Dożynki i Święto Sadów w Trzebnicy mają bardzo długą tradycję. Dawniej był to przede wszystkim czas dziękczynienia za plony i urodzaj. W Trzebnicy szczególnie podkreślano znaczenie sadownictwa – jabłka, gruszki i śliwki trafiały na stoły w różnych postaciach: jako świeże owoce, soki, powidła czy ciasta. Dożynki natomiast były okazją do dzielenia się chlebem, wypiekami i potrawami przygotowanymi z lokalnych zbóż.
Obecnie wydarzenie łączy tradycję z kulinarną prezentacją regionu. Na stoiskach można spróbować nie tylko klasycznych wypieków i owocowych przetworów, lecz także nowoczesnych interpretacji dań inspirowanych sadami i polami Wzgórz Trzebnickich. Wspólne świętowanie staje się spotkaniem historii, kultury i smaku, które przypomina, jak ważne jest pielęgnowanie lokalnych tradycji kulinarnych.

W Trzebnicy można było kupić wiele różnych lokalnych produktów. Foto: M. Janik
Pierwszego dnia tegorocznego święta mogliśmy podziwiać dostojne wieńce i korony dożynkowe. Każda miejscowość przygotowała okazałe prace z akcentem lokalnym. W jednych dominowały kłosy zbóż, w innych pojawiały się także inne plony. Wiele koron ozdabiał bochen chleba, a jego pokrojone pajdy znalazły się na stole dożynkowym.
Na Śląsku dożynki odbywają się właśnie tu i ówdzie. Wkrótce więc wyruszę dalej w teren, by poszukać kolejnych kulinarnych źródeł tej pięknej tradycji.
Podziękowanie za plony nie zawsze jednak miało tak uroczystą oprawę jak dziś. Dawniej gospodarz podejmował w domu wszystkich, którzy pomagali przy zbiorach. Poczęstunek był raczej skromny: chleb, ser i piwo. Dopiero później zaczęto przenosić świętowanie w przestrzeń publiczną, np. do gospody. W dawnej prasie znajdziemy wiele zaproszeń na dożynki, a jednym ze zwyczajów było zawieszenie wieńca, który w kolejnym roku zastępowano nowym. Choć czasy się zmieniają, tradycje trwają.

Na stoiskach królowały przetwory i wędliny. Foto: M. Janik
Drugi dzień, jubileuszowe trzebnickie Święto Sadów, stał się prawdziwym festiwalem smaków lata. Można było nabyć nie tylko świeże owoce, przetwory i miody, ale także inne lokalne specjały: chleby, wędliny, wina czy cydr. Wprawdzie królem wydarzenia pozostawało jabłko, jednak dla mnie królową zdecydowanie była śliwka – drobna, aromatyczna i doskonała. To właśnie z niej przygotowaliśmy nasz mus śliwkowy, który znakomicie sprawdza się jako dodatek do naleśników, ciast drożdżowych czy po prostu do chleba. Jego przygotowanie wymaga nieco czasu, ale to także część rytuału i radości z plonów.
Powidła śliwkowe z tegorocznych zbiorów

Śliwkowe powidła to prawdziwy hit końca lata. Foto: M. Janik
Potrzebne składniki:
2 kg śliwek
200 g cukru
2 zielone orzechy włoskie
1 laska cynamonu
1 łyżeczka kardamonu
3–4 goździki
1 gwiazdka anyżu
10–12 rozłupanych pestek śliwek
sok i odrobina skórki z ½ cytryny
Sposób przygotowania:
Wydrylować śliwki i ułożyć je w płaskim garnku skórką do dołu, lekko przesypując cukrem. Odstawić na 5–6 godzin.
Po tym czasie włożyć do woreczka do herbaty przepołowione orzechy, pestki i przyprawy, a następnie wsunąć go między śliwki.
Piec śliwki w piekarniku w 140°C (termoobieg) przez ok. 3 godziny, pozostawiając uchylone drzwiczki (np. z drewnianą łyżką w szczelinie), aby odparował sok.
Zmniejszyć temperaturę do 100°C.
Słoiki i pokrywki wysterylizować przez ok. 30 minut.
Garnek ze śliwkami wyjąć, usunąć woreczek z przyprawami, masę przełożyć do wysokiego garnka i zmiksować blenderem. Gorące powidła przełożyć do słoików i odstawić je pod przykryciem do ostygnięcia.