O smaku zimy, piernikach i historiach, które noszę w sobie

5 grudnia 2025 Kultura/Edukacja

W mijającym tygodniu wydarzały się w moim i bez tego ‘elastycznym’ dniu powszednim niesamowite historie. W niedzielę dowiedziałam się wieczorem, że za dwa dni przyjeżdża do Wrocławia znajoma, której rodzina pochodzi z Dolnego Śląska. Szybko więc przeorganizowałam zajęcia z kalendarza i udało nam się wspólnie spędzić nieco czasu. Zaczęłyśmy rzecz jasna od Wrocławskiego Jarmarku Bożonarodzeniowego, ale też na kawę udałyśmy się do klimatycznej ‘Cafe Angelus’, położonej niedaleko mostu Grunwaldzkiego.

Następnego dnia nadeszła kolej na moje rodzinne miasto oraz miejsce urodzenia babci Eli. Prosto z trzebnickiego dworca KD pospacerowałyśmy w kierunku dawnej części uzdrowiska, gdzie pokazałam piękne i oryginalne zabudowania zdrojowe. Gdzieniegdzie leżący jeszcze śnieg, las bukowy osnuty szadzią i wilgotną mgłą oraz stawy pokryte taflą lodu tworzyły bajkowy krajobraz. Tak, tegoroczny Dolny Śląsk zaskoczył pozytywnie również mnie.

Z wizytą w Trzebnicy

Książka kucharska ze skarbami

Kolejny punkt naszej małej wycieczki dotyczył starego opuszczonego sanatorium (bardzo nad stanem technicznym tego przepięknego obiektu ubolewałyśmy obie). Opowiedziałam Eli o historii budynku, o szkole gospodarstwa domowego dla dziewcząt oraz o książce, o której istnieniu wiem, ale nigdy nie wyszperałam jej ani w sieci, ani w antykwariatach. Chodzi o wydawaną wielokrotnie książkę kucharską z przepisami, jakie w praktyce poznawały uczennice tejże placówki. Następnie oprowadziłam Eli po otwartej części przyklasztornej, wszak przyszłam tu również na świat w szpitalu, jaki funkcjonował jeszcze do 1993r.

Pierwszy tydzień adwentu przyniósł wręcz morze pozytywnych emocji, pobudził moją energię do dalszego składania puzzli dolnośląskich, krążących wokół historii, ludzi i kulinariów.

Lekko zziębnięte podreptałyśmy do kawiarenki, a tam przy klasztornej kawie oraz słodkościach snułam dalej opowieść o dawnej Trebnitz. I właśnie miałyśmy już wychodzić, kiedy zaproponowano nam zwiedzanie muzeum. Eli oczywiście była chętna, mi takich rzeczy to nie trzeba dwa razy powtarzać. Poszłyśmy za przemiłą panią przewodnik na górę, podziwiając niesamowite wnętrza klasztoru.

Okładka książki kucharskiej dla uczennic.

Gwiazdka z nieba

Po wejściu do ostatniej sali wydarzyło się to, o czym nie śmiałabym chyba nawet zamarzyć. Muzeum znałam wręcz bardzo dobrze, ale jak się okazuje pojawiły się nowe eksponaty: zbiór maszyn do szycia ze wspomnianej wcześniej szkoły. Fantastyczny. Na jednej z maszyn leżała książka kucharska z 1930r. (ta właśnie!), a konkretnie ósme wydanie podręcznika pt. Kochbuch für die Schülerinnen in Koch- und Haushaltsschulen herausgegeben von der Haushaltungsschule in Kloster Trebnitz. Obok bardzo nieśmiało i skromnie spoczywał ręcznie pisany notes z przepisami – tam pismo autorki przepiękne: kształtne i czytelne. Przepisy zostały bardzo starannie opracowane, a na końcu również znajdował się spis treści brulionu z podaniem stron, gdzie odnajdziemy daną potrawę. ‘Gwiazdka z nieba’ już 3 dnia grudnia nas magicznie dosięgła! Do tej pory w mojej głowie trwa szaleństwo myśli, ale też z radością podzielę się dwoma przepisami – jeden dotyczy pierników, które Eli bardzo posmakowały, a drugi lukru – dla mnie jest to nowość, jeśli chodzi o skład.

I tak to pierwszy tydzień adwentu przyniósł wręcz morze pozytywnych emocji, pobudził moją energię do dalszego składania puzzli dolnośląskich, krążących wokół historii, ludzi i kulinariów. Ekscytująca to i niezwykła podróż w czasie.

Orzechowe pierniki Eli:

300g mąki pszennej

100g mąki żytniej

100g świeżo mielonych orzechów (laskowych lub włoskich)

125g masła

¾ szklanki cukru

250g miodu

30g przyprawy do piernika

1 łyżka kakao

szczypta soli

po 1 łyżeczce startej skórki cytrynowej i pomarańczowej

1 ½ łyżeczki sody (rozpuszczonej w odrobinie mleka)

1 jajko + 1 żółtko

1-3 łyżki kwaśnej śmietany

Wykonanie:

  1. W rondelku rozpuścić masło, miód i cukier. Dodać przyprawy, kakao i zmielone orzechy. Zostawić masę do ostygnięcia (może być lekko letnia). Rozpuścić w mleku sodę i razem z jajkiem i jednym żółtkiem wymieszać słodką masę.
  2. W misie przesiać obie mąki i połączyć z masą piernikową. Ciasto wyrabiać sprawnie ręcznie lub przy pomocy robota. Jeśli jest za twarde, dodać partiami kwaśną śmietanę.
  3. Gotowe ciasto przełożyć do ceramicznego lub szklanego naczynia i odstawić na 1-2 dni w chłodne miejsce.
  4. Po tym czasie zarobić jeszcze raz ciasto i rozwałkować na grubość 3 mm. Wycinać różne kształty, ułożyć na blasze posmarowanej masłem i piec ok. 10-12 minut w 175 stopniach.
  5. Pierniczki zostawić, żeby odpoczęły i następnego dnia lukrować po całości.

Lukier do pierniczków:

2 białka

125g cukru pudru

1 łyżka mąki ziemniaczanej

1 łyżka octu (ew. soku z cytryny)

Białka ubić na sztywno, partiami dodawać cukier, mąkę ziemniaczaną oraz ocet. Ubijać do połączenia się składników. Szklistym lukrem smarować wystudzone pierniczki i dosuszyć w letnim piekarniku.

 

 

 

 

 

„Moje niemieckie Boże Narodzenie”
Poprzedni post

„Moje niemieckie Boże Narodzenie”

Słowo na niedzielę Biskupa Ewangelickiego Wojciecha Prackiego
Następny post

Słowo na niedzielę Biskupa Ewangelickiego Wojciecha Prackiego

Reklama

Ostatnie wpisy autorów

Schlesien Journal