Wspomnienia, które nie milkną: Jak potomkowie wypędzonych żyją ze śladami ucieczki i utraty domu
Ponad dziesięć milionów ludzi zostało wypędzonych ze swoich rodzinnych miejscowości w Europie Środkowej i Wschodniej po II wojnie światowej. Doświadczenie to odcisnęło piętno nie tylko na nich samych, lecz także na ich dzieciach – tak zwanym „drugim pokoleniu”. W tomie zatytułowanym „Zugezogen: Flucht und Vertreibung – Erinnerungen der zweiten Generation“ pod redakcją Roswithy Schieb i Rosemarie Zens głos zabierają właśnie te dzieci: ludzie, którzy sami nie zostali wypędzeni, ale mimo to dorastali z ciężarem przeszłości.
W esejach, wierszach, wywiadach i krótkich utworach prozaicznych niemieccy i polscy autorzy przedstawiają wgląd w fragmentaryczne historie rodzinne, poszukiwanie tożsamości i ambiwalentne uczucia wobec miejsc, języków i pochodzenia.
„Obcy to my sami”, tak zwięźle podsumowuje to Barbara Lehmann – zdanie, które jest motywem przewodnim wielu tekstów.
Między wykorzenieniem a nowymi korzeniami: dom jako kwestia otwarta
Antologia pokazuje, jak złożone i często sprzeczne są skutki wypędzenia. Na styku między utratą domu a poszukiwaniem nowego miejsca wyłania się krucha tożsamość.
Jenny Schon, na przykład, opisuje uporczywe poczucie, że nigdy tak naprawdę nie przybyła i „w jakiś sposób zawsze jest nie tu, gdzie powinna być”. Z kolei Joachim Schieb próbuje wypełnić pustkę braku przynależności poprzez spójność rodzinną. Dlatego kultywuje obraz „długich korzeni, korzeni powietrznych i otwartości”, który jednocześnie symbolizuje stabilność i elastyczność.
Jeszcze bardziej radykalnie brzmi perspektywa Marcina Jankowskiego, który świadomie zrywa z tradycyjnymi wyobrażeniami o pochodzeniu: „Nie mam korzeni, mam dwie nogi”.
To zdanie symbolizuje tożsamość, która nie jest definiowana przez pochodzenie, ale przez otwartość i ruch – produktywną postawę, która wyrasta właśnie z owego zerwania.
Jednocześnie często pozostaje uczucie, które trudno nazwać – nieugaszony ból, który jest głęboko zapisany w pamięci: „Człowiek, która musi opuścić swoje miejsce, porzuca istotną część siebie. Bóle fantomowe będą go dręczyć do końca życia”. To właśnie ta niewidzialna strata przenika wiele tekstów niczym cicha aluzja.

Roswitha Schieb i Rosemarie Zens: „Zugezogen: Flucht und Vertreibung – Erinnerungen der zweiten Generation“
Odziedziczone rany: Ciężar pamięci
Książka w dobitny sposób ilustruje, jak traumy rodziców są przekazywane ich dzieciom – nie tylko emocjonalnie, lecz także fizycznie.
„Według aktualnych badań genetycznych traumatyzacja […] może być przekazywana z pokolenia na pokolenie poprzez epigenetykę”. Ta świadomość przybiera konkretną formę w literackich głosach drugiego pokolenia.
Często to cisza ma najgłośniejszy efekt. Barbara Lehmann mówi o historiach rodzinnych, które zostały przekazane tylko w „strzępach”.
Katarzyna Turaj-Kalińska mówi o utracie tożsamości i pomieszaniu języka – doświadczeniach, które wynikają z braku jasnych narracji.
Rezultatem jest sytuacja, która wydaje się niemal nierealna: zbiorowa utrata pamięci, którą można odczuć również w społeczeństwie. „Wspomnienia o Śląsku powinny były jak najszybciej zniknąć z pamięci publicznej” – temat ucieczki i wypędzenia był tabu nie tylko w sowieckiej strefie okupacyjnej, lecz także w NRD. Uchodźców i wypędzonych nazywano „przesiedleńcami”, a od 1950 r. „nowymi obywatelami”.
Również obecne badania pokazują, że dla wielu osób urodzonych po 1980 roku pamięć o dawnych terenach wschodnich jest nie tylko marginalizowana, ale często zupełnie nieznana.
Przynależność w kilku językach: Perspektywa niemiecka i polska
Książka jest szczególnie mocna w miejscach, gdzie zawiera również polską perspektywę. Bowiem nie tylko Niemcy zostali wypędzeni ze Śląska – wielu Polaków również musiało opuścić swoje domy we wschodniej Polsce. Podobieństwa są oczywiste: Podczas gdy w socjalistycznej Polsce nie wolno było publicznie rozmawiać na te tematy, cisza w rodzinach nie była jednak szczelna.
Cytat z polskiego poety Adama Zagajewskiego żywo podsumowuje wewnętrzny dylemat drugiego pokolenia: „To nie było w porządku znaleźć piękny świat tutaj, w tym przypadkowym mieście”. Kryje się za tym poczucie wykorzenienia, które można odczuć po obu stronach – niezależnie od tego, jakim językiem się mówi.
Tam, gdzie słowa zawodzą, przemawia cisza: kiedy milczenie rodziców staje się najgłośniejszym głosem.
To właśnie to międzykulturowe otwarcie pokazuje, że wypędzenie, utrata i konflikty tożsamości nie są zjawiskami narodowymi – są uniwersalnymi ludzkimi doświadczeniami. I to właśnie w tej wspólnocie tkwi potencjał zrozumienia i pojednania.
Uczenie się z przeszłości: pamięć jako praca dla przyszłości
Ta książka to znacznie więcej niż tylko zbiór osobistych historii. Jest to projekt pamięci zbiorowej, który próbuje opowiedzieć historię bez jej utwardzania.
Rosemarie Zens podsumowuje tę postawę w zdaniu, które pozostawia otwartą kwestię, co się z nią stanie – oddzielenie czy zbliżenie: „Pozostajemy obcymi, zbliżamy się do siebie”.
Samo miejsce pamięci – w poezji Zens morze, zwłaszcza Bałtyk – również staje się „metaforą pamiętania i zapominania”. Oznacza to, co jest ukryte, wyparte, ale nigdy całkowicie nie znika – nieświadomość, która jest przekazywana między pokoleniami.
Przeszłości nie da się cofnąć. Ale można ją zakwestionować. I być może to jest najważniejsze przesłanie tej książki: pamięć nie musi być ciężarem. Może być mostem – do większego zrozumienia, współczucia i odpowiedzialności w świecie, w którym ucieczka i wypędzenie są wciąż gorzką rzeczywistością.