Poważne zamiary
Kiedy trzy lata temu reprezentacja Niemiec zajęła 3. miejsce na EuroBaskecie, kibice czuli pewien niedosyt. W końcu liczono na to, że rola gospodarza da przewagę drużynie. W tym roku „Die Mannschaft” już nie jest gospodarzem, ale wydaje się, że podobne miejsce byłoby również „za małe” na to, na co liczą zawodnicy, którzy są przecież aktualnymi Mistrzami Świata.
Przed EuroBasketem zarówno eksperci, jak i sami zawodnicy nie byli ostrożni. W końcu nasza drużyna to Mistrzowie Świata i półfinaliści Igrzysk Olimpijskich. Może brakuje w niej kilku zawodników z NBA, którzy mogliby jeszcze wzmocnić ją na papierze, ale przede wszystkim mamy drużynę. Drużynę, która nie jest oparta na jednym zawodniku (jak chociażby Grecja). Biorąc pod uwagę kryzys w niektórych drużynach (Hiszpania) i brak wielu gwiazd z NBA (kompletnie zdekompletowana drużyna Francji), to medal jest minimum dla „Die Mannschaft”.
Najważniejszy czynnik
Liderami naszej ekipy są oczywiście Dennis Schröder i Franz Wagner. Ten pierwszy zawsze powtarzał, jak ważna jest dla niego drużyna narodowa. Ma za sobą burzliwy sezon za oceanem, ale zdążył znaleźć nową przystań (Sacramento Kings) i na turniej przyjechał ze „spokojną głową”. Ten drugi dorósł przez ten sezon w Orlando, gdzie przez sporą część sezonu musiał być „jedynką”, ale przy okazji stał się idealnym „wiceliderem drużyny”.

Dennis Schröder – kapitan niemieckiej reprezentacji i jej najlepszy zawodnik.
Foto: Steffen Prößdorf
Do tego wydaje się, że zmiana szkoleniowca wyszła drużynie na dobre. Alex Mumbru wydawał się ryzykownym wyborem, zwłaszcza że zmieniał Gordona Herberta, autora największych sukcesów z ostatnich lat. Jednak Hiszpan wniósł w drużynę świeżość, nową energię i pomysły, które jeszcze lepiej wykorzystują atuty naszych zawodników. Podczas sparingów przed turniejem wprowadził niesamowitą rotację, która pozwoliła na ogranie się wszystkim zawodnikom.
No i właśnie ci „wszyscy zawodnicy” mogą okazać się najważniejszym czynnikiem. Co prawda z kadry wypadł właśnie Johannes Voigtmann, który z powodu kontuzji musi przejść operację, ale to jest ogromna siła naszej ekipy. Nawet wypadnięcie doświadczonego 32-latka nie zachwiało pewności siebie drużyny. W jego „buty wejdzie” Johannes Thiemann, który z ławki wprowadzał niesamowitą energię i fizyczność. W rezerwie jest także najbardziej doświadczony w drużynie Daniel Theis, który wrócił do Europy po latach w NBA. A w sparingach i na mistrzostwach swoją wielką formę z turniejów przypominają Andreas Obst, Isaac Bonga i Maodo Lo.
Mocne „sparingi”
Nie będziemy zbyt brutalni, gdy napiszemy, że pierwsze starcia w fazie grupowej to raczej mocniejsze sparingi, a nie starcia mistrzowskie. Przed pierwszym meczem z Czarnogórą będzie nieco niepewności, bo ekipa z Bałkanów to zadziorny zespół ze znakomitym Nikolą Vuceviciem na centrze. Tymczasem okazało się, że Niemcy potrzebowali tylko chwili, by rozkręcić się w turnieju. Co prawda do przerwy ekipa prowadziła minimalnie, ale później się rozkręciła i w 3. kwarcie „załatwiła” wygraną. – W drugiej połowie znaleźliśmy szósty bieg – stwierdził zdecydowanie asystent trenera, Alan Ibrahimagic, który zastąpił selekcjonera.
Selekcjoner Alex Mumbru już opuścił szpital, ale mógł z pełnym spokojem oddać drużynę pod opiekę asystentów. W starciach ze Szwecją i Litwą swoją rolę lidera pokazał Dennis Schröder, który w obu spotkaniach był liderem drużyny w statystykach punktów i asyst. Znakomicie wspierali go Franz Wagner i Daniel Theis, którzy regularnie dorzucali ponad swoje punkty.
W kolejnym meczu również dorzucili swoje, ale starcie z Wielką Brytanią przejdzie do historii tego turnieju. Reprezentacja Niemiec nie tylko zdobyła 120 punktów (drugi najlepszy wynik to 109), ale wygrała różnicą aż 63 „oczek”. W tym spotkaniu szkoleniowcy dali pograć każdemu z zawodników (grali od 13 do 25 minut) i każdy skończył ze zdobytymi punktami. Taka wygrana to nie tylko satysfakcja, ale budowanie atmosfery w drużynie.
Autostrada do finału?
Niemiecka ekipa ma za sobą cztery mecze w Tampere, ale przed nią ten najważniejszy. Po pierwsze wygrana zapewni im zwycięstwo w grupie, niezwykle cenne w kontekście dalszych gier. Po drugie nasza ekipa stanie naprzeciw pierwszego rywala z „gwiazdą” w składzie, bo tak trzeba nazwać Lauriego Markkanena.
Prawdziwym testem i wyzwaniem dla reprezentacji Niemiec powinien być dopiero finał, bo w nim czekać będzie Grecja albo Serbia.
Lider reprezentacji Finlandii jest podczas turnieju „na misji”. Ma za sobą sezon „do zapomnienia” w NBA, bo jego klub grał o jak najwięcej… porażek, a sam Fin był tam zablokowany. Widać jego sportową złość w kadrze. Bo w sparingach przed turniejem bił rekordy punktowe, a na samych mistrzostwach nie zwalnia. W meczu z Wielką Brytanią zdobył 43(!) punkty, a jego średnia wynosi blisko 30 „oczek”. Jednak trzeba pamiętać, że z tą samą Wielką Brytanią Niemcy zdobyli 120 punktów, a 5 niemieckich zawodników skończyło mecz z dwucyfrowym dorobkiem punktowym.
Zdecydowanie ciekawsza rywalizacja zaczyna się w fazie pucharowej. Ale na sam start trzeba dodać, że los był raczej łaskawy dla „Die Mannschaft”, bo na drodze naszej reprezentacji staną te nieco słabsze ekipy. Oczywiście faza grupowa jeszcze się nie zakończyła i rozpisywanie drabinki to małe „wróżenie z fusów”. Jednak trochę tego spróbujemy.
Estonia lub Portugalia na początek
Pierwszym rywalem będzie ktoś z pary Estonia – Portugalia (te drużyny grają ze sobą w ostatni dzień fazy grupowej) i to rywal, który nie powinien być w żaden sposób przeszkodą dla naszej ekipy. W końcu, jak na razie, obie pokonały tylko outsidera z Czech. Największym gwiazdorem Estonii jest kapitan Siim-Sander Vene grający w litewskim BC Šiauliai. Portugalia ma z kolei gracza z NBA, ale głęboki rezerwowy Boston Celtics, Neemias Queta, to nie rywal dla naszych środkowych.
Ćwierćfinałowe starcie może być ciekawe tylko na papierze. Bo analizując aktualną sytuację, to trafimy na kogoś z tercetu Włochy-Hiszpania-Francja. Może się wydawać, że to najtrudniejszy możliwy rywal, ale uspokajamy. Wszystkie z tych ekip są w zdecydowanym regresie. Włosi co prawda radzą sobie przyzwoicie (choć przegrali z Grecją), ale to nie jest drużyna oparta jak kiedyś na graczach NBA i czołowych zespołów Euroligi. Hiszpanie przechodzą totalną zmianę pokoleniową, której ma przewodzić Santi Aldama (24-latek z Memphis Grizzlies), ale na razie skutkuje ona m.in. porażką z Gruzją. Z kolei Francja przyjechała na turniej bez swoich kilku gwiazd, co widać po wynikach.
Zakładając, że wszystko pójdzie zgodnie z planem, to w półfinale czekać będzie na nas… Polska. Będzie to rewanż za mecz o 3. miejsce z poprzedniego turnieju. I wydaje się, że może być to równie łatwy mecz jak wówczas. Polacy co prawda mają za sobą wygrane ze Słowenią i Izraelem, ale te starcia były wyrównane i każda wygrana przyszła Polakom z wielkim trudem.
Myślami w finale
Prawdziwym testem i wyzwaniem dla naszej reprezentacji powinien być dopiero finał, bo w nim czekać będzie Grecja albo Serbia. Niezależnie czy będzie to ekipa „Hellady” prowadzona przez Giannisa Antetokounmpo, czy Serbia prowadzona przez Nikolę Jokicia, to będzie to mecz godny finału. Finału, w którym mamy nadzieję wystąpią reprezentanci Niemiec i najlepiej podsumował to lider naszej drużyny.
Musimy skupić się na sobie. Wszystkie zespoły są niebezpieczne, ale znamy swoją wartość. To już złote pokolenie. Mamy jakość na wszystkich pozycjach, graczy z wysokim IQ koszykówki, którzy są w 100% oddani zespołowi. To czyni nas nieprzewidywalnymi” – stwierdził Dennis Schröder, kapitan reprezentacji Niemiec
Terminarz reprezentacji Niemiec:
27 sierpnia, środa
Czarnogóra – Niemcy 76:106 (20:24, 23:22, 12:33, 21:27)
29 sierpnia, piątek
Niemcy – Szwecja 105:83 (27:17, 32:25, 25:24, 21:17)
30 sierpnia, sobota
Litwa – Niemcy 88:107 (20:32, 27:23, 25:28, 16:24)
1 września, poniedziałek
Niemcy – Wielka Brytania 120:57 (32:19, 26:12, 30:9, 32:17)
3 września, środa
Finlandia – Niemcy