„Świat bardzo szybko opróżnia się z opowieści”

8 lipca 2025 Historia

Z Tomaszem Karamonem, miłośnikiem historii lokalnej i prowadzącym stronę „Bardo – na tropie tajemnic historii”, rozmawia Anna Durecka

Jak się zaczęła Pana fascynacja historią Barda?

Tak się jakoś złożyło dziwnym trafem, że jestem do tego Barda jak pies do budy przywiązany. A nawet nie mieszkam już w mieście od 2010 roku. Ale historią mojego rodzinnego miasteczka zajmuję się już od 25 lat, czyli mniej więcej od 2000 roku. Natomiast uzewnętrzniam się z tym od 2011 roku, bo wtedy zacząłem prowadzić fanpage na Facebooku. Tam dzielę się z ludźmi tym, co na temat Barda uda mi się wyszperać. Oczywiście to jest tylko fragmencik tego, co znajduję. Po drodze, w 2015 roku, udało mi się wydać album zawierający 200 fotografii, w którym zabieram ludzi na spacer po Bardzie. Nie przynudzam za bardzo — jest więcej zdjęć niż tekstu. A w zeszłym roku Wydawnictwo Dowody, prowadzone przez Mariusza Szczygła, wydało moją książkę — reportaż pt. „Co widziała Matka B. Opowieści z Barda”.

Otto Eichler. Foto: Zbiory Tomasza Karamona

Czy jest jakaś historia związana z Bardem, która Pana szczególnie zainteresowała, urzekła? Zapewne było ich wiele…

Kolega mnie ostatnio zapytał: „Tomek, a w tym Bardzie jest jeszcze coś, co cię fascynuje?”. Zawsze się coś znajdzie. Na przykład teraz zajmuję się sprawą morderstwa doktora Franciszka Hunczka, który urodził się pod koniec XIX wieku w Zabrzu. Zamieszkał wraz z żoną w Bardzie, bo dostał pracę w tutejszym szpitalu. To był początek lat dwudziestych. Był pracoholikiem totalnym. W czasie II wojny światowej wcielony do Wehrmachtu jako lekarz — najpierw w lazarecie wojskowym w Bardzie, później w Ząbkowicach. Po powrocie z niewoli wrócił do Barda. Mówił biegle po polsku, był tak naprawdę trójjęzyczny. No i zaczął leczyć tych wszystkich ludzi — Polaków, którzy zaczęli się tutaj osiedlać, tych wszystkich repatriantów. Działał cuda, autentyczne cuda. Nie brał od ludzi w ogóle pieniędzy.
Od rana do późnego popołudnia pracował w szpitalu, a potem szedł do gabinetu. Dzień w dzień przyjmował do późnych godzin nocnych. Moja babcia była jego pacjentką. No i nadszedł ten feralny 14 kwietnia 1950 roku. Tak około 22.00 do gabinetu weszło dwóch mężczyzn. Hunczek dostał kulą poniżej serca. Żona usłyszała wystrzał, pobiegła do gabinetu — dostała kulą w głowę, zmarła od razu. Hunczek żył jeszcze dwie godziny. Strasznie smutna historia.

„Ludzie, którzy przeminęli. Dla mnie to jest najbardziej fascynujące. Nic o nich w sumie nie wiemy. To są twarze. Ale to jest tak uniwersalne, że gdybym pani pokazał te zdjęcia i nie powiedział, że to są Niemcy, to… Oni są tak podobni do nas. Razem z nimi przeminęły historie. Bo świat bardzo szybko opróżnia się z opowieści, których nosicielami są ludzie. Ma to swój urok.”

To może przejdźmy do bardziej radosnych. Ostatnio udało się Panu wśród swoich obserwujących rozkręcić zbiórkę środków na zakup fantastycznej kolekcji zdjęć dawnych mieszkańców Barda…

Artysta gdańskiej ASP, pan Leszek Krutulski, 20 lat temu kupił od jakiegoś mieszkańca Barda kolekcję zdjęć na szklanych negatywach. To jest dziewięć wielkich pudeł. Autorem zdjęć był Otto Eichler, który miał w Bardzie swoje fotograficzne atelier. Zmarł w latach 30., nagle, po nim jego atelier przejęła żona — Margaret. I w sumie tyle — niewiele o nim wiadomo. Nie był jakąś wyróżniającą się postacią. Zostało po tysiące szklanych negatywów, co jest ewenementem samym w sobie.

Foto: Zbiory Tomasza Karamona

Co Pana najbardziej w tym imponującym zbiorze interesuje?

Ludzie, którzy przeminęli. Dla mnie to jest najbardziej fascynujące. Nic o nich w sumie nie wiemy. To są twarze. Ale to jest tak uniwersalne, że gdybym pani pokazał te zdjęcia i nie powiedział, że to są Niemcy, to… Oni są tak podobni do nas. Razem z nimi przeminęły historie. Bo świat bardzo szybko opróżnia się z opowieści, których nosicielami są ludzie. Czasami zastanawiam się jak niewiele możemy zatrzymać. Ile wciąż idzie w zapomnienie z każdym zgasłym życiem, jak świat niejako sam się opróżnia i pustoszeje, jeśli historie, związane z niezliczonymi miejscami i przedmiotami, które same nie mają władzy pamięci, nie zostaną przez nikogo wysłuchane, zanotowane ani przekazane..

Skąd wziął się pomysł zbiórki na zakup tych zdjęć?

Zbiórkę zrobiłem dlatego, że chociaż część rzeczy można finansować z budżetu domowego, to są jakieś granice zdrowego rozsądku. Kupiłem tę kolekcję również dlatego, że mam ją gdzie przechowywać. W Kamieńcu Ząbkowickim prowadzimy Kamienicką Izbę Pamiątek — według mnie najlepszą izbę pamiątek na Dolnym Śląsku, jeśli nie na całym Śląsku. Mamy tam zrobione archiwum, kupione profesjonalne szafy do przechowywania i mam gdzie te zdjęcia bezpiecznie przechowywać. Zdecydowałem się na ten zakup po pierwsze dlatego, że kolekcja wróci do domu, a po drugie — nabierze życia. Na pewno zrobimy wystawę tych zdjęć, i to taką dosyć nietypową. I będzie też repozytorium cyfrowe, czyli archiwum — tak, że każdy będzie mógł sobie je przeglądać.

Otto Eichler fotografuje córkę. Córka fotografuje Otto Eichlera.
Foto: Zbiory Tomasza Karamona

Ostatni z Pana pomysłów to Muzeum, Które Czasem Jest…

To jest muzeum walizkowe. Pomysł wygląda tak: jedna stara walizka i eksponaty, artefakty zaprzyjaźnionych kolekcjonerów. Każdy kojarzy słowo „muzeum” z instytucją. Natomiast to moje walizkowe muzeum jest całkowitym tego zaprzeczeniem, antytezą wręcz — i twierdzeniem, że można zrobić muzeum, mając starą walizkę i trochę chęci. Pojadę do Barda z tą walizką, w którąś wakacyjną sobotę, usiądę na rynku i będę opowiadał o historii przedmiotów spakowanych do walizki. Każdemu, kto do mnie podejdzie.

Skoro znalazło się tyle osób, które wsparły finansowo zakup kolekcji fotografii, to myślę, że do walizki też może się ustawić kolejka.

Na to liczę. Chociaż ja zawsze uważam, że nawet gdyby jedna osoba miała przyjść, to i tak warto to robić.

Czy ma Pan jakieś życzenia na przyszłość — dla siebie, swojej pasji, dla Barda?

Chciałbym, żeby w Bardzie powstała prawdziwa izba pamiątek. Bo co to za gospodarz, który nie zna historii swojego podwórka? Bez takiego miejsca gubimy ciągłość, tracimy opowieści i zapominamy, kim naprawdę jesteśmy. A przecież każda miejscowość, każdy dom, każdy człowiek ma coś do opowiedzenia — wystarczy tylko chcieć słuchać.

 

W niedzielę vdg zaprasza na pielgrzymkę do Warty (Bardo Śląskie) na Dolnym Śląsku. Wszystkich zainteresowanych serdecznie zapraszamy do udziału.

https://wochenblatt.pl/wallfahrten-2025-mit-dem-vdg-einladung-zu-einem-gemeinsamen-weg-des-glaubens/

Przygotowania do przyszłości w formie zabawy
Poprzedni post

Przygotowania do przyszłości w formie zabawy

Kontrole graniczne utrudniają pracę przedsiębiorstw
Następny post

Kontrole graniczne utrudniają pracę przedsiębiorstw

Reklama

Ostatnie wpisy autorów

Schlesien Journal