Z Knutem Abrahamem, koordynatorem rządu federalnego ds. współpracy polsko-niemieckiej, o jego nowych zadaniach, priorytetach niemieckiego rządu w relacjach z Polską, aktualnych wyzwaniach w stosunkach dwustronnych i roli mniejszości niemieckiej w Polsce rozmawia Andrea Polanski.
Od naszej ostatniej rozmowy we wrześniu 2024 r. wiele się wydarzyło: jest Pan teraz nowym koordynatorem rządu federalnego ds. społeczeństwa obywatelskiego i współpracy transgranicznej z Polską. Jak postrzega Pan tę nową rolę i jakie są Pana kluczowe priorytety?
Objęcie tej funkcji jest dla mnie wielkim zaszczytem. Jestem przekonany, że społeczeństwo obywatelskie i współpraca transgraniczna mogą wnieść istotny wkład w nasze stosunki dwustronne – zwłaszcza teraz, gdy tak wiele zależy od postawy Niemiec i Polski. Wkrótce po objęciu urzędu miałem okazję przemawiać na Forum Polsko-Niemieckim. Właśnie tak postrzegam swoją rolę – jako swego rodzaju „stałe Forum Polsko-Niemieckie”: w nieustannym dialogu z zainteresowanymi stronami i jako rzecznik ich interesów w politycznym Berlinie.
Jeśli chodzi o priorytety, rozpoczęliśmy już realizację zapisów umowy koalicyjnej, w której opracowaniu brałem udział: szybka rozbudowa infrastruktury transportowej prowadzącej do Polski, budowa Polskiego Miejsca Pamięci i Domu Polsko-Niemieckiego, a także wzmocnienie kluczowych instytucji dwustronnych, takich jak Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej oraz Polsko-Niemiecka Współpraca Młodzieży. Co więcej, zobowiązaliśmy się również do dalszego wspierania mniejszości niemieckiej w Europie Środkowo-Wschodniej. Jako koordynator będę uczestniczył w tych działaniach w dłuższej perspektywie.

Foto: Andrea Polanski
Śledzi Pan rozwój relacji między Polską a Niemcami od czasów „Solidarności”. Jak opisałby Pan ówczesny stan stosunków dwustronnych i co od tego czasu uległo zasadniczej zmianie?
Podzielone Niemcy i Polska w latach 80. były zupełnie innymi krajami niż dziś. Doskonale pamiętam nasz podziw dla „Solidarności”. Sam wtedy przywoziłem pomoc do Polski i do dziś jestem bardzo wdzięczny za rolę, jaką ten ruch odegrał w obaleniu żelaznej kurtyny oraz jako inspiracja dla ruchów obywatelskich w NRD. Dziś łączy nas bliska więź – gospodarcza, międzyludzka i kulturowa. Jesteśmy także partnerami i sojusznikami w UE oraz NATO. W przyszłym roku będziemy obchodzić 35. rocznicę podpisania Traktatu o dobrym sąsiedztwie z 1991 roku. To historia sukcesu, której nie wyobrażałem sobie, jadąc do Polski w latach 80.
W ostatnich miesiącach wiele się zmieniło w obu krajach. W Niemczech nowym kanclerzem federalnym został Friedrich Merz, w Polsce natomiast prezydentem został polityk o wyraźnie antyniemieckich poglądach. Jak te zmiany wpływają na stosunki dwustronne?
Kanclerz Merz już podczas kampanii wyborczej jasno zaznaczył, jak ważne są dla niego relacje polsko-niemieckie. Nie bez powodu tuż po zaprzysiężeniu udał się do Paryża i Warszawy – naszych dwóch najważniejszych partnerów w Europie. Zrobimy wszystko, by pozostać w bliskim dialogu z polskim rządem i współpracować z nim w duchu zaufania.
Knut Abraham o mniejszości niemieckiej w Polsce: „Rola, która nie zawsze jest łatwa, ale niezbędna”.
Niemcy i Polska są głęboko podzielone w wielu kwestiach polityki wewnętrznej. Czy są tematy, które wykraczają poza te podziały? Co należy – Pana zdaniem – pielęgnować i chronić?
Niemcy i Polska to dwa filary Unii Europejskiej. Jej ochrona i rozwój to nasze wspólne zadanie. Co więcej: wspólne wspieranie Ukrainy, przeciwdziałanie rosyjskiemu imperializmowi oraz zapewnienie bezpieczeństwa w Europie! Historia nie wybaczy nam, jeśli pozwolimy, by partykularne interesy wewnętrzne zdominowały naszą wspólną odpowiedzialność.
Jakie konkretne działania planuje niemiecki rząd, by pogłębić relacje z Polską – poza symboliką?
Prowadzimy intensywny dialog z polskimi partnerami na wszystkich szczeblach ministerialnych na temat wspólnych projektów – potwierdzeniem tego jest plan działania naszych rządów na 2024 rok. Uważam, że jednym z kluczowych przedsięwzięć jest rozbudowa infrastruktury transportowej. Ma to zasadnicze znaczenie dla swobodnego przepływu osób, towarów i usług, dla odbudowy Ukrainy oraz dla naszych zdolności obronnych.
Wspomniał Pan o pomniku polskich ofiar II wojny światowej. Obecnie w Berlinie znajduje się jedynie prowizoryczny kamień pamiątkowy, który przez niektórych w Polsce – szczególnie z prawicy – bywa określany jako „zwykły kamień”. Jaka jest aktualna sytuacja? Czy istnieje harmonogram budowy docelowego pomnika i Domu Polsko-Niemieckiego?
Podczas Forum Polsko-Niemieckiego minister spraw zagranicznych Wadephul jasno podkreślił, że pojednanie to „dar”, którego my, Niemcy, nie mogliśmy oczekiwać. Dlatego w umowie koalicyjnej jednoznacznie zobowiązaliśmy się do budowy Polskiego Miejsca Pamięci i Domu Polsko-Niemieckiego. To dla mnie najważniejsze projekty pamięci tej kadencji! Tymczasowe miejsce pamięci, niedawno uroczyście otwarte z udziałem polskiego ministra kultury i niemieckiego ministra stanu ds. kultury, jest ważnym krokiem. Znajduje się ono w samym centrum Berlina – tuż przy Urzędzie Kanclerskim i naprzeciwko Bundestagu, w miejscu dawnej Opery Kroll. To podkreśla wagę upamiętnienia polskich ofiar narodowego socjalizmu i niemieckiej okupacji. Inicjatywa, a zwłaszcza projekt Domu Polsko-Niemieckiego, trafia teraz w ręce Bundestagu. Mam nadzieję, że decyzja w tej sprawie zapadnie wkrótce.

Miejsce pamięci o Polsce 1939-1945 znajduje się bezpośrednio obok Urzędu Kanclerskiego i naprzeciwko Bundestagu.
Foto: Andrea Polanski/Archiwum
Polska opinia publiczna często krytykowała Niemcy za brak skruchy. Obiecany przez kanclerza Scholza „humanitarny gest” wobec żyjących jeszcze ofiar narodowego socjalizmu nie został zrealizowany. Jak odniesie się Pan do zarzutu, że tymczasowy kamień pamiątkowy to próba osłabienia uzasadnionych polskich żądań pamięci i zadośćuczynienia?
Kanclerz Merz już podczas swojej pierwszej wizyty w Warszawie wyraźnie powiedział: my, Niemcy, zadaliśmy naszym polskim sąsiadom niewyobrażalne cierpienia podczas II wojny światowej i w czasie okupacji. Wielka odpowiedzialność wynikająca z tej winy pozostaje. Traktujemy ją poważnie i jesteśmy gotowi ją ponosić.
Niezależnie od napięć politycznych – jak ważne jest codzienne zaangażowanie społeczne i współpraca transgraniczna, również z udziałem mniejszości niemieckiej w Polsce?
Pozwolę sobie powiedzieć, że czuję się bardzo swobodnie wśród przedstawicieli mniejszości. Od września 1989 roku, kiedy byłem gościem w wielu miejscowościach Górnego Śląska w tworzących się Niemieckich Kołach Przyjaźni, mam bezpośredni kontakt z mniejszością. Nawiązały się wartościowe przyjaźnie. Słowo „ważne” nie oddaje znaczenia ich zaangażowania. Polsko-niemiecki obszar powiązań i ludzie w regionach są kręgosłupem naszych relacji. Bez nich to po prostu by nie działało. Dla mnie mniejszość niemiecka to niezastąpiony budowniczy mostów między naszymi krajami – rola trudna, ale absolutnie niezbędna.
Dużo Pan podróżuje po kraju, rozmawiając z przedstawicielami społeczeństwa obywatelskiego. Czy planuje Pan również odwiedzić mniejszość niemiecką w Polsce i zapoznać się na miejscu z jej pracą i wyzwaniami?
W pierwszym tygodniu pracy jako koordynator spotkałem się już z przedstawicielami mniejszości niemieckiej – z panem Bartkiem, panem Gaidą i panią Hassą. Ten dialog jest dla mnie bardzo istotny. Jestem również członkiem parlamentarnej grupy „Mniejszości”. I oczywiście planuję odwiedzić Państwa w najbliższym czasie – już nie mogę się tego doczekać!