Jedna z ostatnich mieszkanek zamku w Mosznej

26 października 2025 Historia

Wiktoria Ernst opowiada historię Evy-Dorothei von Kleist-Retzow

Z Wiktorią Ernst, specjalistką ds. marketingu na zamku w Mosznej, o jej fascynacji zamkiem i książce „Das Leben auf dem Schloss / Życie na zamku”, opisującej losy Evy-Dorothei von Kleist-Retzow, rozmawia Andrea Polanski.

Skąd wzięła się Twoja fascynacja zamkiem i jego legendami?

Zaczęło się w czasach szkolnych. Mieszkam w sąsiedniej wsi i często jeździłam rowerem do zamku. Moją pierwszą pracą wakacyjną było oprowadzanie po zamku. Udało mi się zarobić pierwsze pieniądze, a jednocześnie atmosfera tego miejsca mnie po prostu urzekła. Nie tylko zwiedzający, lecz przede wszystkim ludzie, którzy tu pracują, są niezwykle przyjaźni. Jesteśmy jak jedna wielka rodzina, a oni dzielili się ze mną swoją wiedzą i historiami. Z biegiem lat dowiadywałam się coraz więcej o zamku. Wiele wiemy od osób, które tu kiedyś pracowały. W przeszłości rzadko się o tym mówiło – było to zbyt trudne. Ale teraz ludzie się otwierają, a wnuki znów zaczynają pytać, jak to było kiedyś. Dziś pracuję w dziale marketingu zamku nie tylko w weekendy, lecz także w tygodniu.

 

Czy masz ulubioną legendę związaną z zamkiem?

Tak, moją ulubioną historią jest historia rodziny von Tiele-Winckler. Choć byli bardzo zamożni, byli zupełnie normalną, swojską rodziną. Szczególnie porusza mnie historia miłosna rodziców hrabiego – Valeski i Huberta.
Valeska von Winckler była bogatą kobietą, właścicielką licznych kopalń na Śląsku. Hubert von Tiele natomiast był wysoko urodzonym, ale biednym pruskim pułkownikiem. Poznali się na małej wyspie w Niemczech. Kiedy Valeska później planowała podróż przez Morze Śródziemne, Hubert spontanicznie postanowił jej towarzyszyć. Wykupił się z wojska i wydał ostatnie pieniądze na bilet na statek. Wrócili z tej podróży zaręczeni i mieli razem dziewięcioro dzieci – prawdziwie piękna historia miłosna. Już wtedy kupili Mosznę, gdzie wówczas stał jedynie niewielki pałacyk myśliwski. Ich najstarszy syn, Franz Hubert von Tiele-Winckler, postanowił później rozbudować zamek i przenieść rodową siedzibę z Miechowic do Mosznej.

 

Twoja książka „Das Leben auf dem Schloss / Życie na zamku” opowiada o Evie-Dorothei von Kleist-Retzow. Kim ona jest?

Eva-Dorothea von Kleist-Retzow jest córką Hansa Wernera von Tiele-Wincklera, ostatniego właściciela zamku w Mosznej. Hans Werner i jego rodzina zostali zmuszeni do ucieczki przed nadciągającą Armią Czerwoną w 1945 roku. Później odkryto, że jego córka, Eva-Dorothea, mieszka obecnie w Niemczech. Ma teraz 95 lat i wciąż żywo pamięta lata spędzone na zamku jako mała dziewczynka.

Ubiegłej jesieni rodzina von Tiele-Wincklerów ponownie odwiedziła zamek po wielu latach. Podtrzymują rodzinną tradycję corocznych spotkań w różnych miejscach na świecie i tym razem wybrali Mosznę. Chcieli pokazać swoim dzieciom, gdzie leżą ich korzenie, i opowiedzieć im o historii przodków. Rodzina jest szeroko rozproszona – mieszkają w Monachium, Berlinie, Kolonii, a niektórzy nawet we Włoszech.

Spędzili tu kilka dni, zwiedzając region, a ja osobiście oprowadziłam ich po zamkowych komnatach. Było to szczególnie ekscytujące, ponieważ niektórzy członkowie rodziny korygowali szczegóły w naszych opowieściach – co pozwoliło nam poprawić niektóre legendy i dodać nowe informacje.

Podczas tej wizyty poznałam również rodzinę Pho Duc z Monachium – potomków Evy-Dorothei. Jedna z ich córek powiedziała mi, że dwa posągi lwów na wewnętrznym tarasie zamku mają nawet imiona: Joko i Hans. Eva-Dorothea i jej starsza siostra nadały kiedyś te imiona lwom. Każda z nich miała własnego lwa, na którego mogła się wspinać jako dziecko. Stało się dla mnie jasne, że ta wiedza nie może zaginąć. Skontaktowałam się więc z rodziną i wkrótce potem zorganizowaliśmy spotkanie online. To ostatecznie zrodziło pomysł, by uwiecznić ich wspomnienia w książce, aby historia zamku w Mosznej i jego mieszkańców pozostała żywa.

Wiktoria Ernst hat ein Buch über Eva-Dorothea von Kleist-Retzow geschrieben.
Foto: A. Polanski

A jak przebiegało zbieranie materiałów do książki?

Nie skończyło się na jednym wywiadzie – ostatecznie były trzy. Po pierwszej rozmowie byłam absolutnie zafascynowana tym, ile Eva-Dorothea wciąż pamiętała i ile szczegółów przywoływała. Zapytałam na przykład o konkretny pokój, a ona od razu odpowiedziała: „Tak, to była nasza jadalnia – była tam obrotowa szafa”. I rzeczywiście, do dziś się tam znajduje. Byłam pod wrażeniem tego, jak żywe pozostały jej wspomnienia, nawet te drobne.

Co więcej, była niezwykle otwarta i chętnie opowiadała o swojej przeszłości, mimo że jako dziecko przeżyła wojnę i ucieczkę przed Armią Czerwoną. Pierwsza rozmowa trwała ponad godzinę, a na koniec powiedziałam: „Ale wciąż mam mnóstwo pytań”. Zaśmiała się i powiedziała: „To spotkajmy się na jeszcze jedną rozmowę”.

Pomiędzy wywiadami poświęciłam czas na przygotowanie kolejnych pytań. Zapytałam też mój zespół tutaj, na zamku, czego chcieliby się dowiedzieć od Evy-Dorothei. Drugi wywiad odbył się tuż przed świętami Bożego Narodzenia i trwał ponad dwie godziny. Eva dużo mówiła o swojej rodzinie, młodości i życiu w zamku – to była bardzo ciepła, osobista rozmowa. Trzeci wywiad odbył się po świętach. Ta ostatnia rozmowa służyła przede wszystkim doprecyzowaniu szczegółów, pogłębieniu tematów i dopełnieniu obrazu. Rozdział o samym zamku był dla nas szczególnie ważny – dla wielu osób w regionie to znane miejsce, ale niewielu zna jego pełną historię.

 

Twoja książka jest dwujęzyczna, a czytelnicy znajdą w niej coś więcej niż tylko wywiady z Evą-Dorotheą.

Książka jest podzielona na dwie części: pierwsza jest w całości napisana po niemiecku, druga to tłumaczenie na język polski. Chciałam trafić zarówno do czytelników z Niemiec, jak i z Polski – w końcu to wspólna historia. Tekst uzupełniają archiwalne zdjęcia z prywatnej kolekcji Evy-Dorothei von Kleist-Retzow. Przedstawiają ją jako dziecko, a także różne pomieszczenia i przedmioty z zamku w Mosznej.

Zarówno wersja niemiecka, jak i polska podzielone są na trzy rozdziały, odpowiadające trzem wywiadom. Pierwsza część zawiera podstawowe informacje i wspomnienia z życia na zamku. Druga koncentruje się na życiu samej Evy-Dorothei. W trzeciej części wracamy do zamku – gdzie opowiada nam na przykład, jak obchodzono wówczas Boże Narodzenie.

Na końcu książki znajduje się specjalny rozdział: kilka stron z pamiętnika Evy-Dorothei, który pisała podczas ucieczki. Kiedy Armia Czerwona wkroczyła do Meklemburgii w NRD, rodzina musiała opuścić również swój majątek. „Trecken”, czyli ucieczka wozem, była wówczas zakazana. Mimo to Eva-Dorothea, jej starsza siostra i młodszy brat wyruszyli w podróż małym wozem konnym i rowerami. Te imponujące wspomnienia stanowią wzruszające zakończenie książki.

 

📘 Książka Wiktorii Ernst ukaże się jeszcze w tym roku nakładem wydawnictwa Silesia Progress: www.silesiaprogress.com

Książka powstała w ramach projektu „Wielokulturowe” jako zadanie realizowane przez Stowarzyszenie „Sukces po Opolsku”. Zadanie „Śladami przeszłości: Wielokulturowe Opolskie – historia, która żyje” jest współfinansowane ze środków Samorządu Województwa Opolskiego.

 

Refleksja nad tożsamością i pochodzeniem podczas warsztatów DAZ „Strony rodzinne. Ja. Przyszłość”
Poprzedni post

Refleksja nad tożsamością i pochodzeniem podczas warsztatów DAZ „Strony rodzinne. Ja. Przyszłość”

Kanclerz Niemiec wywołał gorącą debatę
Następny post

Kanclerz Niemiec wywołał gorącą debatę

Reklama

Schlesien Journal