Podróżowanie pociągiem i gastronomia były i są ze sobą nierozerwalnie związane.
Dworce jako przestrzeń oczekiwania i spotkań
W momencie utworzenia prywatnej Kolei Górnośląskiej (Oberschlesische Eisenbahn, OSE), której celem było połączenie Wrocławia z Górnym Śląskiem, oczywiste było, że podróże dalekobieżne wymagają odpowiedniej infrastruktury. W połowie XIX wieku śląskie połączenia kolejowe mnożyły się niczym grzyby po deszczu. Powstawały kolejne dworce, a wraz z nimi poczekalnie oraz mniejsze lub większe lokale gastronomiczne.
Neoklasycystyczna i nowoczesna architektura zachwycała rozmachem. Równie wiele uwagi poświęcano wyposażeniu wnętrz, dbając o każdy detal. Widać to na starych fotografiach i pocztówkach, dokumentujących nie tylko uroczyste otwarcia obiektów, lecz także codzienność dworcowego życia.

SDB Ostdeutsche Morgenpost, 1935_37
Quelle: Śląska Biblioteka Cyfrowa/Schlesische Digitalbibliothek
Wrocław i Opole – ślady kolejowej gastronomii
Najstarszym istniejącym dworcem kolejowym jest Dworzec Górnośląski we Wrocławiu (1842 r.), z którego pierwsza linia kolejowa wiodła najpierw do Oławy, następnie do Opola, by ostatecznie połączyć kolejne miasta Górnego Śląska. Podróżni mieli tu do dyspozycji poczekalnie podzielone według klas oraz restaurację. Szybko jednak okazało się, że obiekt nie spełnia już potrzeb rozwijającego się miasta, dlatego tuż obok wybudowano Dworzec Główny. Dziś dawne zabudowania niszczeją, kontrastując ze zrewitalizowanym kompleksem hal stacji Wrocław Główny.
„Podróż niemal zawsze budzi apetyt – nawet wtedy, gdy wydaje się, że nie ma na niego miejsca.”
Opolski dworzec Kolei Górnośląskiej miał jeszcze mniej szczęścia – nie istnieje już wcale. Kiedyś działała tu jednak poczekalnia i restauracja, w której podróżni mogli odpocząć i posilić się przed dalszą drogą. Lokal przyciągał również mieszkańców, oferując bogatą kartę dań i win oraz dobrej jakości piwo, zwłaszcza z browarów Münchener Paulaner i Salvator. Właściciel Max Langer reklamował lokal w Oppelner Heimat-Kalender für Stadt und Land (1938) oraz w regionalnej prasie, m.in. w Ostdeutsche Morgenpost. Prawdopodobnie prowadził interes wspólnie z żoną, na co wskazują wspólne życzenia noworoczne publikowane w prasie.

SDB Ostdeutsche Morgenpost, 1935_37
Quelle: Śląska Biblioteka Cyfrowa/Schlesische Digitalbibliothek
Smaki podróży i kotlety mielone
Rozważając menu dworcowych restauracji, można przypuszczać, że obok dań szybkich – jajek sadzonych, kiełbasy z zasmażaną kapustą czy gorącej zupy – serwowano również potrawy wymagające nieco więcej czasu. Były to pieczenie lub szybciej przygotowywane kotlety mielone, zwane Fleischbrötchen.

SDB Oppelner Heimat-Kalender für Stadt und Land, 1938
Quelle: Śląska Biblioteka Cyfrowa/Schlesische Digitalbibliothek
Te ostatnie od dziecka kojarzą mi się z podróżowaniem. Istnieje bowiem jakiś niemal magiczny związek pomiędzy przemieszczaniem się a apetytem. Nawet gdy opuszcza się dom z pełnym żołądkiem, w drodze nagle pojawia się ochota, by coś zjeść. Sycący, soczysty kotlet z bułką lub kromką chleba, z ziemniakami i kiszonym ogórkiem, byłby wtedy rozwiązaniem idealnym. Kiedyś i dziś. Niezmiennie.
Kotlety mielone – przepis
Składniki:
375–500 g mięsa mielonego (wołowego i wieprzowego)
1 czerstwa bułka
1 łyżka masła
1 łyżeczka drobno posiekanej cebuli
1 jajko
1 łyżeczka soli
szczypta pieprzu
50–60 g masła lub smalcu

Przygotowanie:
Namoczoną i dokładnie odciśniętą bułkę można podsmażyć z cebulą i tłuszczem, mieszając do uzyskania jednolitej masy. Po ostudzeniu połączyć ją z mięsem, jajkiem i przyprawami; alternatywnie wszystkie składniki można wymieszać na zimno. Z masy formować okrągłe kotlety, lekko je spłaszczyć i smażyć na zrumienionym maśle lub rozgrzanym smalcu przez 10–12 minut, obracając je jeden raz.
Przed smażeniem kotlety można obtoczyć w tartej bułce. Mięso najlepiej zmielić samodzielnie.