„Rysowanie własnej mapy” – między dziedzictwem kulturowym a nowym początkiem

30 sierpnia 2025 Kultura/Edukacja

Program oddelegowania Instytutu Międzynarodowych Stosunków Kulturalnych (ifa) wspiera organizacje mniejszości niemieckiej w Europie Wschodniej i Azji Środkowej, delegując menedżerki i menedżerów kultury oraz redaktorki i redaktorów. Dzięki swojej wiedzy i doświadczeniu nie tylko pomagają oni w realizacji projektów, ale także przekazują nowoczesny wizerunek Niemiec i Europy oraz wzmacniają rolę organizacji jako mediatorów kulturowych. Rozmawiamy z uczestnikami programu o ich zadaniach, celach i motywacjach do tej międzykulturowej pracy. Z Christiane Böhm, menedżerką kultury w Demokratycznym Forum Niemców w Sybinie, rozmawia Victoria Matuschek.

Jak zaangażowałaś się w program ifa i dlaczego wybrałaś Sybin?

Po raz pierwszy dowiedziałam się o programie ifa z ogłoszenia o pracę. Ale oczywiście był też osobisty związek: Sybin to miasto, w którym studiowali moi rodzice. Ja sama urodziłam się w Siedmiogrodzie i wyemigrowałam z rodziną po politycznym przełomie i upadku Ceaușescu. Należę więc do mniejszości niemieckiej, choć czuję się silnie zsocjalizowana w Niemczech.

Szczególnie na początku studiów kilkakrotnie podróżowałam sama do Rumunii. Byłam ciekawa tego kraju, który znałam jedynie z opowieści – najczęściej kończących się na Karpatach. Dlatego moim pierwszym celem był Bukareszt – przede wszystkim ze względu na pałac rządowy, który fascynował mnie i odstraszał zarazem. Poznawałam więc ten kraj zarówno poprzez podróże, jak i poprzez studia artystyczne, w ramach których coraz bardziej koncentrowałam się na ruchach artystycznych w Europie Wschodniej.

Z czasem coraz silniejsza stawała się we mnie potrzeba życia i pracy w kraju, w którym się urodziłam – zwłaszcza w sektorze kultury, z uwzględnieniem mojego wykształcenia, wcześniejszych doświadczeń zawodowych i zainteresowań. Ogłoszenie ifa pojawiło się niczym kairos – idealny moment. Pomyślałam: skorzystam z okazji i po prostu złożę podanie. I tak oto jestem tu już prawie rok.

Christiane Böhm podczas Rozmów Sybińskich.
Źródło: Christiane Böhm

Wrócimy jeszcze do Twojego związku z językiem i tożsamością, ale najpierw opowiedz o swojej codziennej pracy. W programie ifa trudno mówić o rutynie – jak organizujesz swoje zadania w Forum?

Pracuję jako menedżerka kultury i zajmuję się klasycznym zarządzaniem projektami – od fazy inicjowania, przez planowanie, wdrażanie, monitorowanie, aż po realizację i podsumowanie. W pierwszym roku pracy w Forum bardzo pomocne były istniejące formaty, takie jak cykl dyskusji „Rozmowy Sybińskie”, który funkcjonuje już od ponad 15 lat. Ma on ustaloną strukturę, ale pozostawia dużo przestrzeni do dyskusji. Mogłam wnieść własne pomysły i otrzymałam dużą swobodę twórczą pod względem treści.

Dotąd zorganizowałam trzy wydarzenia w tym cyklu: jedno poświęcone tożsamości, pochodzeniu i koncepcji „korzeni”, drugie – z okazji 80. rocznicy deportacji Niemców rumuńskich do Rosji, z perspektywy pokolenia dzieci. Ostatnio rozmawialiśmy o migracji zarobkowej. Zawsze staram się poruszać nie tylko tematy związane z mniejszością niemiecką, ale też inspirować do dialogu ze społeczeństwem większościowym. Często zapewniam tłumaczenie symultaniczne, które stanowi doskonałą platformę wzajemnego zrozumienia.

Mam też możliwość wniesienia własnego wkładu. Czerpiąc z mojego wykształcenia w dziedzinie historii sztuki i wieloletniej pracy w sektorze wystawienniczym, wzbogaciłam Dialogi Sybińskie o program artystyczny. Na przykład przy okazji tematu deportacji zestawiłam tekstylną pracę Lilian Theil z marmurową płaskorzeźbą Petera Jacobiego z miejskiego kościoła parafialnego. Tak powstał „Dialog Sztuki” – asocjacyjna rozmowa z uczestnikami. Uzupełniłam ją liczbami, faktami i anegdotami z wcześniejszych rozmów z artystami, ale zależało mi na prawdziwym dialogu, a nie występowaniu jako ekspertka. Zdecydowanie chciałabym rozwinąć tę formułę w przyszłym roku.

Wspomniałaś o młodzieży. Jak wygląda Twoja praca z młodymi ludźmi w Sybinie? Czy świadomość przynależności do mniejszości niemieckiej – również językowo – jest nadal obecna?

To oczywiście moja subiektywna ocena, ale postrzegam Sybin jako miejsce, gdzie mniejszość niemiecka – mimo że stanowi około jeden procent populacji – jest bardzo widoczna i aktywna. Młodzi ludzie związani z mniejszością są szczególnie zaangażowani w Grupie Roboczej Niemieckich Organizacji Młodzieżowych, często pełniąc funkcje kierownicze – np. prowadząc grupy taneczne czy organizując wydarzenia młodzieżowe.

Jednocześnie wielu młodych ludzi uczy się języka niemieckiego – niezależnie od pochodzenia rodzinnego, np. w Liceum Brukenthala. Dla wielu to trampolina – do studiów lub wyjazdu za granicę. Motywacja bywa pragmatyczna. Trudno mi powiedzieć, czy utożsamiają się również z kulturą niemiecką, ale z pewnością ją poznają – zwłaszcza przez naukę języka.

Forum wspiera młode talenty poprzez program stażowy „Młodzi Ambasadorzy”. Obecnie współpracuję z Anną i Celią – bardzo zaangażowanymi młodymi osobami, które uczestniczą w wydarzeniach, prowadzą media społecznościowe, zgłaszają własne pomysły. Wspólnie moderowałyśmy spotkanie z reżyserką Laurą Capataną Juller przy okazji pokazu jej filmu dokumentalnego „Aici… adică acolo” jako części Rozmów Sybińskich. Celem programu jest zaznajomienie młodych ludzi z działalnością Forum i zachęcenie ich do aktywnego uczestnictwa – zarówno z perspektywy mniejszości, jak i jako obywateli Niemiec. Fakt, że jedna z nich zdecydowała się przedłużyć staż, pokazuje, jak inspirujący i ważny może być ten program.

Christiane Böhm otworzyła dialogiczną przestrzeń na temat deportacji, prezentując prace Lilian Theil i Petera Jacobiego.
Foto: Beatrice Ungar

Czy miałaś doświadczenie, które szczególnie pokazało Ci znaczenie tej pracy?

Mam wrażenie, że moje propozycje spotykają się z zainteresowaniem – może dlatego, że prezentuję inne podejście, inaczej formułuję tematy. Projekt teatralny „Gra na Olimpie”, w którym uczniowie 9. klasy liceum im. Andrieja Șaguny pracowali nad mitologią grecką w nowoczesnej formie, wystawiając spektakl po niemiecku, szczególnie zapadł mi w pamięć. Była to kontynuacja współpracy zapoczątkowanej przez moją poprzedniczkę, Anne Herrmann, z teatrem dziecięco-młodzieżowym GONG. Projekt był wyzwaniem – językowym i performatywnym – ale też bardzo pozytywnym doświadczeniem, które będzie kontynuowane i może zachęcić do dalszego kontaktu z językiem niemieckim.

Philip Klein, redaktor ifa w Timișoarze, przygotowuje właśnie reportaż radiowy o tym projekcie dla Jugendwelle, a Anna i Celia przeprowadziły wywiady z uczestnikami. Szczególnie ucieszyły mnie słowa dwojga uczniów, którzy niezależnie od siebie podkreślili, że projekt zbudował ich wspólnotę klasową.

Uważam, że potrzebujemy więcej takich inicjatyw – skupionych na budowaniu wspólnoty, wspieraniu tolerancji i różnorodności. Nie chodzi o to, by w dwa i pół miesiąca wykształcić idealnych młodych aktorów, ale o stworzenie przestrzeni do eksperymentów. To jedno z doświadczeń, które chcę przenieść na przyszły rok – pracować jeszcze bardziej eksperymentalnie.

„Nie chodzi o szkolenie idealnych młodych aktorów – lecz o tworzenie przestrzeni do eksperymentów.”

Masz także rodzinne korzenie w tym regionie. Czy pobyt w Sybinie zmienił Twoje spojrzenie na własną tożsamość – kulturową, językową i narodową?

Pierwsza myśl: od swoich korzeni nie da się uciec – i nie mówię tego w negatywnym sensie. Światopogląd moich rodziców, ich doświadczenia związane z emigracją i nowym początkiem naturalnie mnie ukształtowały. Jednocześnie świadomie zdecydowałam się zająć własne stanowisko.

Kultura siedmiogrodzka była obecna w moim dzieciństwie – przede wszystkim w jedzeniu. Ale dorastałam w Dolnej Saksonii, z dala od społeczności siedmiogrodzko-saskiej. Nie byłam częścią jej zwyczajów ani życia codziennego.

Dziś bardzo wyraźnie dostrzegam, że wychowałam się w innym społeczeństwie – bardziej indywidualistycznym. Rozumiem intelektualnie poczucie wspólnoty mniejszości, kolektywnego ducha i szczególną pozycję, jaką zajmuje w społeczeństwie większościowym, ale emocjonalnie jestem od tego zdystansowana. I dobrze mi z tym.

Szczególnie wzbogacające są teraz rozmowy z rodzicami. Miałam zaledwie kilka lat, gdy emigrowaliśmy, więc nie mam własnych wspomnień do nadpisania. Kiedy byli tu latem, spacerowali po mieście i porównywali: „Kiedyś było tak, dziś jest tak”. W ten sposób poznaję na nowo siebie i moją rodzinę. Dla mnie to jak czysta kartka, którą staram się wypełnić najlepiej, jak potrafię – moja własna mapa Siedmiogrodu, z tonacją wspomnień rodziców w tle i moim osobistym akcentem.

„Spiele(n) im Olymp” wprowadziło uczniów i uczennice klas dziewiątych na scenę – po niemiecku i w kreatywny sposób – z grecką mitologią, we współpracy z Teatrem Młodzieżowym GONG.
Foto: Ovidiu Matiu

Co powiedziałabyś osobom zainteresowanym Sybinem lub regionem? Co czyni to miejsce wyjątkowym?

Sybin ma urok średniowiecznego miasta. Wciąż można tu zobaczyć nieodrestaurowane budynki – i całe szczęście! To nie wypolerowana powierzchnia, ale właśnie ślady historii sprawiają, że miasto tętni życiem i świadczy o przemianach. Przy dobrej pogodzie roztacza się wspaniały widok na Karpaty – wtedy mam ochotę chwycić buty trekkingowe i ruszyć w góry.

Na koniec pytanie osobiste: Twoje ulubione danie regionalne?

Uwielbiam Mămăligă cu brânză – kaszkę kukurydzianą z serem, najlepiej z fetą i odrobiną śmietany. No i – jestem wielką fanką zup – Ciorbă de fasole boabe, czyli zupa z białej fasoli, podawana z czerwoną cebulą i kromką świeżego chleba. Marzenie! To dla mnie dwa dania pełne pocieszenia.

Książki ZNSSK: „Przynieśli nam wolność”
Poprzedni post

Książki ZNSSK: „Przynieśli nam wolność”

Nowe areny, stare tradycje: górnośląskie stadiony piłkarskie w procesie transformacji – część 4: Katowice
Następny post

Nowe areny, stare tradycje: górnośląskie stadiony piłkarskie w procesie transformacji – część 4: Katowice

Reklama

Schlesien Journal