28. niedziela zwykła w roku liturgicznym – C
1. Czytanie: 2 Krl 5,14–17
2. Czytanie: 2 Tm 2,8–13
Ewangelia: Łk 17,11–19
Obdarowanie, wdzięczność i utrata człowieczeństwa
Lubimy otrzymywać prezenty. Przyjmowanie podarunków jest przyjemne.
Kiedy dostajemy coś, czego bardzo pragniemy, cieszymy się i przynajmniej przez kilka chwil (a czasem dłużej) jesteśmy bardzo szczęśliwi.
To, co mamy, to, jak możemy żyć, i to, co stanowi o naszym komforcie, często uważamy za coś oczywistego.
Nierzadko towarzyszy nam wewnętrzne przekonanie: „tak powinno być”, „mam do tego prawo”, „to mi się należy”, „powinienem dostać to pierwszy”.
Jörg Heidig (ur. 1974), psycholog relacyjny, pisze:
„Z ciekawym spojrzeniem na życie mamy do czynienia wtedy, gdy postrzega się je jako proces dawania i brania. Stosując duże uproszczenie, można powiedzieć, że jako dziecko i nastolatek przede wszystkim bierzemy, a mniej dajemy. Również podczas nauki, studiów, próbowania nowych możliwości itp. raczej bierzemy niż dajemy.”
Czy ciągłe, bezrefleksyjne branie nie jest poniekąd uszczerbkiem człowieczeństwa?
Przyjmować podarunki bez wahania?
Przejdźmy do fragmentu Ewangelii według św. Łukasza, czytanego w kościołach katolickich w 28. niedzielę roku liturgicznego. Spotykamy się tam z postawami dawania i brania.
Przeczytajmy ten tekst:
„Jezus, zmierzając do Jerozolimy, przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei. Gdy wchodzili do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: «Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami!»
Na ich widok rzekł do nich: «Idźcie, pokażcie się kapłanom!»
A gdy szli, zostali oczyszczeni.
Wtedy jeden z nich, widząc, że jest uzdrowiony, wrócił, chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jezusa i dziękował Mu.
A był to Samarytanin.”
Z biblijnego punktu widzenia był on obcy. Żydzi nie utrzymywali relacji z Samarytanami – miało to podłoże religijne.
Samarytanie wierzyli wprawdzie w jednego Boga Izraela, ale nie mieli związku ze świątynią na górze Syjon w Jerozolimie, lecz z własnym sanktuarium na górze Garizim, w pobliżu biblijnego Sychem w Samarii.
W czasach Jezusa Żydzi uważali ich za błądzących odstępców.
Ten, który był lekceważony, podziękował. Dziewięciu pozostałych przyjęło uzdrowienie przez Jezusa jako coś oczywistego, co im się należało.
Bez wahania wrócili do swojego codziennego życia.
Czy w niektórych przypadkach tego rodzaju zachowanie nie obciąża również nas samych?
Jaka jest nasza postawa wobec dawania i brania?
Wszyscy jesteśmy obdarowani. Natura jest darem.
Ziemia – jako dobrze wyposażone środowisko życia – została nam dana przez Boga.
Życie ludzkie ma swoje źródło w Bogu.
Nasi rodzice – niezależnie od tego, jak do tego doszło – podarowali nam życie, mniej lub bardziej umiejętnie nas wychowali i (w wielu przypadkach) nadal się nami opiekują.
Dzięki dobrej współpracy z innymi ludźmi doświadczamy, jak bardzo potrzebujemy siebie nawzajem.
Mszał wydany przez Schotta w serwisie tagesimpuls.de komentuje:
„Każdy człowiek potrzebuje pomocy innych, aby mógł żyć. Jeśli mu się jej odmówi, takie zachowanie określa się jako nieludzkie.
Kto jednak uważa, że koniecznie powinien otrzymywać to, do czego ma prawo, i co – z jego punktu widzenia – mu się należy, traci coś istotnie ludzkiego: zdolność do przyjmowania darów i do wdzięczności.
Najcenniejsze rzeczy, takie jak życie i miłość, możemy otrzymać tylko jako dar.”
Jeśli skupiamy się wyłącznie na sobie, jeśli myślimy i żyjemy egoistycznie, tracimy więzi z innymi – a to one stanowią istotną część naszego człowieczeństwa.
Życie człowieka składa się z brania i dawania, z wdzięczności i hojności.
Tylko w ten sposób jesteśmy i stajemy się ludźmi.
Nie pozwólmy, aby egoistyczne, ograniczone myślenie i działanie zniszczyło w nas tę szlachetną postawę.