Dwujęzyczne wychowanie to wybór

13 lipca 2025 Kultura/Edukacja

 

Strategia serca

Aleksandra Jarczewska wychowuje swoich trzech synów Darka, Wojtka i Adama dwujęzycznie – po niemiecku i po polsku. Manuela Leibig rozmawia z nią o jej motywacji, metodach, wyzwaniach i radościach dwujęzycznego wychowania.

Wychowuje Pani swoje dzieci dwujęzycznie – po niemiecku i po polsku. Kiedy podjęła Pani tę decyzję?

Już kiedy byłam w ciąży z moim pierwszym synem, wiedziałam, że chcę wychowywać go dwujęzycznie, chociaż niemiecki nie jest moim językiem ojczystym.

Aleksandra Jarczewska
Foto: Tomasz Chabior

Czy miała Pani jakiś kontakt z wielojęzycznością w dzieciństwie, który wpłynął na tę decyzję?

Tak, jak najbardziej. Pochodzę z rodziny, w której rodzice mówili ze mną po śląsku, a dziadkowie używali zarówno niemieckiego, jak i śląskiego w codziennym życiu. Część mojej rodziny mieszkała w Niemczech, więc niemiecki był również obecny, gdy odwiedzali mnie kuzyni. Ponieważ mieszkałam w Polsce, polski był trzecim językiem. Byłam więc otoczony trzema językami. To z pewnością wpłynęło na moją decyzję, ponieważ wiedziałam, jak ważna jest możliwość komunikowania się w rodzinie i znajomość swoich korzeni. Uczyłam się również niemieckiego i byłam świadoma, jak ważne będą umiejętności językowe w przyszłości. W czasie ciąży uczestniczyłam w wykładzie dr Soni Szramek-Karcz, który dotyczył między innymi badań nad „nierodzimym” dwujęzycznym wychowaniem – innymi słowy, kiedy rodzice uczą języka, który nie jest ich językiem ojczystym. Ten wykład był dla mnie decydującym momentem: pokazał mi, że to naprawdę jest możliwe. Był to ważny impuls, który wywarł na mnie trwały wpływ.

Foto: Tomasz Chabior

Jaką metodę dwujęzycznego wychowania Pani stosuje?

Stosujemy metodę „jedna osoba, jeden język”: Ja mówię z dziećmi po niemiecku, a mój mąż po polsku. Na początku ściśle trzymałam się tej zasady, ale teraz uzupełniam ją o „strategię serca” oraz „strategię czasu i działania”. Oznacza to, że w niektórych sytuacjach, na przykład gdy przychodzą koledzy moich synów, którzy nie rozumieją niemieckiego, czasami mówię po polsku, aby ułatwić naturalną komunikację. A jeśli muszę kogoś skarcić, przełączam się na język polski, aby język niemiecki nadal kojarzył się z pozytywnymi emocjami.

Aleksandra Jarczewska: Moje motto brzmi: angielski to konieczność, ale niemiecki to plus. To najcenniejszy dar, jaki możemy dać naszym dzieciom – skarb, którego nikt im nie odbierze.

Czy po drodze były jakieś wątpliwości lub trudności?

Na początku byłam pewna, jednak z czasem pojawiły się wyzwania – zwłaszcza, że polski jest językiem otoczenia i językiem większości. W niektórych sytuacjach, na przykład w poczekalni u lekarza z przyjaciółmi, którzy wiedzą, że polski jest moim językiem ojczystym, wahałam się mówić po niemiecku. Bałam się, że może to zostać odebrane jako popisywanie się. Przy pierwszym synu milczałam w takich momentach – dziś zdaję sobie sprawę, że ta presja była zupełnie niepotrzebna. Codzienne życie jako pracująca mama, wciąż uwikłana między zobowiązaniami i presją czasu, oznacza dodatkowe wyzwanie, aby pozostać konsekwentnym. Nauczyłam się jednak, że elastyczność i opanowanie są równie cenne, co twarde zasady.

Jak rozwinęły się zachowania językowe Pani dzieci i jak reagują, gdy zmienia Pani język?

To naturalny proces. Początkowo dzieci rozumieją wszystko receptywnie, ale często odpowiadają w języku większości, czyli po polsku. Potem następuje faza mieszania, znana jako przełączanie kodów, co jest całkowicie normalne – ja też to robię. Wreszcie rozwija się aktywna produkcja językowa. Mój najstarszy syn potrafi już płynnie formułować całe zdania po niemiecku, a nawet czyta książki po niemiecku. Mój średni syn, Wojtek, ma tendencję do odpowiadania głównie po polsku, ale kiedy dostrzega wyraźną korzyść – na przykład jeśli chce czekoladę – celowo pyta po niemiecku. Dzieci są sprytne i doskonale wiedzą, że rozumiem po polsku. Gdy tylko przechodzę na polski, gdy je besztam, natychmiast orientują się, że coś jest nie tak i że zanosi się na kłopoty.

Jak Pani otoczenie – rodzina i przyjaciele – zareagowali na Pani decyzję?

Niektórzy krewni byli sceptyczni z obawy, że dzieci nie będą w stanie w pełni mówić w tym języku. Mój mąż, który sam nie rozumie niemieckiego, ale uczy się z moimi synami, bardzo mnie wspierał i motywował. To niezwykle ważne, aby partner był za tobą. Moi przyjaciele również byli początkowo zaskoczeni, ponieważ niemiecki nie jest moim językiem ojczystym. Ale z czasem zrozumieli, że było warto. Wyjaśniłam im również, że moja decyzja jako germanisty i nauczyciela była dobrze przemyślana.

Foto: Tomasz Chabior

Jakich zasobów i materiałów używa Pani, aby podtrzymywać obecność języka niemieckiego w życiu codziennym?

Moja rodzina w Niemczech bardzo mnie wspiera, a wizyty kuzynów są dla dzieci cenną okazją do aktywnego mówienia po niemiecku. Używamy różnych sposobów promowania języka poprzez zabawę – w tym podcastów, niemieckojęzycznych książek dla dzieci, które często przywozimy z Niemiec lub otrzymujemy od naszej rodziny. Materiały dydaktyczne, takie jak gry planszowe, TipToi i Toniebox są również świetnymi pomocami, które towarzyszą nauce w zajmujący sposób.

Moje dzieci uczęszczają do dwujęzycznej szkoły i dwujęzycznego przedszkola, co zapewnia im intensywny codzienny kontakt z językiem i kulturą niemiecką. To wszechstronne środowisko językowe było dla mnie szczególnie ważne, aby zapewnić szeroką ekspozycję. Ponadto, ogromną wartość mają spotkania z innymi dwujęzycznymi rodzinami.

Foto: Tomasz Chabior

Założyłam również konto na Instagramie o nazwie „Rojbryszprechają”, aby dzielić się moimi doświadczeniami z dwujęzycznego wychowania z innymi rodzicami. Poznałam też wielu innych rodziców, którzy wychowują swoje dzieci dwujęzycznie. Ta wymiana doświadczeń bardzo motywuje mnie do kontynuowania wybranej przeze mnie ścieżki dwujęzycznego wychowywania moich synów.

Poza tym słuchamy niemieckiego radia, jak choćby Radio Teddy czy TOGGO Radio, oglądamy programy KiKA, bajki po niemiecku i korzystamy z programów takich jak „Sendung mit der Maus” czy „Die Sendung mit dem Elefanten”, które w zabawny sposób przekazują wiedzę.  Korzystamy również z programów oferowanych przez mniejszość niemiecką, takich jak spotkania rodzinne organizowane przez Dom Współpracy Polsko-Niemieckiej czy materiały z Bilingual.pl, które stanowią dla nas dodatkowe wsparcie i wzbogacają nasz rozwój językowy.

Foto: Tomasz Chabior

Jakie korzyści widzi Pani w dwujęzyczności w kontekście przyszłości swoich dzieci?

Jestem przekonana, że przyniesie im to korzyści zawodowe, zwłaszcza tutaj na Śląsku, gdzie język niemiecki odgrywa ważną rolę. A Niemcy są naszym sąsiadem. Moje motto brzmi: angielski to konieczność, ale niemiecki to plus. To najcenniejszy dar, jaki możemy dać naszym dzieciom – skarb, którego nikt im nie odbierze.

Foto: Tomasz Chabior

Jakiej rady udzieliłaby Pani innym rodzicom, którzy rozważają dwujęzyczne wychowanie?

Zdecydowanie warto przynajmniej spróbować. Doskonałe umiejętności językowe nie są warunkiem koniecznym – decydujące jest to, aby drugi język był przekazywany z sercem i pozytywnymi emocjami. Rezultaty są szybko widoczne. Wyniki badań, m.in. dr Soni Szramek-Karcz, potwierdzają, że dwujęzyczność „nierodzima” również sprawdza się wyjątkowo dobrze, a dzieci często opanowują język nawet lepiej niż ich rodzice. To wartościowe podejście, które naprawdę się opłaca!

Słowo na niedzielę wikariusza episkopatu dr Petera Tarlinskiego
Poprzedni post

Słowo na niedzielę wikariusza episkopatu dr Petera Tarlinskiego

Zapomniane dziedzictwo
Następny post

Zapomniane dziedzictwo

Reklama

Schlesien Journal