Gliwice między pamięcią a literaturą

8 listopada 2025 Kultura/Edukacja

Wywiad z Małgorzatą Makowską

Z Małgorzatą Makowską, gliwiczanką, kulturoznawczynią, nauczycielką języka polskiego i menedżerką projektów w Domu Współpracy Polsko-Niemieckiej, rozmawia Andrea Polański o literackim obliczu Gliwic, śląskiej tożsamości oraz historii i kulturze regionu.

Jak zaczęło się Twoje zainteresowanie historią i kulturą Górnego Śląska, a szczególnie Gliwic?

Jestem gliwiczanką i chyba sama te Gliwice pokochałam. Moja rodzina pochodzi zarówno z Górnego Śląska, jak i ze Lwowa. Babcia, która w dużej mierze mnie wychowała, była repatriantką ze Lwowa i starała się przekazywać mi elementy tej kultury. Dorastałam więc w kulcie Lwowa, ale z czasem coraz bardziej chciałam poznać po swojemu Górny Śląsk i same Gliwice. Myślę, że to również zasługa moich rodziców, bo historia zawsze była ważną częścią naszego życia. To też był mój ulubiony szkolny przedmiot – z pasją uczyłam się historii powszechnej, a z biegiem lat coraz częściej zwracałam się ku tej lokalnej, naszej, śląskiej. W niej zaczęłam odnajdywać siebie.

Czy był moment, w którym pomyślałaś: „to jest mój temat”?

Tak, myślę, że zrozumiałam to w wieku nastoletnim, mniej więcej w okresie matury. Należę do rocznika, który na maturze z języka polskiego przygotowywał prezentację. Moja dotyczyła literackiego wizerunku Gliwic. Wiele osób pytało, po co wybierać tak trudny temat, ale ja czułam, że muszę podejść do niego po swojemu. To było moje pierwsze spotkanie z literaturą śląską – wtedy po raz pierwszy przeczytałam teksty Horsta Bienka i Juliana Kornhausera. Otworzyło mi to oczy: Gliwice to nie tylko miasto realne, ale też to, które zapisujemy w pamięci i w literaturze. Od tamtej pory wiedziałam, że to mój temat – i pozostał nim do dziś.

„Gliwice to nie tylko miasto realne, ale też to, które zapisujemy w pamięci i w literaturze.”

Co w tej literaturze gliwickiej najbardziej Cię fascynuje?

To jest coś niesamowitego – możliwość spojrzenia na miasto nie własnymi oczami, ale oczami pisarzy, którzy dzięki swojej wrażliwości potrafią uchwycić to, co na co dzień nam umyka. To takie literackie spacery po Gliwicach – niecodzienne, bo prowadzone przez emocje i wspomnienia zapisane na kartach książek. Te teksty można czytać jak przewodniki po mieście, które odkrywają przed nami jego ukryte warstwy. Najbardziej fascynuje mnie jednak to, że dzięki nim mogę przeżywać Gliwice w podobny sposób jak ci autorzy, o których czytam.

Małgorzata Makowska.
Foto: prywatne

Czy Twoją ulubioną książką jest więc Pierwsza Polka Horsta Bienka, czy może są jeszcze inne perełki gliwickiej literatury?

Perełek gliwickiej literatury jest naprawdę wiele. To nie tylko Horst Bienek, ale także Wolfgang Bittner, Julian Kornhauser, Adam Zagajewski czy Tadeusz Różewicz. Muszę jednak przyznać, że książką, która najbardziej mnie poruszyła, jest Drach Szczepana Twardocha. To powieść, w której naprawdę się odnajduję. To opowieść o mnie, o nas, o Ślązakach. Niesamowita, głęboka, a przy tym osadzona częściowo właśnie w Gliwicach. Podobnie zresztą jak Pokora, również autorstwa Twardocha.

Jesteś współautorką literackiej mapy Gliwic. Jak powstał ten projekt i co chciałaś nim przekazać?

Tak, projekt Literacka mapa Gliwic powstał około siedmiu lat temu z inicjatywy Miejskiej Biblioteki Publicznej. Ze względu na moje zainteresowania i doświadczenia – udział w konferencjach regionalnych czy prowadzenie warsztatów o literackim wizerunku miasta – zostałam zaproszona do współpracy przy jego tworzeniu. Mapa miała przede wszystkim uwrażliwić młodszych odbiorców – dzieci i młodzież – na fakt, że Gliwice to nie tylko miasto techniczne, kojarzone z politechniką, ale również miejsce o bogatej tradycji literackiej. Chcieliśmy pokazać, że to prawdziwe literackie zagłębie. Naszym celem było zachęcić młodych ludzi, by spacerując ulicami Gliwic, odkrywali miejsca opisane w literaturze i sięgali po książki, które te przestrzenie ożywiają na nowo.

Wróćmy na chwilę do Twojej rodzinnej historii. Wspomniałaś, że jedna babcia pochodzi z Górnego Śląska, z Gliwic. Czy temat mniejszości niemieckiej pojawiał się w Twoim życiu, zanim zaczęłaś pracę w Domu Współpracy Polsko-Niemieckiej?

Nie, przyznam szczerze, że nie. Wychowałam się w centralnych dzielnicach Gliwic. To były dzielnice, w których język i kultura śląska były raczej nieobecne. Nie miałam więc na co dzień kontaktu z mniejszością niemiecką. Oczywiście wiedziałam, że istnieje, wiedziałam też, w jakich miejscach mogę spotkać jej przedstawicieli, ale nie miałam z nią bezpośredniej styczności. W mojej podstawówce nikt nie mówił po śląsku, więc ten język również nie był częścią mojego dzieciństwa.

Później trafiłaś do Domu Współpracy Polsko-Niemieckiej. Wszystko się zmieniło. Jak to się stało, że zaczęłaś tam pracę?

Na Haus trafiłam właściwie przypadkiem – zobaczyłam ogłoszenie o pracę i pomyślałam, że to jest właśnie ten moment. Zawsze marzyłam o pracy, która pozwoli mi połączyć moje zainteresowania: edukację i historię. Tutaj mogę realizować się w stu procentach.

Małgorzata Makowska z książką Bienka przed jego domem w Gliwicach.
Foto: prywatne

Dom Współpracy Polsko-Niemieckiej znałam zresztą od dawna – to instytucja o dużej renomie w Gliwicach. Pierwszy raz zetknęłam się z nią jako kilkuletnia dziewczynka, gdy mama zabrała mnie na spotkanie literackie w dawnej siedzibie Hausu. Brali w nim udział m.in. Kazimierz Kutz i Janosch. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, kim są ci panowie, ale to wydarzenie zapadło mi w pamięć. Można więc powiedzieć, że Haus zawsze gdzieś przewijał się w moim życiu. Zobaczyłam ogłoszenie przypadkiem, ale decyzja, by tu aplikować, była bardzo świadoma – to była praca moich marzeń, pozwalająca łączyć pasję do historii, edukacji i pracy z młodzieżą.

Jakimi projektami się obecnie zajmujesz?

Prowadzę projekty Zapomniane Dziedzictwo oraz – od tego roku – Niemiecki Dom Kultury. Oba koncentrują się wokół historii, kultury i tradycji regionu – ze szczególnym uwzględnieniem Gliwic.

W jakim stopniu te projekty mogą pomagać lokalnie w budowaniu wzajemnego zrozumienia między Polakami, Ślązakami i Niemcami?

To właśnie jest ich główny cel – uwrażliwiać i budować zrozumienie. Nasze wydarzenia, spotkania i spacery są skierowane do wszystkich: dzieci, młodzieży, dorosłych, seniorów, członków DFK – do każdego, komu bliskie jest dziedzictwo regionu. Chcemy pokazywać, że w wielokulturowości tkwi wartość. To, co nas otacza w przestrzeni miejskiej – architektura, układ miasta, jego historia – to wspólna spuścizna, z której powinniśmy być dumni.

📸 Święty Marcin w obiektywie
Poprzedni post

📸 Święty Marcin w obiektywie

Prosta śląska bułka
Następny post

Prosta śląska bułka

Reklama

Schlesien Journal