująca.
Daniel Theis
(9 m; 19,7 min; 10,2 pkt; 6,4 zb; 0,9 as)
Najbardziej doświadczony zawodnik ekipy, który na początku roku wrócił do Europy, by złapać rytm gry. Zadanie się powiodło co było widać na turnieju, w którym miał być raczej zmiennikiem, a sytuacja sprawiła coś innego. Z roli pierwszego środkowego spisał się znakomicie, a w ćwierćfinale ze Słowenią zgarnął nawet tytuł MVP meczu.
Tristan Da Silva
(9 m; 19,2 min; 10,4 pkt; 3,6 zb; 0,7 as)
Zdobyć punkty – proszę bardzo (3. strzelec drużyny i to na znakomitej skuteczności). Powstrzymać skrzydłowych rywala – nie ma sprawy. No i ten rzut zza połowy w meczu ze Słowenią! Nie tylko jedna z akcji, którą zapamiętamy z turnieju, ale także dająca nowy oddech w kluczowym momencie.
Maodo Lo
(8 m; 19,5 min; 7,9 pkt; 2,1 zb; 3,1 as)
Doświadczony zmiennik naszego kapitana. Bezbłędny na linii osobistych, znakomity zza łuku. Grał tak, że nie musieliśmy się martwić momentami, kiedy liderzy odpoczywali na ławce.
Johannes Thiemann
(9 m; 16,6 min; 6,4 pkt; 3,7 zb; 1,4 as)
Jedyny w drużynie zawodnik nie grający na co dzień w NBA lub Eurolidze, ale swoją grą udowodnił, że wybór ten nie był przypadkowy.
Justus Hollatz
(8 m; 10,2 min; 2,3 pkt; 1,6 zb; 1,3 as)
Jeden z najmłodszych zawodników kadry, który dostawał minuty tylko wtedy, kiedy podstawowi obrońcy odpoczywali lub mieli problemy z faulami. W meczach, w których dostał nieco więcej minut (jak ten z Wielką Brytanią) udowodnił, że może na dłużej zagościć w rotacji drużyny.
Oscar Da Silva
(9 m; 8,7 min; 3,2 pkt; 1,1 zb; 0,2 as)
Nieco w cieniu młodszego brata, ale miał też inną rolę. Pojawiał się na boisku gdy trzeba było przypilnować “pomalowanego”, a przy okazji dorzucał swoje w ofensywie.
Leon Kratzer
(5 m; 6,7 min; 0,4 pkt; 2,0 zb; 0 as)
Przyjechał na turniej jako uzupełnienie strefy podkoszowej, ale nie był zbyt potrzebny, bo świetnie spisywał się Theis. Ale wykorzystał swoje kilkadziesiąt minut na boisku.
Johannes Voigtmann
(2 m; 16,4 min; 0 pkt; 3,0 zb; 2,5 as)
Największy pechowiec drużyny, który przygodę z turniejem zakończył już po dwóch meczach. Jego kontuzja była dużym ciosem dla drużyny, ale wspierał ją do końca z ławki i zasłużenie odebrał złoty medal.
Álex Mumbrú
Po turnieju Hiszpan dołączył do zacnego grona koszykarzy, którzy Eurobasket wygrali w dwóch rolach, zawodnika i szkoleniowca. Miał ogromnego pecha, bo zamiast dowodzić drużyną z ławki, spędzał czas w szpitalu. Później odważnie przekazał stery, dowodząc z “tylnego siedzenia”.
Alan Ibrahimagic
Wieczny asystent (już kolejnego selekcjonera), który nie bał się wziąć na siebie ciężaru dowodzenia. Do medali zdobywanych z różnymi drużynami młodzieżowymi, teraz może dołożyć ten z “dorosłą” reprezentacją. Co ciekawe wcale nie zamierza zmieniać swojej roli i zapowiedział, że nadal będzie pomagał głównemu selekcjonerowi.
Terminarz reprezentacji Niemiec:
Faza grupowa:
27 sierpnia, środa
Czarnogóra – Niemcy 76:106 (20:24, 23:22, 12:33, 21:27)
29 sierpnia, piątek
Niemcy – Szwecja 105:83 (27:17, 32:25, 25:24, 21:17)
30 sierpnia, sobota
Litwa – Niemcy 88:107 (20:32, 27:23, 25:28, 16:24)
1 września, poniedziałek
Niemcy – Wielka Brytania 120:57 (32:19, 26:12, 30:9, 32:17)
3 września, środa
Finlandia – Niemcy 61:91 (19:21, 17:29, 13:19, 12:22)
1/8 finału:
6 września, sobota
Niemcy – Portugalia 85:58 (17:12, 14:20, 21:19, 33:7)