Język niemiecki powinien sprawiać frajdę!

28 września 2025 Kultura/Edukacja

Sebastian Gerstenberg jest nauczycielem języka niemieckiego z 26-letnim doświadczeniem zawodowym. Uczy języka niemieckiego w szkole podstawowej w Racławicach Śląskich (Rasselwitz). Jest również przewodniczącym mniejszości niemieckiej w gminie Głogówek i wiceprzewodniczącym Niemieckiego Towarzystwa Oświatowego w Opolu. Ponadto koordynuje projekty młodzieżowe „Schullandheim” i „Jugendbox”. Z zapracowanym pedagogiem o jego pracy, zaangażowaniu na rzecz mniejszości niemieckiej i znaczeniu języka niemieckiego dla młodego pokolenia rozmawia Anna Durecka.

Rozmawiamy dziś, tuż przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego. Czy cieszy Pana powrót do szkolnych zajęć? Jak nauczyciele czują się w pierwszym dniu szkoły?

Właśnie wróciłem z wakacji i mam naładowane akumulatory (śmiech). Mogę śmiało powiedzieć, że już nie mogę się doczekać nowego roku szkolnego. Chociaż – jak co roku – nauczycieli czekają nowości, a to oznacza również nowe wyzwania.

Foto: Tomasz Chabior

A skoro już o tym mowa, może warto wyjaśnić, co nowego w tym roku szkolnym?

Jeśli chodzi o język niemiecki, to mamy dobrą wiadomość. Od września dzieci uczące się niemieckiego jako języka mniejszości będą mogły kontynuować naukę tego przedmiotu w klasach siódmej i ósmej. To bardzo dobrze, ponieważ zapewnia dzieciom ciągłość. Będą mogły dalej uczyć się języka na dotychczasowym poziomie.

Decyzja zapadła jednak dopiero na początku lipca, a więc bardzo niedawno. Wiele szkół zamówiło już podręczniki i po prostu nie może wdrożyć tej zmiany ze względów organizacyjnych. Myślę jednak, że w przyszłym roku szkolnym sytuacja będzie wyglądać lepiej.

Jak uzyskał Pan znajomość języka niemieckiego? Czy zawsze był częścią Pana życia?

Moi dziadkowie mieszkali tutaj, w Głogówku, gdy te tereny należały do ​​Niemiec. Po II wojnie światowej zostali tutaj. Język niemiecki był więc w naszym domu. Mam siostrę, która jest ode mnie pięć lat starsza, a moi rodzice rozmawiali z nią po niemiecku. Ale potem poszła do szkoły podstawowej i miała problemy z językiem polskim. Moi rodzice powiedzieli więc: „Z tobą nie popełnimy tego błędu”. I nie rozmawiali ze mną po niemiecku. Ale miałem szczęście, że nadszedł upadek muru berlińskiego. Nagle wszędzie pojawiły się anteny satelitarne, a u nas w domu włączona była tylko niemiecka telewizja. Tak nauczyłem się niemieckiego. Babcia i rodzice siedzieli obok mnie i wszystko mi tłumaczyli. Wkrótce zacząłem rozumieć wiele. W technikum budowlanym w końcu nauczyłem się gramatyki niemieckiej. Później studiowałem germanistykę, spędziłem trzy lata w kolegium nauczycielskim w Opolu, i w końcu uzyskałem tytuł magistra we Wrocławiu.

Foto: Tomasz Chabior

Zawsze chciał Pan być nauczycielem?

To zabawna historia. Na pierwszych zajęciach w kolegium nauczycielskim jeden z profesorów zapytał: „Kto z was nie chce być nauczycielem?”. Byłem pierwszy, który podniósł rękę i powiedział: „Nie, wcale nie chcę być nauczycielem. Prawdopodobnie będę pracował jako tłumacz”. Potem odbyłem staż w szkole podstawowej i liceum – i spodobało mi się to. Wtedy zrozumiałem, że to jest to, co chcę robić.

Ma Pan dobry kontakt z młodym pokoleniem.

Tak, myślę, że tak. Staram się zrozumieć młodzież i dzieci i zawsze zastanawiam się: Jak bym zareagował w określonych sytuacjach? To bardzo mi pomaga w pracy z dziećmi.

Foto: Tomasz Chabior

Jak uczy Pan niemieckiego, żeby dzieci też czerpały z tego przyjemność?

Cóż, zdecydowanie musimy odejść od książek i tablic jako narzędzi nauczania i skupić się bardziej na aspektach praktycznych. Na lekcjach niemieckiego musi być coś do zrobienia. Dzieci muszą się ruszać; w mojej klasie uczniowie szukają słów lub muszą sami coś wymyślić. Myślę, że to najlepsza metoda. Zawsze trzeba stawiać dzieciom nowe wyzwania. Zawsze znajduję uczniów, którzy chcą robić więcej. I trzeba to rozpoznać i wykorzystać, aby pomóc dzieciom w dalszym rozwoju.

Dzieci i młodzież muszą wiedzieć, że sama nauka w szkole nie wystarczy. Muszą nauczyć się czerpać przyjemność z nauki i starać się podtrzymywać kontakt z językiem po szkole – na przykład poprzez seriale telewizyjne lub muzykę. Często pytam: „Masz ulubiony serial?” – „No to oglądaj z niemieckimi napisami!”. I to działa. Trzeba pokazać młodemu pokoleniu, że język może również sprawiać frajdę.

Jak ważne jest nauczanie języka niemieckiego w szkole dla rozwoju niemieckiej tożsamości u młodego pokolenia?

Dla mnie nie było to aż tak ważne, ponieważ uczyłem się języka w domu. Znałem tradycje, kulturę i wprowadziłem to również do mojej rodziny. Moje dzieci również mówią po niemiecku. Ale w wielu rodzinach średnie pokolenie nie nauczyło się języka i nie mogło go przekazać dalej. Dzieci często uczą się niemieckiego tylko w szkole, zwłaszcza że pokolenie niemieckojęzycznych dziadków już prawie wymarło. Ale mamy niemiecką telewizję, Netflix i wiele innych rzeczy – co daje nam możliwość znalezienia równowagi.

S. Gerstenberg: „Dzieci i młodzież muszą wiedzieć, że sama nauka w szkole nie wystarczy. Muszą nauczyć się czerpać przyjemność z nauki i starać się podtrzymywać kontakt z językiem po szkole ”.

Jest Pan również szefem projektu „Jugendbox”. Jak do tego doszło?

Jedenaście lat temu zwrócił się do mnie ówczesny przewodniczący VdG, Bernard Gaida. Stwierdził, że dobrze byłoby przygotować coś dla młodego pokolenia, co mogłoby zainteresować młodzież po kursach sobotnich. Razem z Elą Wydrą i Danką Cholewą rozwijaliśmy ten projekt. Potem dołączyła do nas Romana Janik, która wniosła wiele nowych pomysłów. W tym roku obchodzimy jubileusz 10-lecia „Jugendbox”.

Czy zaskoczyło Pana, że można tak zafascynować dzieci teatrem?

Od samego początku obserwowałem, jak dobrze młodzież rozwija się w ramach projektu. Szczególnie zachwycało mnie to, że młodzi ludzie, którzy na początku byli nieśmiali i słabo mówili po niemiecku, po trzech, czterech latach byli na scenie i biegle posługiwali się tym językiem. Uważałem i nadal uważam, że to genialne w tym projekcie. Najlepsze jest to, że młodzi ludzie, którzy od początku uczestniczyli w projekcie, teraz sami występują na scenie i prowadzą festiwal teatralny, który odbywa się co roku w Głogówku. Widać, jaki wpływ projekt ma na język i rozwój młodzieży.

Foto: Tomasz Chabior

Jest Pan również przewodniczącym mniejszości niemieckiej w gminie Głogówek.

Tak, mamy w gminie 15 kół DFK i przyznam, że większość z nich jest bardzo aktywna. Co roku prowadzimy kursy sobotnie, poza tym są grupy Jugendbox. Jestem szczególnie zadowolony, ​​że koła DFK skupiają się na młodzieży. Uważam, że to wspaniałe. Głogówek jest również bardzo interesujący pod względem historycznym: Przebywał tu Beethoven i mieliśmy rodzinę von Oppersdorffów.

Macie tu fajne rzeczy.

Tak, dokładnie, mamy fajne rzeczy (śmiech). I wykorzystaliśmy to. Na przykład organizujemy zielone szkoły (Schullandheim).

Foto: Tomasz Chabior

To też był Pana pomysł, prawda?

Tak, to był mój pomysł. Pojawił się na spotkaniu z Rafałem Bartkiem i od razu się w to wkręciłem. Po pierwszym wydarzeniu uczestnicy byli bardzo mile zaskoczeni. Mamy Dzień Beethovena, warsztaty wokalne z Oskarem Koziołkiem-Götzem. Następnie młodzież odwiedza trzy cmentarze w Głogówku.

Jednego dnia dzieci przygotowują testament rodziny von Oppersdorffów, który opowiada o jej spuściźnie. Uczestnicy odwiedzają budowle ufundowane przez von Oppersdorffów. Przeżywają testament na nowo. Jest też wizyta w muzeum historii lokalnej w Biedrzychowicach. Tam dzieci biorą udział w warsztatach kulinarnych z instruktorką Różą Zgorzelską i malują porcelanę wzorem opolskim. Kolejny dzień poświęcony jest słynnemu malarzowi Janowi Cybisowi, który urodził się we Wróblinie w gminie Głogówek. Dzieci wychodzą na zewnątrz i malują to, co zobaczą wokół. To dużo zajęć w ciągu tygodnia, ale tym sposobem dzieci nie mają czasu na nudę.

Co jeszcze jest dla Pana, jako przewodniczącego DFK, ważne w Pana mieście i okolicy?

Dla mnie ważne jest wysyłanie sygnałów, które pokazują, że kiedyś były to tereny niemieckie i że mieszka tu mniejszość niemiecka. Umieściliśmy dwie tablice informacyjne – jedną na cmentarzu ewangelickim i jedną na cmentarzu, gdzie pochowani są niemieccy żołnierze. Bardzo mnie to ucieszyło.

Foto: Tomasz Chabior

Czy ma Pan dalsze plany tego typu?

W Głogówku urodził się pastor Albert Wilimski. Wraz z moją szkołą w Racławicach Śląskich od trzech lat organizujemy projekt historyczny, w którym w tym roku był naszym bohaterem – z okazji jubileuszu 800-lecia założenia miasta Głogówka. Z tego zrodził się pomysł umieszczenia tablicy upamiętniającej Alberta Wilimskiego na kościele. Rozmawiałem już z naszym pastorem, Ryszardem Kinderem, który chce nam pomóc w organizacji. Burmistrzowi również podoba się ten pomysł. Mam nadzieję, że uda nam się także sprowadzić z Niemiec dwujęzyczną wystawę – już nad tym pracuję.

Czas wolny to dla Pana obce pojęcie, prawda?

Jak wspomniałem, byłem właśnie na wakacjach i starałem się nie myśleć o pracy. Prawie mi się udało.

Nowoczesna S-Bahn dla Górnego Śląska
Poprzedni post

Nowoczesna S-Bahn dla Górnego Śląska

Nowoczesna S-Bahn dla Górnego Śląska
Następny post

Nowoczesna S-Bahn dla Górnego Śląska

Reklama

Schlesien Journal