Rozmowa z dr. Matthiasem Kneipem
Podczas swojej niedawnej wizyty w Opolu dr Matthias Kneip – tegoroczny laureat Nagrody DIALOG – spotkał się z Manuelą Leibig. Dla pisarza i eksperta ds. Polski to miasto to nie tylko punkt na mapie, ale miejsce rodzinnej pamięci, emocji i początek drogi, która doprowadziła go do wieloletniej pracy na rzecz porozumienia polsko-niemieckiego. W rozmowie wraca do śląskich korzeni, opowiada o rodzinnych tradycjach, o tym, jak uczył się polskiego „odmieniając własne imię”, i o zadaniu, które kiedyś postawił przed nim Tadeusz Różewicz.
Jest Pan dziś uznanym ekspertem w sprawach związanych z Polską i pracownikiem naukowym Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich. Jednak Pana związek z tym krajem, a zwłaszcza ze Śląskiem, jest głęboko zakorzeniony w historii rodziny. Co dla Pana oznacza bycie w Opolu?
Dla mnie bycie w Opolu to zupełnie inne uczucie niż pobyt w Krakowie, Warszawie czy Gdańsku. Chociaż urodziłem się w Ratyzbonie i dorastałem w Bawarii, to właśnie w Opolu czuję silną więź z historią mojej rodziny. Mój ojciec dorastał w Leśnicy, moja matka urodziła się w Gliwicach i dorastała tutaj, w Opolu. Moja prababcia Klara Pieke jest pochowana na cmentarzu przy ulicy Wrocławskiej. Wizyta na jej grobie zawsze jest dla mnie ważnym momentem. To miejsce, w którym nieuchronnie zadaję sobie pytanie: ile jest we mnie śląskiej krwi?

Matthias Kneip bekam den DIALOG Preis 2025 verliehen.
Foto: privat
Dorastał Pan w duchu tradycji niemieckich i polskich. Jak to wyglądało w życiu codziennym, skoro w dzieciństwie nie mówił Pan po polsku?
To jedna z ciekawostek mojej biografii. Moi rodzice, spolonizowani po wojnie i dwujęzyczni, często używali polskiego w domu jako swojego rodzaju tajnego języka. Ale nam, dzieciom, nigdy nie powiedzieli ani jednego zdania po polsku. Mimo to ten polski duch przenikał nasze mieszkanie. Na przykład zawsze obchodziliśmy Boże Narodzenie po polsku – łamiąc się opłatkiem i śpiewając mazowieckie kolędy. Jako dziecko nie miałem pojęcia, jak świętują Bawarczycy! Podtrzymałem tę tradycję: moje dzieci również obchodzą dziś polskie Boże Narodzenie i nie znają bawarskich zwyczajów.
Dlaczego nie nauczył się Pan tego języka od rodziców?
Po prostu nie brzmiał on w domu naturalnie. Nie był dla nich językiem ojczystym w sensie emocjonalnym. Polskiego nauczyłem się później, dzięki czemu wiem dokładnie, co w tym języku jest łatwe, a co trudne. W dzieciństwie nasze polskie słownictwo ograniczało się do kilku słów. Do dziś mój brat zna tylko jedno zdanie: „Dziękuję, nie jestem głodny”, bo kiedyś musieliśmy strasznie dużo zjeść na jakiejś wycieczce. Najważniejsze było jednak nauczenie się naszych imion – w każdej formie.
Musiał Pan nauczyć się swojego imienia?
(Śmiech) Tak, bo chcieliśmy wiedzieć, o kim mówią rodzice w swoim „tajnym języku”. Polskie słowa się odmieniają. Musiałem więc nauczyć się: Maciej, Macieja, Maciejowi, z Maciejem… i tak dalej. Moje imię po polsku brzmi Maciej, a nie Mateusz, jak myśli wielu Polaków. Mój brat Thomas musiał nauczyć się: Tomek, Tomka, Tomkowi, Tomkiem. Dopiero wtedy wiedzieliśmy, że kiedy padało nasze imię, chodziło o nas.
Co skłoniło Pana do tak głębokiego zaangażowania się w sprawy Polski, że stało się ono Pana zawodem?
Przełomowy okazał się moment, gdy ojciec powiedział mi, że po wojnie nie wolno mu było mówić po niemiecku. W latach 1947–1949 język niemiecki był tu zakazany; można było nawet dostać za niego mandat. Ta polityka „odniemczania” w ramach polonizacji zrobiła na mnie ogromne wrażenie i rozbudziła zainteresowanie historią życia moich rodziców. Potem zacząłem sam uczyć się polskiego.

Matthias Kneip in Oppeln.
Foto: Manuela Leibig
Jak to się stało, że zaczął Pan pisać książki o Polsce? Czy był jakiś konkret impulsem?
Decydujący impuls wyszedł od bardzo ważnej postaci – pisarza Tadeusza Różewicza, przyjaciela naszej rodziny. Kiedy pracowałem na germanistyce w Opolu w latach 1995/96, odwiedzałem go we Wrocławiu. Podczas jednej z wizyt poskarżyłem mu się: „Wyobraź sobie, gdybym mieszkał w Paryżu, wszyscy pytaliby, kiedy mogą mnie odwiedzić. A ponieważ mieszkam w Opolu, wszyscy pytają tylko, kiedy wrócę do Niemiec”. Różewicz spojrzał na mnie i powiedział krótko: „Zrób z tym coś”.

Der „Dialogpreis“ wird von der Deutsch-Polnischen Gesellschaft Bundesverband (DPGBV) für Verdienste um den Dialog zwischen Deutschland und Polen vergeben und gilt als einer der renommiertesten Auszeichnungen im deutsch-polnischen Kontext.
Foto: privat
I to zdanie we mnie zostało. Zrozumiałem, że sam muszę wpłynąć na sposób postrzegania Polski. Zacząłem więc pisać. Moja pierwsza książka, bardzo osobista, nosiła tytuł „Grundsteine im Gepäck” („Z sercem w plecaku”). Później ukazała się m.in. książka „111 Gründe, Polen zu lieben” („111 powodów, by kochać Polskę”), bardzo popularna w Niemczech. Ale początkiem wszystkiego była ta krótka, celna rada Tadeusza Różewicza.
Dziś, jako autor i przewodnik turystyczny, zapoznaje Pan wielu Niemców z Polską. Napisał Pan nawet książkę dla dzieci…
Chciałem w przystępny, subtelny sposób przybliżyć Polskę najmłodszym czytelnikom w Niemczech. Nie miała to być książka „edukacyjna”, tylko sympatyczna opowieść, która dzieje się w Polsce. Dzięki temu kraj pozostaje w ich pamięci, a dzieci są później mniej podatne na stereotypy. Wybrałem Warszawę, bo stolice często są pierwszymi miejscami poznawanymi w szkole. Jamnik zasypia w pociągu z Berlina, budzi się w Warszawie, w Pałacu Kultury poznaje kota… i przeżywają przygodę, która w metaforyczny sposób opowiada o pojednaniu niemiecko-polskim.

Der Preis wurde überreicht von Cornelia Pieper (links) und Simona Koß.
Foto: privat
Czy czuje się Pan budowniczym mostów?
Nie myślę o sobie w ten sposób, ale przez ponad 30 lat mojej pracy tym właśnie się zajmuję. Chcę przybliżać Niemcom kraj, który jest blisko, a wciąż tak mało znany. Berlińczycy mieszkają półtorej godziny od granicy, a wielu nigdy nie było w Polsce. Kiedy już przyjeżdżają – do Krakowa, Gdańska czy Wrocławia – są zachwyceni. I zawsze mnie zaskakuje, jak bardzo urzeka ich również Opole, gdzie mogą odpocząć po podróży po Śląsku i poczuć się jak w domu.
Był Pan w Opolu w latach 90. w celach zawodowych i był Pan świadkiem narodzin mniejszości niemieckiej. Co przyciąga Pana dziś?
Wówczas pracowałem na germanistyce i kształciłem nauczycieli, gdy język niemiecki ponownie wprowadzono jako język ojczysty. Brałem udział w zakładaniu „Wochenblattu” i utrzymywałem wiele kontaktów. Potem długo tu nie bywałem. Powodem mojego powrotu z grupami turystycznymi jest nowe Centrum Dokumentacyjno-Wystawiennicze Niemców w Polsce. To materialny punkt odniesienia, dzięki któremu mogę przekazywać gościom autentyczną historię i współczesne życie mniejszości niemieckiej. Tego mi brakowało. I tak koło się zamknęło: mogę łączyć pracę z wizytą na grobie prababci i powrotem do historii rodziny. To właśnie czyni Opole dla mnie tak wyjątkowym.
Nagroda DIALOG 2025
Nagrodę DIALOG przyznaje Federalne Stowarzyszenie Niemiecko-Polskie (Deutsch-Polnische Gesellschaft Bundesverband e.V.). Podczas wspólnego posiedzenia Zarządu i Kuratorium 24 września 2025 r. na tegorocznego laureata wybrano dr. Matthiasa Kneipa.
Nagroda jest wyrazem uznania dla jego wieloletniego i wszechstronnego zaangażowania na rzecz porozumienia polsko-niemieckiego oraz pracy na rzecz przekazywania wiedzy o Polsce młodemu pokoleniu w Niemczech.
Uroczystość wręczenia nagrody odbyła się podczas kongresu „Sąsiedztwo w sercu Europy” w piątek, 21 listopada 2025 r., w ratuszu w Bremie. Wydarzenie było również okazją do uczczenia 50-lecia Towarzystwa Niemiecko-Polskiego w Bremie.